We

We
Znalezione na deviantart//found on deviantart

wtorek, 29 stycznia 2013

Rozdział 18 „We go na na na!”



Rozdział 18

„We go na na na!”

Poleciały pierwsze nuty piosenki rozpoczynającej koncert One Direction. Na scenę wbiegli chłopcy, a z publiczności wydobył się jeden wspólny pisk.

We've got a bit of love hate
You take me to the edge then you hit the breaks
I say it's over one day
But then I'm calling back begging you to stay
We make up then we break up all the time…

Widać było już na pierwszy rzut oka, że piątka chłopców świetnie się bawi. Scena to był ich żywioł, pasowali do niej jak ulał. Biegali z prawego boku na lewy, z tułów na sam środek ogromnej sceny. Skakali, tańczyli, wygłupiali się, czasem stawali by zaczerpnąć oddech. Widzowie spektaklu byli zachwyceni. Za każdym razem gdy zmieniała się solówka, publika piszczała, krzyczała wniebowzięta. Trudno im się było jednak dziwić, przybyli na koncert , którego z niecierpliwością wyczekiwali. Przybyli tu z różnych końców świata, tylko po to by usłyszeć melodyjne głosy pięciu chłopców, tylko, by popatrzeć na zabawnych nastolatków.

Chłopcy wciąż nie wierzyli, że udało im się tego dokonać, że stoją tu, na scenie, przed tysiącami widzów i to oni są w centrum uwagi, nie nikt inny tylko One Direction. Poszli do X-Factor, by spróbować swoich sił, wyszli jako jeden z obecnie najbardziej rozpoznawalnych boysbandów na świecie. A to za sprawą jednego, telewizyjnego show. Prawie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

We go na na na!

Zakończył się utwór. Zdyszani chłopcy jednak nie przestawali się uśmiechać. Ciągle pokazywali sobie różne ciekawiące ich obiekty, które zauważyli wśród publiki. Zaczęli mówić do widzów, zadawali pytania, mówili ciekawe sytuacje jakie im się przydarzyły i zabierali się do śpiewania kolejnych utworów z całego wieczornego repertuaru.

Wszyscy chłopcy byli skupieni na tym, aby wypaść jak najlepiej, wszyscy poza jednym. Louis śpiewał nieco rozkojarzony szukając wzrokiem osoby z której kiedyś zdaniem liczył się najbardziej. Wodził wzrokiem po wszystkich rzędach, aż w końcu trafił. Nina stała tam w tłumie i także napotkała jego wzrok. Rzucił jej spojrzenie niemal mówiące ‘I jak?’. Widząc to dziewczyna tylko delikatnie uśmiechnęła się w odpowiedzi. Na tym najbardziej mu zależało. Na tym małym, dla wielu nic nieznaczącym geście, dla niego to było spełnienie jednego z jego licznych marzeń. Uśmiechnął się od ucha do ucha i z nową już energią zaczął śpiewać swoją część obecnie granej piosenki, radość niemal go rozsadzała.

Z wielkim zapałem chłopcy zagrali cały koncert i po kilku godzinach na scenie, byli wyczerpani.

*
-Łoł, już dawno nie byłem tak zmęczony- jęknąłem i z wielką radością położyłem się na kanapie stojącej w naszym salonie.

-Jak wypadł koncert?- zapytał głos na którego dźwięk podskoczyłem.

-To ty John. Przestraszyłeś mnie- teatralnie złapałem się za serce.- To ciebie na nim nie było? Jesteś naszym głównym ochroniarzem, nie powinieneś nas, no ja nie wiem, chronić?

-Tak taka jest moja funkcja Harry, ale ostatnio złapałem jakiegoś wirusa i na dzisiejszy koncert załatwiłem sobie zastępstwo- wyjaśnił mężczyzna.

-Aha- burknąłem niezdolny do bardziej wymyślnej odpowiedzi.

-Czemu nie jesteś na waszym Afterparty? Miało być hucznie bo to był pierwszy wakacyjny koncert w Londynie, a ty jesteś taki pies na imprezy, więc czemu cię tam nie ma?- czy ten facet nie może mieć więcej pytań?

-Mam szlaban.

