We

We
Znalezione na deviantart//found on deviantart

piątek, 28 września 2012

Rozdział 5 „Ten koleś jest naprawdę dziecinny.”



Rozdział 5

„Ten koleś jest naprawdę dziecinny.”
-Ekhm- usłyszałem chrząknięcie i odwróciłem głowę w kierunku osoby, która je wydała.- Czy mógłbyś przesunąć swoje nogi?
-Nie- powiedziałem.- Czemu zależy ci aby usiąść ze mną?
-Bo to ostatnie wolne miejsce- uśmiechnęła się sztucznie i sama odsunęła moje nogi.
Usiadła opierając się o szybę. Była zwrócona twarzą do mnie, patrzyła na mnie. Obserwowała moją twarz. Siedziałem w bezruchu. Odwróciła się.
Dlaczego Louis nie mógł zostawić jej w tym domu dziecka. Ona tylko szkodzi. Atmosfera między nami, a Louis’ em jest napięta. Chodzi ciągle wściekły i obrażony. Praktycznie nigdzie nie wychodzimy, a przecież są wakacje. Na dodatek ona się do żadnego z nas nie odzywa, tylko wiecznie przesiaduje w swoim pokoju. To bym zniósł,  ale Lou boi się zostawić ją samą w domu, więc i my się z niego nie ruszamy. Wpakowała się z butami do naszego życia i myśli, że wszystko jej wolno.
-Nie pomyślałaś kiedyś, żeby ubrać się w damskie ciuchy?- spytałem, chcąc jej dokuczyć.
-Nie pomyślałeś kiedyś, że mógłbyś stać się facetem?- odgryzła się nawet na mnie nie patrząc.
-Jestem większym facetem, niż ty dziewczyną- odpowiedziałem.
-Nie wiedziałam, że faceci  się malują na co dzień- uśmiechnęła się do mnie złośliwie.
-Przynajmniej jakoś wyglądam w ……- chciałem coś dodać, ale mi niegrzecznie przerwała.
--„Jakoś” to dobre stwierdzenie- przegięła.
-Miliard dziewczyn zrobiłoby wszystko, aby ze mną porozmawiać- uśmiechnąłem się.
-Ja do nich nie należę, jak sam zauważyłeś- wyjęła z torby komórkę.
-Na twoim miejscu zastanowiłbym się, czy przypadkiem należysz w ogóle do grona dziewczyn- drażniłem ją.
Tymi słowami ją chyba zdenerwowałem. Nie odezwała się już do mnie, tylko czegoś zawzięcie szukała w telefonie. Dobrze jej tak, z Harry’ m Styles’ em się nie zadziera.
*
Ten koleś jest naprawdę dziecinny. Upomina mnie za to jak wygląda, a sam nie prezentuje się lepiej. Jest na faceta zbyt kobiecy, bo kto widział chłopaka, który w normalny, biały dzień się maluje. Nawet niektóre kobiety nie korzystają z makijażu codziennie, a co dopiero mężczyźni. Czy on się nie zdecydował jakiej płci być?
*
Jedziemy tak i jedziemy. Nasz podróż trwa co najmniej dwa razy dłużej niż w tamtą stronę, a przecież droga jest taka sama. Co jest powodem wolniejszego powrotu do domu? Korek. Tak, dokładnie, korek, ale mogliśmy pomyśleć, że szósta po południu to najgorsza pora na jakąkolwiek jazdę samochodem. Czy wszyscy ludzie w tym mieście kończą pracę właśnie w tej chwili?
-Louis, daleko jeszcze?- jęczałem, na co moja sąsiadka przewróciła oczami.
-Nie- powiedział szybko i powrócił do jakże fascynującej gry w łapki z siostrą.
-Liam, jak daleko jeszcze?- wyjęczałem.
-Koło dziesięciu minut- odpowiedział mi kolega i wdał się w rozmowę z kierowcą.
-Niall daj coś do zjedzenia- poprosiłem lub raczej zażądałem.
-Nie- krzyknął.
-Dlaczego?- wrzasnąłem.
-Czy mógłbyś się wreszcie uciszyć?- szepnęła Nina spoglądając na mnie złowrogo.
-Nie- zaśmiałem się w odpowiedzi, po czym zwróciłem się do Horan’ a:-A więc Niall?
-Nie, bo nie- wziął do ust ogromny kawałek bułki i zjadł go na moich oczach.
Opadłem zrezygnowany na fotel. Dziękuję Ci Boże za takich przyjaciół. Ignorujących mnie,  nieuprzejmych, chcących mojej śmierci w męczarniach, próbujących mnie zagłodzić. Lepiej wybrać nie mogłeś. Przecież czego nauczyłbym się w życiu mając za kumpli mądrych, kulturalnych prawników rodem z amerykańskich seriali?

