Rozdział 20
„Nie.”
Poniedziałek.
Wieczór
Wyczerpana z całych
pokładów energii, które miałam jeszcze tego ranka wróciłam do domu. Kocham
taniec, ale czasem, gdy łapie mnie leń, mam po prostu ochotę położyć się w
łóżku i spać przez co najmniej 2 tygodnie. Moja pasja wymaga poświęceń. Jestem
na specjalnej diecie, wstaje i kładę się zawsze o stałej porze, codziennie biegam
po kilka kilometrów dla zachowania formy i zażywam kąpieli lodowych, aby
zmniejszyć ból mięśni. Ostatnio coraz częściej mam ochotę to porzucić, jednak
nie wiem czy bym dała radę tak wytrwać. Czymże jest w końcu życie bez pasji?
*
-No któż to się nareszcie
objawił?!- zapytałem.
-Witaj Harry, aż tak
tęskniłeś?- spytała mnie Nina odkładając swoją torbę na bok.
Nie chcę, aby tu
mieszkała. Nie chcę jej w moim życiu. Nie chcę jej tu. Louis już znowu ją
„polubił” jednak ja się nie dam jej omamić. Co to- to nie! Jest wrednym,
chamskim dziewuszyskiem, które tylko wtargnęło z butami w życie sławnego brata
i myśli, że tak może pozostać. Gra taką tajemniczą, cichą i grzeczną, ale ja
się nie dam nabrać. To tylko gra, pozory, chociaż muszę przyznać aktorka z niej
dobra.
-Czy nie mogłabyś
stąd wyjechać?- zapytałem z nadzieją.
-Nie!- zaśmiała się.
-To może w zamian za
to rzucić się ze skały?
-Nie.
-Wpadniesz po pociąg?
-Nie.
-Skoczysz z mostu?
-Nie.
Wiem, że ta dyskusja
nie byłą na najwyższym poziomie, jednak zależało mi na tym aby w końcu
powiedziała tak. Chciałem, aby wyjechała stąd, gdzieś daleko, najlepiej na
bezludną wyspę, aby nie miała żadnej możliwości skontaktowania się z nami. To
(w obecnej chwili) było moje największe marzenie.
-Spadniesz ze schodów?
-Nie.
-To powiedz, że porwą
cię kosmici lub zmienisz płeć, wyjedziesz do Meksyku i nazwiesz się Robert.
-Nie, nie i dlaczego
do Meksyku? I czemu Robert?
-Bo to jest daleko
stąd i mają tam sombrera. Uwielbiam sombrera.
-A dlaczego Robert?
-A bo wiesz, to długa
historia. Znałem kiedyś takiego Roberta, porządny był z niego facet. Poznałem
go na basenie, gdy miałem problem z moją dolną partią ciała….
-Nie chcę znać więcej
szczegółów!- powiedziała głośno, zaciskając oczy z wyraźnym niesmakiem na twarzy.
-Ale nie z-
rozejrzałem się na boki i spojrzałem na swoje krocze-„ nim”, nie jestem
nienormalny, nie prosiłbym obcego mi jeszcze wtedy faceta o pomocom w takich
sprawach.
-No czy ja tam wiem-
powiedziała patrząc na mnie z uniesioną prawą brwią.
-Dobra nie będę ci
tego wyjaśniał ty nierozumna istoto. Zresztą dlaczego ja w ogóle z tobą
rozmawiam. Adiós- z tymi właśnie słowami pożegnałem
się z tym czymś i poszedłem do swojego pokoju. – Ale napewno nie znikniesz z
naszego, czytaj One Direction, życia?!- krzyknąłem jeszcze z góry.
-Nie.
*
Miło jest czasem
podsłuchiwać, czegoś kształt kłótni dwojga twoich przyjaciół. To trochę jak
oglądanie komedii w kinie, a ja nawet mam popcorn, gdyż zamierzałem pooglądać
sobie telewizję. Ten spektakl jest jednak ciekawszy. To trochę tak, jak jeden z
tych nudnych, długich, brazylijski tasiemców, w którym każdy zdradza każdego z
każdym, a na końcu i tak wychodzi, że Ricardo i Marie biorą ślub… A co jeśli
Harry to taki Ricardo, a Nina- Marie? Tak, te moje pomysły… Niall, ja ci dobrze
radzę, zamiast śpiewania pisz scenariusze do brazylijskich tasiemców, dobrze na
tym wyjdziesz!
Tak naprawdę nie
wiedziałem co ja mam ze sobą zrobić. Wszyscy zajęci swoimi sprawami, a ja sam
jeden niewiedzący co ze sobą począć.
-Hej- powiedział
ktoś, a ja prawie podskoczyłem z przerażenia.
-Cześć Nina-
odetchnąłem z ulgą, że to nie jakiś złodziej albo co.- Zaskoczyłaś mnie.
-Przepraszam-
mruknęła tylko.
-Co to była za
dyskusja?- chciałem jakoś zagaić rozmowę.- Ta pomiędzy Tobą a Harrym?
-Długa i bezsensowna.
Ten durny dzieciak ciągle męczy mnie o to abym wyjechała/ zabiła się/ spotkał
mnie nieszczęśliwy wypadek. Czy mu się
to nie nudzi?
-Nie, jest uparty jak
osioł. Będzie cię męczył i dręczył, aż wykitujesz. No chyba, że masz siłę mu
się opierać.