No to nie jest do końca szlaban, ale chłopcy zabronili mi wychodzić na wszystkie większe imprezy, do klubów, na drinki, na mniejsze imprezy, czyli tak, to jest szlaban. Nie mam im go za złe, wiem, że chcą dla mnie jak najlepiej, dla mnie i dla zespołu oczywiście, ale nie rozumiem czemu nie mogę nigdzie wyjść, tylko siedzieć w tym cholernym domu. Bo raz miałem stłuczkę? Też mi coś, nie była groźna, jestem cały- mogę szaleć całą noc.

-Współczuję, ale myślę, że odpoczynek w domu dobrze ci zrobi. W końcu w ostatnim tygodniu tak ciężko pracowaliście- powiedział.- A tak a propos- twoja mama dzwoniła i prosiła, że jeśli tylko będziesz mógł to masz do niej oddzwonić. Podobno tęskni za twoim głosem, czy jakoś tak…

-Zadzwonię jutro. Teraz  kierunek: Kraina Snów.- zaśmiałem się.- ‘Branoc.

Po drodze zaglądam jeszcze do pokoju, w którym powinna spać Samantha. Widzę ją skuloną pod kołdrą, z główką wciśniętą w miśka. Przywieziona została tu razem ze mną bo uznali, że takie imprezy nie są dla dzieci. W sumie racja, tylko by się tam nudziła.

Delikatnie zamykam drzwi do pokoju w którym przebywa dziewczynka i idę p0rosto do mojego lóżka. Prawie natychmiast zasypiam.

*


Impreza trwała już dobrą godzinę, póki co towarzystwo bawiło się bez nadmiernej ilości alkoholu. Bawili się w rytm muzyki jakby to było najlepsze zajęcie na świecie. Ja siedziałem z boku i biernie przyglądałem się gościom imprezy. Nigdy szczególnie nie kręciły mnie tego typu sprawy. Wiem, że wydaje się być imprezowym chłopakiem, ale tak naprawdę chętnie zamieniłbym się miejscem z Harrym i siedziałbym sobie przed telewizorem w cieplutkim domku. Jestem z lekka leniwy, nie lubię zbyt wiele pić, towarzyski też jakoś szczególnie nie jestem, więc co ja tu robię… Może pilnuję towarzystwa, może przypatruję się innym- sam do końca nie wiem, chcę do domu…


Nagle koło mnie usiadł jakaś tajemnicza postać. Z początku nie wiedziałem kim jest, ale odezwała się i wiedziałem już z kim mam do czynienia.

-Hej- powiedziała cicho.

-Cześć- skinąłem głową.- Jak wrażenia po koncercie?


-Dobre- mruknęła szybko.

-To fajnie- nie wiedziałem jak ciągnąć tą naszą rozmowę.

Siedzieliśmy więc w ciszy, ale ta nikomu nie przeszkadzała. Było dobrze. Teraz oboje zerkaliśmy na ludzi, którzy upajają się alkoholem, a później ruszają na parkiet. Śmiesznie się to obserwuje. Niektórym nogi się mieszają jednak dalej dzielnie dotrzymują kroku swoim partnerom, bawią się znakomicie. Zastanawiało mnie, czy któryś z chłopaków dojdzie do stopnia mocnego upojenia alkoholowego, czy tylko będzie od nich czuć zapach piwa, drinków, czy po prostu wódki…

Mija nas kobieta z cateringu, która niesie tackę ze szklankami piwa. Chwytam dwa z nich i jedno podaje mojej towarzyszce. Nina kiwa głową w podziękowaniu i znowu wpatruje się w tłum. Spoglądam na nią delikatnie, tak by nie zauważyła. Podoba mi się to jak wygląda. W jej pięknych, brązowych oczach widać blaski połyskujących neonów. Jej zwykle upięte w kok lub kucyk włosy ma dziś rozpuszczone, tak ładnie wyglądają opadając jej na plecy. Z jej jak zwykle „pokerowej miny” nie mogę nic wyczytać, ta dziewczyna wydaje się być taka bez emocji, bez żadnego wyrazu. Nina jest niby niezauważalna w tłumie, lecz jest w niej coś co mnie ciekawi i przyciąga. Może ta jej inność, może ta tajemniczość-sam nie wiem, ale wiem, że coś jest.

