We

We
Znalezione na deviantart//found on deviantart

czwartek, 21 lutego 2013

Rozdział 19 „Boże dopomóż mi!!”



Rozdział 19

„Boże dopomóż mi!!”


3 Months Later…

W czasie tych kilku miesięcy niewiele zmieniło się w życiu naszych bohaterów. Było parę kłótni, głównie każdego z Harrym. Chłopak wciąż stwarzał kłopoty i nie wyglądało na to, że w najbliższym czasie ma się to zmienić. Imprezy Stylesa nie pomagały zespołowi, wręcz przeciwnie… Zaczęły się rozsiewać coraz to gorsze plotki, które powoli zaczęły odpychać fanów Boysbandu. Harry jednak tego zbytnio nie zauważył. Woda sodowa trochę uderzyła mu do głowy, a on nie miał zamiaru nic z tym robić…

Tymczasem co u Niny? Nina ciągle jeszcze aklimatyzuje się w obecnej sytuacji, ale już nie jest to dla niej takie trudne. Ekipa do której należy przygotowuje się obecnie do zawodów „Move it”, które mają się odbyć za równe dwa tygodnie od dziś. Są doskonale przygotowani, ale każdy z nich wie, że to póki co maksymalnie 99% ich możliwości. Na zawodach pokażą całą setkę. Sprawy z treningami nieco się skomplikowały, gdyż Nina jako nieletnia jeszcze osoba musiała uczęszczać do szkoły. Taaak… nie należało to do jej ulubionych zajęć. Siadała zwykle na końcu klasy w odosobnieniu, do nikogo się nie odzywała, ale nikt z nią kontaktów też jakoś szczególnie nie nawiązywał. Była bardziej outsiderką. Cały czas myślała o tym, aby wydostać się z tej budy….

-Na piątek napiszecie referat o wojnie trzydziestoletniej.- mówił powoli nauczyciel.- Wiem, że to prosty, stary i nudny temat, ale chyba wciąż zbyt wysoki na wasz poziom.

Po tych cholernych bóg wie ilu minutach katorgi zabrzmiał upragniony dzwonek na przerwę. Uczniowie wręcz wybiegli z Sali i polecieli prosto na stołówkę. W porze lanchu wszyscy ludzie się tam gromadzili stadami, jedli szkolne jedzeni i plotkowali o wszystkim o czym się dało. Jak w normalnej szkole… Nina zwykle omijała porę lanchu zaszywając się w jakimś ciemnym kącie korytarza lub bibliotece. Pójście na stołówkę byłoby równoznaczne z dołączeniem do któregoś stolika, a co się z tym łączy- socjalizowaniem się z innymi. Tym razem jednak zapomniała wziąć ze sobą coś z domu, więc musiała zdobyć się na odwagę i ruszyła na stołówkę.

Najbardziej przerażało ją to, że ludzie szeptali, szeptali od początku. Wiedzieli kim jest, ciężko się z tym kryć żyjąc ze swoim sławnym bratem pod jednym dachem. Większość ludzi jej tego zazdrościła i rzucała ku niej wrogie spojrzenia. Było kilka osób, głównie słodkich, głupich dziewczyn, które do niej zagadywały, ale ich starała się za to unikać- wiedziała dlaczego z nią rozmawiają.  To był jeden z tych momentów kiedy wolała nie mieć sławnego brata.

Podeszła do starej kucharki pracującej w szkole od niepamiętnych czasów. Kupiła sobie coś co wyglądem przypominało kanapkę i odeszła od kasy. Spojrzała na wszystkie stoliki stojące na stołówce. Prawie wszystkie były pozajmowane przez roześmianych uczniów. To tu  najbardziej było widać szkolne podziały. Popularni, czyli szkolna elita miała najlepszy, bo największy stół stojący dokładnie na środku pomieszczenia, pomniejsze grupy, takie jak miłośnicy przyrody czy wirtuozi muzyczni zajmowali miejsca przy oknach. Trzy stoliki niedaleko kasy zajmowali uczniowie ubrani w ciemne, mroczne stroje i glany. Stół elity otaczały stoły osób mniej popularnych jednak dość rozpoznawalnych w szkole. Uczniowie uczący się znakomicie, nosili miano geniuszy, rzadziej kujonów i zajmowali kilka stołów przy wejściu. Pozostałych grup Nina jakoś nie mogła rozpoznać, więc po prostu zaczęła szukać pustego stolika. Zauważyła jeden w prawym rogu stołówki, tuż za stołami geniuszy. Był nieduży i nikt przy nim nie siedział, co oczywiście było ogromną jego zaletą. Wadą jakiej dopatrzyła się dziewczyna było to, że tuż obok niego był śmietnik, jednakże i tak wybrała go na swoje miejsce.

Usiadła sama przy stoliku. Rzuciła plecak na krzesło obok i zabrała się za otwieranie pudełka z kanapką. Nie szło jej to zbyt szybko, opakowanie było jakoś dziwnie zamknięte.

Nagle przy stole Niny pojawił się rudowłosy karzeł. Może nie w sensie dosłownym, ale dziewczyna chyba równie niskiego wzrostu. Uśmiechała się od ucha do ucha, co wydało się Ninie dość przerażające. Chociaż oczy dziewczyny były straszniejsze- chłodno niebieskie, prawie białe. Z sylwetki była smukła, choć lepszym określeniem byłoby chuda. Ubrana w dziecięcy róż praktycznie podskakiwała przy naszej bohaterce.