-No ba.
*
Jeśli Harry chce
wojny to ją dostanie. Nikt nie będzie mnie obrażał lub traktował jak zło
wcielone dopóki naprawdę nim nie będę. Już ja sprawię, że zapłacze jak mała
dziewczynka, już ja to załatwię. Ale a propos małych dzieci to gdzie ja
podziałam Sam?!
*
Ciemu oni ziawsie się
kłóciom? Nie lubiem gdy moja siośtra jeśt wredna, lub gdy ktoś jeśt niemiły w
stosunku do niej. Śmutno mi się wtedy jobi. Przez to, zie jest źła troszkę mnie
ingojuje. Ja chcem, aby poświęcała mi więcej ciasu!!! I jeszcze te jej
treningi, przez, które długo nie ma jej w domciu. Je chcem siostrę powrotem!!!!
-Cześć mała pobawimy
się!- zawołał mój brat.
*
Zeszłam na dół w
poszukiwaniu mojego małego potworka. Nigdzie nie mogłam jej znaleźć.
-Sam! Sam, gdzie jesteś? Sam!- krzyczałam.
Tego dziecka nigdzie
nie było, zero śladu kilkuletniej dziewczynki. To chyba nie takie trudne
znaleźć karzełka???
-Taka świetna z
ciebie siostra, że zgubiłaś Sam?- kpiła jedyna osoba z kręconymi włosami
znajdująca się w tym domu.
Uznałam, że
najrozsądniejszym będzie go ignorować, więc tak też zrobiłam. Nie było go tu,
zero Harry’ ego. Jest tylko wielką przezroczystą masą, której nie mogę
zobaczyć.
- No co tak
zaniemówiłaś?!- dokuczał.
Nie widzę go, nie
widzę go. Zresztą kogo ja mam nie widzieć, nikogo tu nie ma, nikt do mnie nic
nie powiedział.
-Halo, jest tu kto?-
machnął mi ręką przed oczami ( oczywiście ten ktoś, kogo tu nie ma).
Nikogo tu nie ma.
Jestem sama. Sama jak palec.
-Haaalooooo!!!!-
wrzasnął mi do ucha.
Dobra dość! Mam dość
tego dzieciaka.
-Uspokój się
chłopczyku. Co ty nienormalny jakiś?- zapytałam.
-Ale pojechałaś-
drwił sobie.- Normalnie wewnątrz cierpię z upokorzenia. Płaczę!
Uspokój się, uspokój
się uspokój się. Weź głęboki oddech, uspokój się. NO CHOLERA NIE TYM RAZEM!!!
-Okej powiem ci coś-
wycelowałam w niego palec, tak, ze dotykałam opuszkiem jego koszulkę.- Może i
jesteś sławnym chłopaczkiem, który coś potrafi zaśpiewać, jednak nie zwalnia
cię to chociaż z minimalnego szacunku do innych. Myślisz, że jesteś ważniejszy
od innych, lepszy? Otóż cię zadziwię, bo nie jesteś. Ty to po prostu kolejna
zadufana w sobie gwiazdka, uważająca się za pępek świata. Nie lubię cię, ty
mnie też. Ignoruję cię, nie możesz postąpić tak samo?!
Nie mógł wytrzymać,
musiał się odgryźć.
-I ty mi to mówisz?!-odsunął
od siebie moją rękę groźnie.- Ty, która nagle sobie tu przyjechała, wpieprzyła
w czyjeś życie? Nie chcieliśmy cię u, żadne z nas, szczególnie twój ukochany
braciszek. Nadal cie nie chce, ja to wiem, tyle, że jest za słaby aby komuś to
powiedzieć. Tylko tu przeszkadzasz, nawet sama na siebie nie zarabiasz, jesteś
po prostu zwykłym gównianym pasożytem. Dlaczego wybrałaś sobie przyjechać tu,
nie mogłaś zostać w tym sierocińcu?!
-Jakbyś chciał
wiedzieć to nie zależało ode mnie, też nie chciałam tu przyjeżdżać. Myślisz, że
mnie ktoś o zdanie pytał, prosił o zgodę?- spojrzałam na niego z niedowierzaniem.-
Uwierz, wolałabym siedzieć tam, sama, niż w kółko wysłuchiwać takich komentarzy
jak twoje- przyciszyłam głos.- I uważaj na słowa, dziecko jest w domu. Czy
twoja matka nie umiała cię wychować?
- Nawet się nie waż
mówić o mojej rodzinie, to ciebie wychowywała matka-pijaczka. Może pójdziesz w
jej ślady, wiesz niedaleko pada jabłko od jabłoni… Czasem bym chciał, aby jedna osoba z nazwiskiem Tomlinson zniknęła z powierzchni ziemi. - z tymi słowami spojrzał mi prosto w oczy, po czym wyszedł z
pokoju.
_____________________________________________________________________________
No i jest 20, po długich bitwach jakie z nią toczyłam, ale jest. Przez to, że długo nic nie dawałam myślę, że straciłam parę czytelników, ale widząc ile osób wchodzi to mam nadzieję, że może trochę z was pozostało. 21 powinna pojawić się szybciej, jednak myślę, że będzie ostatnia część tej serii ( nie opowiadania, opowiadanie składa się z 3 serii/sezonów). Będzie to przełomowy i dość smutny rozdział dla naszych bohaterów.