We

We
Znalezione na deviantart//found on deviantart

niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział 16 „Musisz z tym skończyć”



Rozdział 16

„Musisz z tym skończyć”
Czwórka sławnych chłopaków wbiegła szybko do szpitala. Ledwo zdążyli minąć drzwi placówki, już biegli do recepcji i wykrzykiwali pytania o ich przyjaciela. To jasne, martwili się, nie wiedzieli co ich czeka. Przez ich głowy przechodziły najczarniejsze myśli.

-Dzień dobry!- wykrzyknął jako pierwszy Niall.

-My do Harry’ ego Styles’ a- dopowiedział Louis.

-Co z nim?- wydyszała pozostała dwójka.

Recepcjonistka spojrzała na nich niechętnie, często spotyka spanikowanych młodych ludzi. Zwykle są niedoinformowani o stanie osoby do, której przyjechali i aż nazbyt chcą wiedzieć co danemu człowiekowi jest. Kobieta widuje się z takimi przypadkami przynajmniej raz, dwa razy dziennie.  Zaczyna zauważać ciemne strony swojego stanowiska.

-Nazwisko?- pyta niechętnie tłamsząc wzrokiem cały Boysband.

-Styles. Harry Styles- odpowiada jej Liam, jako najspokojniejsza postać całego tego zgromadzenia.

Kobieta zaczęła przeszukiwać papiery. Starała się to robić dwa razy szybciej niż zazwyczaj, ale to jasne- chciała się pozbyć tej czwórki nastolatków.

Stansky, Stewart… Styles!

-Sala numer dwa. Prosto korytarzem do końca i na lewo- wskazała kobieta, lecz naszych chłopców już tam nie było. Pędzili prosto do sali, w której miał znajdować się ich przyjaciel.

Zatrzymali się tuż przed drzwiami nad którymi wisiała cyfra dwa. Bez zastanowienia, wręcz niczym burza wbiegli do pomieszczenia, aby sprawdzić co jest z piątym członkiem Boysbandu.

Gdy tylko weszli, zobaczyli go. Chłopak półsiedział-półleżał  na białym, szpitalnym łóżko i wpatrywał się w nich zmęczonym wzrokiem. Jego lewą rękę i prawą nogę zdobiły dwa, w obecnej chwili śnieżnobiałe, świeże gipsy. Jego loki zduszone były przez bandaż, który rozchodził się po całej jego głowie. Wisienką na torcie było kilka zadrapań znajdujących się na jego twarzy. Po za tym chłopak był cały.

-Harry!- jako pierwszy podbiegł do niego Louis, za nim dołączyła reszta.

-Stary, co ci się stało? Wyglądasz potwornie- na krześle obok łóżka poszkodowanego zasiadł Zayn.

-Przynajmniej wciąż lepiej niż ty- zaśmiał się Harry.

-Miał lekki wstrząs mózgu, a obecnie jego prawa noga i lewa ręka są złamane, ale jutro będzie mógł wyjść- wyjaśnił lekarz, który pojawił się tam nagle, jakby z nikąd.

-Panie doktorze mam pytanie- zaczął Liam, na co lekarz skinął głową czekając na słowa chłopaka.- Otóż jesteśmy dość znanym zespołem, One Direction może pan kojarzy, i w sobotę gramy koncert, a bez tego tu muzyka nie będzie nam łatwo występować, więc Moje pytanie brzmi czy da radę wyjść na scenę i odśpiewać te kilka piosenek?

-Nie widzę przeciwwskazań, chyba, że unieruchomione kończyny, ale one nie zakazują Harry’ emu występować. Jedyne co mogę w tej sprawie powiedzieć to to, że gdyby podczas koncertu wystąpiły zawroty lub ból głowy, mdłości, zaniki pamięci, problemy z widzeniem lub tego typu sprawy proszę się niezwłocznie do nas zgłosić- oznajmił mężczyzna.

-No dobrze, w takim razie dziękujemy- powiedział uprzejmie Liam.- Dowidzenia

Spuścił wzrok z drzwi i przeniósł na Harry’ ego. Musiał dowiedzieć się co takiego się wydarzyło.

-Czemu tu jesteś?- spytał Styles’ a

Chłopak nie odpowiedział tylko nieśmiało spuścił wzrok. Widać było, że nie chciał się przyznać. Poczerwieniał po uszy i po prostu obserwował podłogę. Nic nie wskazywało na to, że się odezwie. Wolał siedzieć nieruchomo i nic nie mówić przyjaciołom.

-I tak się dowiemy- zagroził mu Liam co sprawiło, że Harry na niego spojrzał.