-Dlaczego mi się tak przypatrujesz? Wyglądam dziwnie?- spytała beznamiętnie nawet nie patrząc w moją stronę.

Przyłapany na zerkaniu na dziewczynę nieśmiało spuściłem wzrok mrucząc pod nosem jakieś przekleństwa.

-Nie to nie to. Wyglądasz pięknie, tak po prostu patrzyłem.- wyjaśniłem.

Dzięki- mruknęła delikatnie na co ja skinąłem ledwo zauważalnie głową.- O czym myślisz?- spytała.

-Hmm, dobre pytanie. Trochę gubię się w swoich myślach, jest ich zbyt wiele- szepnąłem patrząc w jej kierunku.- Głównie o tym, że ta impreza to nie moje klimaty i chce się stąd jak najszybciej wydostać.

-Masz rację, też bym chciała wrócić- westchnęła.

-Nie lubisz takich rozrywek jak ta?- zaśmiałem się.

-To nie to, ja po prostu jakoś nie jestem w nastroju do zabawy, jeszcze przyzwyczajam się do londyńskiego trybu życia- uśmiechnęła się biorąc łyk piwa.

-Bierzemy taksówkę i się stąd zmywamy? Nie jesteśmy tu potrzebni i żadne z nas z bycia tu nie jest szczęśliwe, więc powrót do domu to chyba dobry pomysł- zaproponowałem dziewczynie, ta nareszcie odwraca się ku mnie z delikatnym ledwo widocznym uśmiechem.

-Chętnie...
___________________________________________________________________________________
Hej, oto Juka, która ma już nareszcie wymarzone ferie. Oto nowy rozdzialik, mam nadzieję, że skomentuje go troszkę więcej osób niż poprzednio, ale tamtym dwóm czyli martinie i pewnemu anonimkowi bardzo dziękuję.

Piszcie uwagi do tego rozdziału i co chcieli byście przeczytać w kolejnych. Pozdrawiam!!! 

P.S. Tak na dobre zakończenie rozdziału- super cover piosenki Live While We're Young w wersji hiszpańskiej w wykonaniu :

Kevin Karla & LaBanda

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Rozdział 17 „Pięć, cztery, trzy dwa, jeden…..”



Rozdział 17

„Pięć, cztery, trzy dwa, jeden…..”


Sobota. Godziny poranne.

Dziś od rana panuje w domu duże poruszenie. Chłopcy są strasznie nabuzowani przed nadchodzącym koncertem. W kółko o nim mówią i mówią, już mam go dość. Praktycznie zostałam zmuszona do obejrzenia go, choć tak naprawdę chciałam sobie znaleźć jakiekolwiek, podkreślam JAKIEKOLWIEK inne plany. Wiem, że to marzenie tysięcy dziewcząt- pójść na koncert ukochanego boysbandziku, ale ja chyba do tych tysięcy nie należę. Wolałabym pójść na salkę, spocić się, poobijać i pomarudzić, zamiast tam iść. I tak widzę te ich wesołe buźki co dzień. Na żywo, w telewizji, w gazetach.
*

-Liam, o której mamy wyjść?!

-Do której trwa ostatnia próba?!

-Jestem głodny!!!

-Gdzie moje spodnie?!

-Które?!

-Czerwone!

Krzyczała w kółko zgraja moich przyjaciół. Biegali w górę i w dół po schodach tak szybko, że nie nadążałem z tym który gdzie jest. W ciągu zaledwie 5 minut przebiegł koło mnie Harry, Niall, znowu Harry, Louis, Louis, Louis, Zayn, znowu Louis, Niall, Zayn, Harry, Zayn i jeszcze dwa razy Niall. Wszyscy czegoś szukali, coś gubili i tak dalej. Wczoraj mówiłem im żeby się przygotowali, ale nie, kto mnie słucha. Tak więc jako jedyny siedziałem spokojnie na kanapie i przeglądałem newsy w gazecie. Zwróciłem uwagę na jeden artykuł:

„Harry Styles ma dziewczynę! Kim jest piękna brunetka?”

