Rozdział 19
„Boże dopomóż mi!!”
3 Months Later…
W czasie tych kilku
miesięcy niewiele zmieniło się w życiu naszych bohaterów. Było parę kłótni,
głównie każdego z Harrym. Chłopak wciąż stwarzał kłopoty i nie wyglądało na to,
że w najbliższym czasie ma się to zmienić. Imprezy Stylesa nie pomagały
zespołowi, wręcz przeciwnie… Zaczęły się rozsiewać coraz to gorsze plotki,
które powoli zaczęły odpychać fanów Boysbandu. Harry jednak tego zbytnio nie
zauważył. Woda sodowa trochę uderzyła mu do głowy, a on nie miał zamiaru nic z
tym robić…
Tymczasem co u Niny?
Nina ciągle jeszcze aklimatyzuje się w obecnej sytuacji, ale już nie jest to
dla niej takie trudne. Ekipa do której należy przygotowuje się obecnie do
zawodów „Move it”, które mają się odbyć za równe dwa tygodnie od dziś. Są
doskonale przygotowani, ale każdy z nich wie, że to póki co maksymalnie 99% ich
możliwości. Na zawodach pokażą całą setkę. Sprawy z treningami nieco się
skomplikowały, gdyż Nina jako nieletnia jeszcze osoba musiała uczęszczać do
szkoły. Taaak… nie należało to do jej ulubionych zajęć. Siadała zwykle na końcu
klasy w odosobnieniu, do nikogo się nie odzywała, ale nikt z nią kontaktów też
jakoś szczególnie nie nawiązywał. Była bardziej outsiderką. Cały czas myślała o
tym, aby wydostać się z tej budy….
-Na piątek napiszecie
referat o wojnie trzydziestoletniej.- mówił powoli nauczyciel.- Wiem, że to
prosty, stary i nudny temat, ale chyba wciąż zbyt wysoki na wasz poziom.
Po tych cholernych
bóg wie ilu minutach katorgi zabrzmiał upragniony dzwonek na przerwę. Uczniowie
wręcz wybiegli z Sali i polecieli prosto na stołówkę. W porze lanchu wszyscy
ludzie się tam gromadzili stadami, jedli szkolne jedzeni i plotkowali o
wszystkim o czym się dało. Jak w normalnej szkole… Nina zwykle omijała porę
lanchu zaszywając się w jakimś ciemnym kącie korytarza lub bibliotece. Pójście
na stołówkę byłoby równoznaczne z dołączeniem do któregoś stolika, a co się z
tym łączy- socjalizowaniem się z innymi. Tym razem jednak zapomniała wziąć ze
sobą coś z domu, więc musiała zdobyć się na odwagę i ruszyła na stołówkę.
Najbardziej
przerażało ją to, że ludzie szeptali, szeptali od początku. Wiedzieli kim jest,
ciężko się z tym kryć żyjąc ze swoim sławnym bratem pod jednym dachem.
Większość ludzi jej tego zazdrościła i rzucała ku niej wrogie spojrzenia. Było
kilka osób, głównie słodkich, głupich dziewczyn, które do niej zagadywały, ale
ich starała się za to unikać- wiedziała dlaczego z nią rozmawiają. To był jeden z tych momentów kiedy wolała nie
mieć sławnego brata.
Podeszła do starej
kucharki pracującej w szkole od niepamiętnych czasów. Kupiła sobie coś co
wyglądem przypominało kanapkę i odeszła od kasy. Spojrzała na wszystkie stoliki
stojące na stołówce. Prawie wszystkie były pozajmowane przez roześmianych
uczniów. To tu najbardziej było widać
szkolne podziały. Popularni, czyli szkolna elita miała najlepszy, bo największy
stół stojący dokładnie na środku pomieszczenia, pomniejsze grupy, takie jak
miłośnicy przyrody czy wirtuozi muzyczni zajmowali miejsca przy oknach. Trzy
stoliki niedaleko kasy zajmowali uczniowie ubrani w ciemne, mroczne stroje i
glany. Stół elity otaczały stoły osób mniej popularnych jednak dość
rozpoznawalnych w szkole. Uczniowie uczący się znakomicie, nosili miano
geniuszy, rzadziej kujonów i zajmowali kilka stołów przy wejściu. Pozostałych
grup Nina jakoś nie mogła rozpoznać, więc po prostu zaczęła szukać pustego
stolika. Zauważyła jeden w prawym rogu stołówki, tuż za stołami geniuszy. Był
nieduży i nikt przy nim nie siedział, co oczywiście było ogromną jego zaletą.
Wadą jakiej dopatrzyła się dziewczyna było to, że tuż obok niego był śmietnik,
jednakże i tak wybrała go na swoje miejsce.
Usiadła sama przy
stoliku. Rzuciła plecak na krzesło obok i zabrała się za otwieranie pudełka z
kanapką. Nie szło jej to zbyt szybko, opakowanie było jakoś dziwnie zamknięte.
Nagle przy stole Niny
pojawił się rudowłosy karzeł. Może nie w sensie dosłownym, ale dziewczyna chyba
równie niskiego wzrostu. Uśmiechała się od ucha do ucha, co wydało się Ninie
dość przerażające. Chociaż oczy dziewczyny były straszniejsze- chłodno
niebieskie, prawie białe. Z sylwetki była smukła, choć lepszym określeniem
byłoby chuda. Ubrana w dziecięcy róż praktycznie podskakiwała przy naszej
bohaterce.