-Jechałem po pijaku i uderzyłem w jakieś durne drzewo- wymruczał nieśmiało.

-Kolejna impreza czy po prostu wypad do sklepu?- spytał cicho Niall.

Nasz poszkodowany rzucił mu śmiertelne spojrzenie, wiedział, że póki są w szpitalu nic mu nie grozi- dopiero w domu dostanie kazanie.

-Impreza.

Zespół wiedział o jego obecnym problemie. O tym, że ucieka się do imprez, alkoholu i może nawet seksu. Ich zdaniem, jego raczej też, było to spowodowane presją jaką wywoływało na nim społeczeństwo. Chcieli im pomóc, ale nie wiedzieli jak, był wolnym człowiekiem i nie chciał ich wsparcia. Nie widział problemu, co stwarzało mu drogę do kłopotów. Był głupi.

-Musisz z tym skończyć- oznajmił Niall.

-Czemu?

-Sam widzisz co się z tobą dzieje- krzyknął nagle Louis pozostający do tego czasu cicho.- Spowodowałeś wypadek. Byłeś pijany. A co gdybyś kogoś zabił?

Ten argument uciszył wszystkich chłopców. Nie pomyśleli o tym, że Harry stwarzał zagrożenie nie tylko dla siebie, ale dla innych. Nie pomyśleli o tym, że kiedyś ktoś mógłby przez niego stracić życie. Bali się wyłącznie o niego, a tak naprawdę to on był głównym zagrożeniem.

-Nie odwołamy koncertu- zarządził Louis.- To twoja wina, że się poobijałeś, więc za karę pocierpisz tych kilka godzin na scenie. Reporterom i fanom też się sam tłumaczysz.

Tomlinson się wściekł. Nie dość, że wciąż denerwował się tym, że opiekuje się siostrą to jeszcze jego kumpel stwarza problemy jemu i całemu zespołowi. „Skoro gorzej być nie może, to zaraz będzie gorzej”- pomyślał.

-Przepraszam stary- szepnął Harry, ale Louis ledwo na niego spojrzał i po prostu wyszedł na korytarz. Musiał ochłonąć.

Za chłopakiem wyszedł Liam, chciał sprawdzić, za prośbą Styles’ a, co robi.

Miał szczęście. Tomlinson po prostu siedział na jednym ze szpitalnych krzeseł i bawił się telefonem. Liam usiadł koło niego i poklepał po plecach w celu pocieszenia. Uważał, że chłopakowi tego potrzeba.

-Poinformuję twoją siostrę- oznajmił Payne.

-Ale co ją to obchodzi, przecież się nie cierpią?- spytał Tomlinson.

-Może i tak, ale pewnie się ciekawi.

Louis wzruszył ramionami pokazując, że mu nie zależy.

Liam wyciągnął telefon i wybrał numer do dziewczyny. Odpowiedziała już po kilku sygnałach.

- Z tej strony Liam, jesteśmy w szpitalu- powiedział chłopak.

-Co z nim?

-Miał wypadek samochodowy, jechał po pijaku, ale już jutro może wyjść ze szpitala- wyjaśnił z lekka ogólnikowo Payne.

-To chyba dobrze- odpowiedział głos ze słuchawki.- To tego, do zobaczenia jak wrócicie.

-To cześć.
______________________________________________________________________________
Hej!
Tu nareszcie ja. Ten rozdział nie wiem z jakiej przyczyny był dla mnie najtrudniejszy do napisania- nie mogłam sobie z nim poradzić. Wiem, że piszę chyba coraz krotsze za co przepraszam- nie wiem czemu, postaram się robić dłuższe.

Nota Informacyjna: Jeśli macie pytania to zadawajcie je w komentarzach lub w tym takim czacie po prawej stronie. Tam będę dodawała również informacje na temat rozdziałów.

Pomysł: Ostatnio wpadłam na pomysł zapożyczony z bloga  expensivedeesfics.tumblr.com/. Mianowicie jeśli macie jakieś pytanie odnośnie postaci tj do postacie zadawajcie im je w komentarzach ( przykład: Sam jaki jest twój ulubiony kolor?) to jeśli będzie ileśtam pytań powstanie notka z odpowiedziami na nie

Pozdrawiam i życzę Happy new Year!!!

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Merry Christmas!!!!



Witajcie!