Pod spodem zamieszczone było jeszcze zdjęcie z jakąś laską. Wsiadali razem do samochodu. Widać, że żadne z nich nie było specjalnie trzeźwe. Po stroju chłopaka poznałem, że to był dzień tego durnego wypadku.

-Harry!!!- krzyknąłem na tyle głośno, że każdy w domu by usłyszał.

Usłyszałem dudniące kroki na schodach i już po chwili mój przyjaciel z kręconymi włosami stał przede mną ze zdezorientowanym wyrazem twarzy.

-Czego?- burknął niegrzecznie.

-Powiesz mi kim jest twoja „dziewczyna”?

-Mój kto? Dziewczyna?- wydawał się być zdezorientowany.

Podsunąłem mu do rąk gazetę, w której był owy artykuł o domniemanej partnerce Stylesa. Chłopak zaczął przeglądać kartki czasopisma, aż trafił na odpowiednią stronę. Zaczął czytać i z każdą kolejną linijką jego oczy stawały się większe i większe. Właśnie doznał szoku. Był zdezorientowany, zmieszany, zamyślony i jeszcze kilka  –any i –ony. Spojrzał tylko na mnie wzrokiem, w którym nie mogłem nic wyczytać.

-Kim ona jest?- szepnął do mnie.

-Chyba ja powinienem o to pytać.

-Cholera, nie pamiętam tej laski- zamyślił się po raz kolejny.- Czekaj, czy ta fota nie jest z dnia wypadku?- skinąłem głową.- Kurcze, musiałem być nieźle schlany, bo taką laskę bym zapamiętał, a teraz nawet nie mam jej numeru.

Trochę odebrało mi mowę, gdyż miałem nadzieję, że to zdjęcie da trochę Harry’ emu do zrozumienia. W końcu jest sławny, paparazzi są wszędzie- jedna dwuznaczna fota i kariera zespołu może zostać zaprzepaszczona.

-Leć się szykuj dalej, za pół godziny wychodzimy- machnąłem na niego ręką, a ten pobiegł w stronę łazienki.

Czasem czułem się jedynym normalnym chłopakiem w tym domu. Mówiłem wszystkim wczoraj o której dokładnie wychodzimy. Powiedzieli, że na 100% będą gotowi, a teraz co: CHAOS! Bo nie można było przygotować sobie ubrań wczoraj, bo nie można było spakować potrzebnych rzeczy wczoraj, BO DO CHOLERY NIE MOŻNA BYŁO ZADZWONIĆ DO MAMY WCZORAJ!!!

-Tak, tak. Też cię kocham mamusiu. Pa- rozłączył się Zayn.

"Zdjęcie z grafiki google"
*
Koncert zbliżał się nieubłagalnie szybko. Zostało zaledwie pół godziny do występu One Direction, a przed halą na której sławni chłopcy mieli wystąpić już tłoczyły się rozochocone fanki Boysbandu. Wszystkie chciały zobaczyć swoich ulubieńców na żywo. Ubrane w bluzki z wizerunkami członków lub logo zespołu z wielkimi banerami w rękach czekały na możliwość wejścia.  Nie mogły doczekać się koncertu.

Tymczasem zespół zakończył ostatnią próbę pół godziny temu. Zrelaksowani i wypoczęci czekali na osoby, które przygotują ich buźki do nadchodzącego występu. To nie taka prosta sprawa jakoby się wydawała. Trzeba nałożyć dobrą ilość makijażu, na tyle dużo, żeby zakryć większość niedoskonałości, na tyle małą, by nie było go widać i chłopacy pozostali chłopakami. Z doborem garderoby też nie jest prosto. Każdy członek zespołu ma swój własny styl i ubrania trzeba do niego dopasować, a dopiero sztuką jest trafić w gust takowego muzyka. Prawdziwa robota zaczyna się, gdy chłopcom zaczyna się nudzić i rozpoczynają wiercenie, marudzenie, żartowanie (które tak na marginesie nie jest zabawne).  Lecz gdy osobnika skończy się malować, ubierać i Bóg wie co jeszcze robić, efekt jest niesamowity i nasi piosenkarze są gotowi, aby wyjść na scenę.