W pewnym momencie oberwałem czymś w głowę. To coś spadło mi na kolana. Podniosłem to i patrzyłem, a owe „coś” okazuje się być batonem mlecznym. Spojrzałem w kierunku, z którego nadleciał i ujrzałem Zayn’ a puszczającego mi oko. Jeden prawdziwy przyjaciel.
-Dlaczego tu jesteś?
-Nie zamierzam ci teraz tłumaczyć jak się robi dzieci?- burknęła, nawet się do mnie nie odwracając.
-Nie chodzi mi, że na świecie. Tu, u nas w domu- sprecyzowałem.
-On mnie adoptował- wskazała głową na brata.
-Szkoda- osunąłem się w fotelu.
-Też żałuję- nie liczyłem na odpowiedź.
-To poproś sąd o zmianę decyzji- zaproponowałem.
-Jakbym o tym nie marzyła- powiedziała smutno i pospiesznie wysiadła z autobusu.
Nie zauważyłem kiedy dojechaliśmy.
 „Jakbym o tym nie marzyła”- co to znaczy? Pomyślmy, dlaczego sąd nie może rozważyć po raz kolejny tej decyzji? Może miała jakieś wykroczenia? Albo może to dlatego, że Louis jest sławny, bogaty i z jej rodziny, co zapewnia warunki sprzyjające jej dorastaniu? Moim zdaniem oba te powody przyczyniły się do tego, że musi zostać. Niestety.
*
Pip.
„Wpadłem na pewien pomysł. Będziesz mi potrzebna. Josh”
Ciekawa treść sms’ a lekko mnie zaniepokoiła. Josh często wpadał na różne pomysły, nie zawsze miały one obiecujące skutki. Kilka razy prawie wylądowaliśmy na komisariacie przez jego wybryki, ale jest porządnym facetem, gentelmanem. Za każdym razem brał winę na siebie, dzięki czemu my byliśmy czyści. Nikt z naszej paczki mu nigdy za to nie podziękował, a trzeba było.
„ Jak Ci się przydam? Nina”
Odesłałam krótką odpowiedź chcąc wiedzieć o co mu chodzi.
„Spotkajmy się jutro o 10.00 przy Starbuksie na 42 Rupert Street, wtedy ci wszystko wyjaśnię.”
„Postaram się być.”
Tylko jak to zrobić? Louis nie pozwala mi wyjść nawet do sklepu, więc co tu gadać o spotkaniu z kimś.  Nie ma bata, odwołam to. Chociaż nie, nie odwołam. W końcu Lou ma przyjaciół, z których jeden mnie toleruje. Tak, Liam mi pomoże.
*
Siedziałem u siebie w pokoju i czytałem po raz trzeci  czwartą część Harry’ ego Potter’ a. Mimo iż znam ją już prawie całą na pamięć to chętnie do niej wracam.
Puk, puk, puk.
-Proszę- powiedziałem.
-Hej- usłyszałem głos siostry Louis’ a.-Można?
-Śmiało- zachęciłem ją do wejścia do środka.- Czego dusza potrzebuje?
-Pomocy- usiadła koło mnie.
-W czym?- zaciekawiłem się.
-Chcę się spotkać jutro ze znajomym, a Lou nie pozwoli mi wyjść- spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.- Mógłbyś go zająć tak między 9.00 a 13.00?
Patrzyła na mnie i patrzyła. Dosłownie wywiercała mi tym spojrzeniem dziurę w głowie. Chciałbym jej pomóc, naprawdę, ale Louis to mój przyjaciel i nie wiem czy jestem w stanie to zrobić.
-Zgoda- uśmiechnąłem się.
-Dzięki i przepraszam, że cię wykorzystuję- zrobiła jedną jedyną rzecz, której w stosunku do mnie Lou zrobić nie umiał-przeprosiła mnie za wykorzystywanie.- Naprawdę przepraszam.
-Nie masz za co. Rozumiem twoją sytuację- nie chciałem by się zamartwiała.
-Dzięki, to ja lecę- wstała.
-Cześć.
*
-Nina, Nina ziobać- podbiegła do mnie Sam, gdy tylko otworzyłam drzwi.- Siama to narysowałam.
Spojrzałam na rysunek. Było na nim pięciu mężczyzn obok nich stała kobieta, na rękach miała dziecko.
-Co on przedstawia?- uśmiechnęłam się do siostrzyczki
-Nasią lodzinkę.
-Rodzinkę?
-Tu jest Louis, tu Liam, tu Harry, tu Niall, tu Zayn, a tu Ty ze mną- wyjaśniła powoli wskazując na dane postaci.