-Cześć?- powiedziała powoli Nina.

-Hej!- pisnęła pospiesznie praktycznie odbijając się od ziemi.

Nina mierzyła ją wzrokiem. Czego ta niska kreatura może od niej chcieć?

*

-Jestem Mabel. Mabel Swan. Miło cię poznać. Jak masz na imię?-  zarzuciła mnie potokiem słów.

Przez chwilę nie wiedziałam jak odpowiedzieć, nie wiedziałam CZY odpowiedzieć… Ta ruda mogła być jakąś szkolną wariatką, której jeśli podam swoje imię będzie mnie nękać i dręczyć. Na normalną nie wygląda, więc kto wie… Jednak bez ryzyka nie ma zabawy.

-Nina- odpowiedziałam  szybko.

-Fajne imię- uśmiechnęła się.- Ja miałam na początku nazywać się Lawrence, ale mama  uznała, że to zbyt męskie i wolała nazwać mnie bardziej żeńskim imieniem, ale nie mogła się zdecydować, w końcu na świecie jest tyle imion, więc poszła do babci i tam u babci, była cała rodzina, i zaczęli się kłócić jak mnie nazwać i….

-STOP!- przerwałam jej. -Zrozumiałam o co chodzi, po pierwszych kilku słowach.

No i na moje nieszczęście trafiłam na wariatkę. Gadała jak wariatka, skakała jak wariatka trochę ubierała się jak wariatka. Zastanawiało mnie za jakie licho spotkał mnie zaszczyt poznania tego ciekawego osobnika. Tsa, jestem zachwycona…

-Dlaczego tu usiadłaś? Nikt tu zazwyczaj nie siada. Tylko ja i czasem taki jeden chłopak. Tutaj siadają tylko wyrzutki społeczeństwa, leserzy. Jesteś Loserem?- pytała.

-Można tak powiedzieć.

-Super! Zostaniemy przyjaciółkami. Będziemy robić piżama party, będziemy się wspólnie czesać i malować, i plotkować o chłopcach. Będziemy razem chodzić na zakupy i będziesz lepiej wyglądać. Zaczniemy od kupienia ci różowej spódniczki….- Boże dopomóż mi!!

###

Po długim jakże męczącym dniu w szkole, jakoś koło czwartej popołudniu, udało mi się dotrzeć na trening. Obecnie nasze spotkania odbywają się codziennie, wiec jestem tu od razu po szkole. Ekipa jest dość zgrana, układy nam wychodzą. Tu podobnie jak w szkole staram się trzymać na uboczu, jednak z tą różnica, że tu się z kimś porozumiewam. Odkryłam w sobie jedną rzecz, mianowicie lepiej dogaduję się z facetami niż z dziewczynami z ekipy, choć jakby cofnąć się parę lat wstecz to jakby nie patrzeć moi najlepsi przyjaciele to byli Josh i mój brat. Mac i Frankie- to z nimi, tak jak przewidywałam, najczęściej się zadaje. Dość dobrze się dogadujemy, ćwiczymy podobne style i wszystko jest git.

-Jak zawsze ostatnia Tomlinson!- burknął do mnie Brooke.

Co do niego to… trudna sprawa. Jest wredny, złośliwy, chamski i arogancki, ale w pewien sposób mi imponuje. Nie wiem czy to przez tę jego odwagę do mówienia tego czego chce, owszem też nie mam z tym jakichś ogromnych problemów, ale dużą część tego co chciałabym powiedzieć, staram się przemilczeć, czy może przez tę jego postawę jakby się niczym nie przejmował. Po części chciałam być jak on. Nie tylko ze względu na te dwa aspekty, ale również z tego powodu, że naprawdę niesamowity z niego tancerz. Jest wprawiony w większości styli, co czyni go praktycznie najlepszym z nas wszystkich. Jest niesamowity też w tym, że już po kilku krokach widz nie może oderwać od niego wzroku, jakby go czarował. Nieraz nakrył mnie na tym, że mu się przypatruję, jednak nic sobie z tego nie zrobił. Wiedział, że go podziwiam, co nie zmienia faktu, że traktował mnie jak durną gówniarę, która nic nie potrafi, co było totalną bujdą.

Może nieskromnie powiem, ale przez te trzy miesiące znacznie się polepszyłam. Moje ruchy są pewniejsze, dokładniejsze. Łatwiej przychodzi mi też improwizowanie tańca na wyrywki. Dzieje się tak dla tego, że nabrałam większej pewności siebie. Josh często powtarza mi, że jestem jedną z lepszych tancerek jakie zna, co umacnia mnie w przekonaniu, że mogłabym się kiedyś wybić.

Dobra skoro już wszyscy są możemy zacząć próbę— zaczął Josh stając przed nami.- Przypominam, że zostały tylko 2 tygodnie na opanowanie do perfekcji wszystkich układów. Oczekuję od was, że weźmiecie przygotowania do zawodów poważnie, ponieważ mogą być jednymi z ważniejszych w karierze ekipy. To zaczynamy…

______________________________________________________________________________
Wiem, że rozdział krótki, ale naprawdę się nad nim namęczyłam i może tego nie widać, ale w porównaniu z ostatnimi, które były "dłuższe" ma dużo więcej liter. To na tyle: pozdrawiam i mam nadzieję, że na kolejny nie będziecie tak długo czekać!