Boysband siedział na sofie i omawiał ze swoim menadżerem ostatnie szczegóły. Wszyscy chcieli, aby występ się udał. Mężczyzna poprosił, aby usiedli i po prosty siedzieli. Mieli nigdzie nie odchodzić, no może za wyjątkiem łazienki. Dopiero 10-15 min przed rozpoczęciem spektaklu mieli zacząć rozgrzewkę głosów, która i tak zawsze wychodził jakoś na 3 min. przed całym koncertem.

Z lekka znudzony zespół starał się wyzbyć całej tremy jaką mogli w sobie dusić. Przyzwyczajenie do występów dało im tą radość, że stres przed każdym koncertem za każdym razem był mniejszy i kto wie może już niedługo całkowicie zniknie…

-Hej- usłyszeli nagle dźwięczny głos dziewczyny Liama.

Chłopak słysząc ją od razu poderwał się na nogi i szybko do niej podbiegł. Objął ją w talii i delikatnie pocałował. Było to praktycznie muśnięcie o jej usta, ale właśnie takie lubili najbardziej. Gdy lekko się od siebie odsunęli dziewczyna się odsunęła.

-Wiem, że to może zbędne, ale powodzenia- zaśmiała się.

-Od ciebie to nigdy nie jest zbędne- powiedział chłopak delikatnie całując jej czoło.

-Li, ja wiem, że to twoja dziewczyna i że ją ubóstwiasz, ale czy nie moglibyście tych swoich „lovey-dovey” gadek mieć na osobności?- zapytał z wyraźnym zniesmaczeniem Zayn.

Payne tylko przewrócił oczami i wraz ze swoją sympatią usiadł w rogu. Zaczęli  o czymś dyskutować, co jakiś czas się śmiali i chichotali.

(W tym samym czasie)

-Cześć ślicznotko- pisnął Niall na widok Sam.- Siema Nina!

-Hej- odpowiedziała starsza siostra.- Jak tam przed koncertem?

-No wiesz- zaśmiał się chłopak-nabuzowany!!!

-Niall, Niall- zawołał mała Tomlinsonówna.- Pac cio dla ciebie mam.

Podała mu rysunek na którym widniał jego portret. Mimo iż obrazek nie był dziełem sztuki, tylko zwykłymi bazgrołami kilkulatki to i tak Niallowi bardzo się spodobał. Dużo to dla niego znaczyło, bardzo lubił Sam.

-I jak, Inie możesz się doczekać aż usłyszysz mnie na scenie co?- żartował w stronę Niny Horan.

-Oczywiście, nawet wzięłam ze sobą zatyczki do uszu- dokuczyła mu dziewczyna.

-Obraziłbym się na ciebie, ale mi się nie chce.

Stali tam chwilkę gawędząc. Głównie Niall mówił, Nina tylko słuchała, ale była dobrym słuchaczem. Odpowiadała, myślała o rzeczach, które jej mówiono. Nagle zza rogu podszedł do nich Liam.

-Za chwile wychodzimy- powiedział do Nialla.

Chłopak pobiegł w stronę wejścia na scenę. Nina natomiast skierowała się na swoje miejsce i czekała na koncert.

-Wchodzicie za: Pięć, cztery, trzy dwa, jeden…..
_________________________________________________________________________________
Hej! Tu ja po dość długiej przerwie. Na swoją obronę dodam, że po prostu miałam szkołę na głowię, wystawianie i poprawianie ocen, tona sprawdzianów i blah, blah, blah.

Co sądzicie o rozdziale? Którą postać lubicie najbardziej ( i opcjonalnie dlaczego?)? Czego jest waszym zdaniem za mało, czego za dużo?

Liczę na kilka uwag!

Proszę o komentarze, bo naprawdę nie wiem ile osób czyta, bo pod niektórymi jest ze 14 komentów, pod innymi 6, a pod innym 19, więc chociaż ten post skomentujcie.

Wszystkie blogi, które się reklamowały, proszę podajcie mi jeszcze raz linki, jeśli to nie kłopot. Zresztą reklamować się możecie wciąż, nie mam nic przeciwko.

Pozdrawiam!