Uśmiechnęłam się do siebie samej.
-Jest prześliczny- pocałowałam małą w główkę.
Nie mogę się wprost doczekać jutrzejszego dnia. Muszę wiedzieć o co chodziło Josh’ owi. Żeby tylko niebyło to coś złego….
-Mogę isc na dól?- spojrzała na mnie Sammy wyrywając mnie tym samym z zamyślenia.
-Oczywiście- odparłam bez zastanowienia.
Wyszła.
Wyjęłam z mojej torby komórkę. Weszłam w odtwarzać muzyczny i włączyłam piosenkę Rockstar śpiewaną przez Dappy’  iego i Brian’ a May’ a. dawno nie ćwiczyłam, więc chciałam trochę potrenować.
*
-Chodźmy jutro do kina. O 9.00 grają „Szepty”, a wiecie jak chciałem na to iść- skłamałem.
-Pójdę spytać o to siostrę- powiedział Lou.
-Nie- krzyknąłem tylko.- To ma być taki męski wypad.
-Dobra.
Udało się i póki co chyba nikt nic nie podejrzewa. Niech na razie tak zostanie…
-Pójdę do pokoju i zarezerwuję nam miejsca – skierowałem się ku schodom.
Głupio mi oszukiwać przyjaciół. Jeśli się dowiedzą stracą do mnie kompletnie zaufanie, z którego odzyskaniem tak łatwo sobie nie poradzę. Nie chcę kłamać, ale nie potrafię patrzeć jak siostra Louis’ a się męczy. Nie chciałbym być tak uwięziony jak ona, zresztą czy ktoś by chciał? Lou powinien dać jej odrobinę wolności, jak ma prowadzić normalne życie będąc zamkniętą we własnym pokoju?
Gdy tylko postawiłem nogę na piętrze, ktoś pociągnął mnie jakiegoś pokoju i zasłonił moje usta dłonią.  Wydałem z siebie stłumiony jęk.
- I….?
-O mój Boże, Nina. Wiesz jak mnie przestraszyłaś?- na szczęście to tylko ona.
-Przepraszam- chyba nie zbyt wiedziała, co mogłoby wywołać mój strach.- Jak poszło?
-Zabieram ich jutro do kina- oświadczyłem uśmiechając się ciepło.
-Nawet nie wiem jak ci dziękować- spojrzała na mnie nieco zmieszana.
- Znajdź sobie przyjaciół, zabaw się, to mi wystarczy- zapewniłem ją.
Uśmiechnęła się i zaczęła powoli wychodzić z pomieszczenia, ale musiałem jej jeszcze coś przekazać.
-Załatwię też opiekę Sam, abyś nie musiała ciągać jej ze sobą- otworzyła usta ze zdziwienia.
- Ale, ale…- zaczęła się jąkać.
-Nie martw się, chcę ci pomóc-poklepałem ją po ramieniu.
-Mam u ciebie taki dług, nawet nie wiem jak go spłacę- widziałem, że jest jej głupio, choć według mnie nie powinno.
- Tym się nie przejmuj ja coś wymyślę, a teraz sio, bo jeszcze nas podsłuchają- zaśmiałem się i wypchnąłem ją za drzwi.
Posłała mi jeszcze bezgłośne dziękuję i poszła.
                                                                                                               
I tak oto moje zapasy się wyczerpały. Jestem już mniej więcej w 3/4 pisania 6 rozdziału, ale póki co, bardzo proszę- oceńcie ten....

2 komentarze:

  1. mi się podoba ;D jest świetny xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam Cię.!
    Jak zawsze dodaję komentarz, w którym nie umiem wyrazić swojego zachwytu.! Co Ty ze mną zrobiłaś.? Ja nie umiem się wysłowić przez Twój talent... Wiem, że nie mam rozumu, ale teraz cały świat się o tym dowie.!
    Dobra, nie będę się rozczulać pod Twym dziełem... Dawaj mi tu szybko kolejny rozdział, bo znowu mi się To na górze skończyło za szybko.! Zgłaszam skargę, że te rozdziały są stanowczo za krótkie.! Tak wiem, powtarzam się. Nie moja wina.!
    Dobra kończę to...
    Podsumowując: Rozdział świetny, ale krótki i czekam na kolejny :P
    Pozdro.!

    OdpowiedzUsuń