W tym skromnym poście chciałabym Wam wszystkich życzyć wszystkiego najlepszego z okazji Świąt. Dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia wszelkich marzeń i fantazji, po prostu wszystkiego najlepszego! Jako, że w składaniu życzeń najlepsza nie jestem przyjmijcie ten wierszyk jako moje życzenia, może nie napisany przeze mnie, ale z życzeniami ode mnie:

W dniu Bożego Narodzenia;
Dziś składam wam życzenia,
Aby raźniej w duszy było,
Aby wam się dłużej żyło,
Aby szczęścia i radości,
Pomyślności i miłości
Z życia nigdy nie ubyło,
Aby wam się lepiej żyło.
W życiu bez smutku i cierpienia,
Oto moje są życzenia.
 
To jeszcze raz: Wszystkiego Najlepszego!
 
Juka
Julia
 
  
 
Merry Christmas!!! 
 

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Rozdział 15 Problemy, relacje i zarobki.



Rozdział 15

Problemy, relacje i zarobki.


15 lipca. Środa
Siedzieli wszyscy razem. W salonie. O 5.00 rano. Zmartwieni do granic możliwości. Zmęczeni, zdenerwowani, źli. Siedzieli cicho czekając na jakąkolwiek informację. Atmosfera panująca w mieszkaniu była, delikatnie rzecz ujmując, przygnębiająca. Żadne z nich nie wiedziało co się dzieje z ich przyjacielem.

*

W placówce panował wielki zgiełk. Ofiary wypadków, zatrucia pokarmowe, poparzenia- nic nowego. Przypadki takie jak dzisiaj to codzienność dla lekarzy. Głupota ludzka nie zna granic, nie przejmują się tym co może się zdarzyć. Żyją chwilą, teraz i tu. Nie martwią się czy na pewno nie robią źle, a zwykle robią. Chorują najczęściej przez swoje własne zaniedbanie. Zasady są po to by je łamać? Może i tak, ale ustalono je też w jakimś celu i to nie celu zniszczenia nam życia. Przeciwnie, są po to by nas chronić. Lecz, czy wszyscy myślą w ten sposób, czy wszyscy zdają sobie sprawę, że łamanie zakazów to jeden krok bliżej do wypadku?

- Doktorze, znaleźliśmy numer do znajomego tego pacjenta z dwójki.

*

-Halo- powiedział Louis do telefonu.

Była godzina 8.00 rano a Harry’ ego jak nie było tak nie ma. Wyszedł gdzieś wczoraj wieczorem i nie wrócił. Obdzwoniliśmy wszystkie znane nam kluby, knajpy, bary i dyskoteki w mieście, popytaliśmy jego znajomych, ale nikt nic nie wiedział. Nawet plotki na Internecie nie mówiły nam gdzie jest i co się z nim stało. Było źle.

-Tak… ale… ale proszę pana… proszę poczekać…. gdzie…. dobrze… rozumiem…. Niedługo będziemy. Do widzenia- słyszałem niektóre urywki rozmowy Tomlinsona.

-Harry jest w szpitalu. Zanim zaczniecie zasypywać mnie lawiną pytań: nie wiem co się stało. Proszą, abym przyjechał, ale wiem, że zapewne jedziecie też- zwrócił się do wszystkich.

W szpitalu? Co się tym razem stało? Wpadł w bójkę?

Zdezorientowany i tak ruszyłem do drzwi, nie mogłem czekać, musiałem wiedzieć co się dzieje. To mój przyjaciel nie mogę bezczynnie siedzieć i mieć nadziei, że nic mu nie jest. Nie mogłem.

Szybko zobaczyłem, że Louis mówi coś jeszcze przelotnie do Niny, a potem wyszliśmy, jednak bez niej.
 
*

-Zostań- nakazał mi brat.- Nie jestem pewien czy ucieszyłby się z twojej obecności tam.

Skinęłam tylko głową i zamknęłam za nimi drzwi.

To prawda, najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi by nie był, ale mi to nie przeszkadza, też nie pałam do niego jakimś szczególnie gorącym uczuciem. To nie tak, że go nienawidzę. To… w sumie nie jest takie łatwe do określenia, ta nasza relacja. Nie powiem, że jest łatwa, jest naprawdę skomplikowana, bo w zasadzie nie wiem skąd u nas to wrogie nastawienie, lecz wiem kto je zaczął- Harry. Ja nie przyszłam do ich domu mówiąc: „Hej, jestem osobą, która musi zatruwać życia Louisa i nienawidzę cię Harry”. Taka sytuacja nie miała miejsca. To on zaczął naszą „wojnę”, nie ja. Tak już zostało i pewnie tak będzie do czasu, gdy nie ukończę 18 lat i się nie wyprowadzę. Tylko najpierw przydałoby się zdobyć pracę…

Poszłam na górę prowadząc Samanthę ze sobą. Zaspana, z na wpół otwartymi oczkami nie do końca wiedziała co się wokół niej dzieje. Jedyne co jej przekazaliśmy to to, że coś niedobrego dzieje się z Harrym, ale na tym się skończyło. Nie będziemy przecież dręczyli czterolatki niepotrzebnymi dla jej umysłu przemyśleniami, odczuciami czy prawdopodobnymi zdarzeniami, to nawet nie wchodziło w grę. Mogła by mieć później koszmary, czy nawet popaść w depresję.