-Cześć?- powiedziała
powoli Nina.
-Hej!- pisnęła
pospiesznie praktycznie odbijając się od ziemi.
Nina mierzyła ją
wzrokiem. Czego ta niska kreatura może od niej chcieć?
*
-Jestem Mabel. Mabel
Swan. Miło cię poznać. Jak masz na imię?-
zarzuciła mnie potokiem słów.
Przez chwilę nie
wiedziałam jak odpowiedzieć, nie wiedziałam CZY odpowiedzieć… Ta ruda mogła być
jakąś szkolną wariatką, której jeśli podam swoje imię będzie mnie nękać i
dręczyć. Na normalną nie wygląda, więc kto wie… Jednak bez ryzyka nie ma
zabawy.
-Nina-
odpowiedziałam szybko.
-Fajne imię-
uśmiechnęła się.- Ja miałam na początku nazywać się Lawrence, ale mama uznała,
że to zbyt męskie i wolała nazwać mnie bardziej żeńskim imieniem, ale nie mogła
się zdecydować, w końcu na świecie jest tyle imion, więc poszła do babci i tam
u babci, była cała rodzina, i zaczęli się kłócić jak mnie nazwać i….
-STOP!- przerwałam
jej. -Zrozumiałam o co chodzi, po pierwszych kilku słowach.
No i na moje
nieszczęście trafiłam na wariatkę. Gadała jak wariatka, skakała jak wariatka
trochę ubierała się jak wariatka. Zastanawiało mnie za jakie licho spotkał mnie
zaszczyt poznania tego ciekawego osobnika. Tsa, jestem zachwycona…
-Dlaczego tu
usiadłaś? Nikt tu zazwyczaj nie siada. Tylko ja i czasem taki jeden chłopak.
Tutaj siadają tylko wyrzutki społeczeństwa, leserzy. Jesteś Loserem?- pytała.
-Można tak
powiedzieć.
-Super! Zostaniemy
przyjaciółkami. Będziemy robić piżama party, będziemy się wspólnie czesać i
malować, i plotkować o chłopcach. Będziemy razem chodzić na zakupy i będziesz
lepiej wyglądać. Zaczniemy od kupienia ci różowej spódniczki….- Boże dopomóż
mi!!
###
Po długim jakże
męczącym dniu w szkole, jakoś koło czwartej popołudniu, udało mi się dotrzeć na
trening. Obecnie nasze spotkania odbywają się codziennie, wiec jestem tu od
razu po szkole. Ekipa jest dość zgrana, układy nam wychodzą. Tu podobnie jak w
szkole staram się trzymać na uboczu, jednak z tą różnica, że tu się z kimś
porozumiewam. Odkryłam w sobie jedną rzecz, mianowicie lepiej dogaduję się z
facetami niż z dziewczynami z ekipy, choć jakby cofnąć się parę lat wstecz to
jakby nie patrzeć moi najlepsi przyjaciele to byli Josh i mój brat. Mac i
Frankie- to z nimi, tak jak przewidywałam, najczęściej się zadaje. Dość dobrze
się dogadujemy, ćwiczymy podobne style i wszystko jest git.
-Jak zawsze ostatnia
Tomlinson!- burknął do mnie Brooke.
Co do niego to…
trudna sprawa. Jest wredny, złośliwy, chamski i arogancki, ale w pewien sposób
mi imponuje. Nie wiem czy to przez tę jego odwagę do mówienia tego czego chce,
owszem też nie mam z tym jakichś ogromnych problemów, ale dużą część tego co
chciałabym powiedzieć, staram się przemilczeć, czy może przez tę jego postawę
jakby się niczym nie przejmował. Po części chciałam być jak on. Nie tylko ze
względu na te dwa aspekty, ale również z tego powodu, że naprawdę niesamowity z
niego tancerz. Jest wprawiony w większości styli, co czyni go praktycznie
najlepszym z nas wszystkich. Jest niesamowity też w tym, że już po kilku
krokach widz nie może oderwać od niego wzroku, jakby go czarował. Nieraz nakrył
mnie na tym, że mu się przypatruję, jednak nic sobie z tego nie zrobił.
Wiedział, że go podziwiam, co nie zmienia faktu, że traktował mnie jak durną
gówniarę, która nic nie potrafi, co było totalną bujdą.
Może nieskromnie
powiem, ale przez te trzy miesiące znacznie się polepszyłam. Moje ruchy są
pewniejsze, dokładniejsze. Łatwiej przychodzi mi też improwizowanie tańca na
wyrywki. Dzieje się tak dla tego, że nabrałam większej pewności siebie. Josh
często powtarza mi, że jestem jedną z lepszych tancerek jakie zna, co umacnia
mnie w przekonaniu, że mogłabym się kiedyś wybić.
Dobra skoro już
wszyscy są możemy zacząć próbę— zaczął Josh stając przed nami.- Przypominam, że
zostały tylko 2 tygodnie na opanowanie do perfekcji wszystkich układów. Oczekuję
od was, że weźmiecie przygotowania do zawodów poważnie, ponieważ mogą być
jednymi z ważniejszych w karierze ekipy. To zaczynamy…
______________________________________________________________________________
Wiem, że rozdział krótki, ale naprawdę się nad nim namęczyłam i może tego nie widać, ale w porównaniu z ostatnimi, które były "dłuższe" ma dużo więcej liter. To na tyle: pozdrawiam i mam nadzieję, że na kolejny nie będziecie tak długo czekać!