Weszłyśmy do pokoju. Posadziłam małą na dywanie, a sam usiadłam naprzeciw niej. Wyjęłyśmy wczorajsze puzzle i zaczęłyśmy składać od nowa. Układanki należały do jednych z jej ulubionych zajęć, potrafiła składać je godzinami i się przy tym nie nudzić. Ja w przeciwieństwie do niej zwykle od razu się nudziłam i szukałam ciekawszej rozrywki, a że od dziecka kochałam wszelkiego rodzaju sporty to najczęściej wychodziłam po prostu na świeże powietrze.

-Cio jest Harry’ emu?- spytała mnie w pewnym momencie siostra.

Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć, nie chciałam jej niczym martwić, zresztą sama nie wiele wiedziałam. Jedyna informacja jaka do mnie dotarła jest taka, że Styles jest w szpitalu.

-Nic skarbie- powiedziałam starając się brzmieć szczerze.

-Nina nie jestem głupia- zaskoczyła mnie tymi słowami.- Śjepa zjeśtą teź nie!

No nie. Moja siostra stawia pierwsze kroki w stronę pyskowania, tylko skąd ona zna te wyrażenia? Ja się tak nigdy nie odzywałam w jej obecności. Chyba, że oglądała kiedyś z chłopakami któryś, z tych ich durnych seriali. To bardzo prawdopodobne….

-Mała…- zaczęłam, ale mi przerwała.

-Nie jestem mała tylko kjótka i to tylko tymciasiowo- wzburzyła się, rozczulając mnie nieco.

-Dobrze Sammy- poprawiłam się lekko.-  Nie wiem co się dzieje z Harrym. Przekazano mi póki co tylko tyle, że jest w szpitalu, ale poza tym nic.

-Oh- wymsknęło jej się, lecz powróciła do zabawy puzzlami.

Myślę, że po prostu chciała to przemyśleć. Jest naprawdę dojrzała i taktowna jak na swój wiek, zawsze wie gdy zakończyć rozmowę, skończyć dyskusję. Za to ją kochałam, za to, że była inna niż wszystkie dzieci- dorosła.

Włączyłam komputer. Przydało by się poszperać i znaleźć jakieś oferty pracy. Może i Louis ma pieniądze na wychowanie mnie, ale mimo iż za sobą nie przepadamy, nie chcę być dla niego pasożytem żerującym na pieniądzach. Szukałam i szukałam, aż w końcu oprzytomniałam, że jeżeli chcę dostać gdzieś zatrudnienie muszę przygotować CV. Włączyłam program do pisania tego typu notatek i zaczęłam. Poszło mi to dość sprawnie i po godzinie cały dokument był gotowy. Znowu zaczęłam szukanie miejsc możliwości zarobku. W oczy wpadło mi parę ofert, więc szybko je spisałam po czym schowałam do mojego  notatnika.

Jasne, będę otrzymywała jakąś tam część z nagród, które może uda nam się pozdobywać w konkursach, ale my dopiero zaczynamy, a wiadomo, że „świeżaki” mają najgorzej, gdyż są mniej zgrani od pozostałych grup. Tak więc, staram się o pracę.

Usłyszałam telefon, który oznajmiał mi, że ktoś dzwoni. Zbiegłam na dół, do salonu do miejsca, w którym powinien się znajdować i odebrałam.

-Halo- odezwałam się do urządzenia.

-Z tej strony Liam, jesteśmy w szpitalu- oznajmił mi głos ze słuchawki.

-Co z nim?
___________________________________________________________________________
Przepraszam, ze tak późno, ale miałam mnóstwo problemów na głowie poczynając od szkoły, kończąc w domu. Ale mniejsza o to.

Wiem, ze rozdział jest krótki i prawie nic się w nim nie dzieje, ale nawet mi się podoba .

Pod poprzednim były pytania: czy Harry przeżyje itp. Otóż  tak i to nie jest żadną wielką tajemnicą, to nie będzie jakiś najsmutniejszy moment opowiadania. Tragiczny będzie ostatni rozdział tej części ( który tak by the way ma już kilka fragmentów), ale o tym na razie nic nie mówię.

Sytuacje szpitalne w rozdzile 16.

Buziaki