We

We
Znalezione na deviantart//found on deviantart

niedziela, 28 października 2012

Rozdział 9 „Puk. Puk. Puk i nie ma już odwrotu.’’



 

Od razu przepraszam za długość tego rozdziału, nie udało mi się więcej, a że obiecałam, wiec dodaję na wasze żądanie. 

Rozdział 9

„Puk. Puk. Puk i nie ma już odwrotu.’’

-Zadanie wykonane- uśmiechnął się do mnie Harry wychodząc z pokoju.- Zgodził się, ale informujesz ją o tym ty.


-Wielkie dzięki Harry, jesteś wielki

-Się wie- wpadł w fazę samo zachwytu.- A tak właściwie to po co to robisz?

Tym pytaniem mnie zaskoczył. Po co to robię? W zasadzie to nie wiem… Może dlatego, że szkoda mi Niny, a może, bo ciężko mi się patrzy na zdołowanego Louis’ a. Ja   po prostu chcę dobrze, lubię gdy ludzie są szczęśliwi, wtedy i ja się cieszę. Wiem, brzmi to jak słowa  z kiepskiego, młodzieżowego serialu, ale taka prawda…

To było głupie pytanie ze strony Harry’ ego. Zadane tak oskarżycielskim tonem niejednego człowieka by po prostu uraziło. Ten chłopak ma jeszcze kiełbie we  łbie. To wciąż dzieciak. Obchodzi go tylko ona sam. Lubi się bawić, chadzać n imprezy, napić się, zaszaleć… Nie liczy się ze zdaniem innych, ludzie go nie obchodzą. On po prostu czuje się pępkiem świata, kimś najważniejszym.  Pociągają go piękno, sława i kasa. Show biznes zmienił go w swoją marionetkę. Mówi, robi, śpiewa to czego  od niego wymagają. Tańczy jak mu zagrają. Gdy go poznałem był zupełnie inny. Był normalnym nastoletnim chłopakiem. Grzecznym, dobrze wychowanym, oryginalnym. Teraz to tylko jego marna podróbka. Zmienił się w nadętą, rozkapryszoną gwiazdkę, która świetnie wychodzi na zdjęciach. Czy każdy z nas taki się stanie….?

Ruszyłem w kierunku pokoju dziewczyny dokładnie rozmyślając jak jej przedstawię ową sytuację.  Bałem się trochę tego, jak zareaguje. Będzie zła, a może szczęśliwa lub zdziwiona, że zareagowałem

Puk. Puk. Puk i nie ma już odwrotu.

*

-Proszę- zawołałam, odkładając laptop na podłogę.- Hej!

-Cześć- przywitał się ze mną Liam, wchodząc do środka.

-A ty tu w jakimś konkretnym celu? Nie żeby coś, ale chciałabym wiedzieć- bardzo chciałabym wiedzieć.

-A w konkretnym, konkretnym- uśmiechnął się tajemniczo.- Ta informacja zwali cię z nóg.

-To skoro zwali mnie z nóg, to nie czekaj i mi ją przedstaw…

Wpatrywałam się w chłopaka nieco bojąc się jego zamiarów. Mimo iż chłopak zawsze był dla mnie miły to coś mnie w nim przerażało. Może to ten wzrok…. Nie wiem, myślę, że po prostu za dużo  sobie wyobrażam.

-A więc nie wiem moja kochana czy wiesz, ale możesz już kupować nowe buty na te swoje treningi.

-Ale…

-Żadnego „ale”, Louis się zgodził- uśmiechnął się do mnie szeroko.

Nie wiedziałam co robić, byłam w szoku. Stałam tam nieruchomo zastanawiając się, jako to możliwe, że moje największe marzenie może spełnić się w przynajmniej tej jednej części. Zawsze sądziłam, że z moim talentem do pecha, nigdy nie będę mogła przynależeć do żadnej ekipy, a tu taka niespodzianka.

Nie wiem co powiedzieć- szepnęłam.- Dziękuję.

-To słowo nie do mnie- zaśmiał się, lecz ja nie wiedziałam o co chodzi.

Zanim zdążyłam zapytać, wyjaśnił, co miał na myśli.

-Wszystko dzięki Harry’ emu

-Harry’ emu?- zdziwiłam się na co on tylko pokiwał w głową.- W takim razie powinnam do niego pójść.

-Powinnaś- potwierdził, po czym wyszedł z pokoju.

Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam. Rozumiem, że Liam mi pomaga, bo to… Liam, ale Harry? Nie lubi mnie, nie toleruje mnie, nie szanuje… O co w tym chodzi?

Sama nie wiedząc jak, nagle znalazłam się tuż pod drzwiami  pokoju chłopaka.  W tym momencie nie wiedziałam co zrobić….  Co ja mu powiem? Może: „Hej, wiem, że mnie nie cierpisz i vice versa , ale dzięki za pomoc”? To nie przejdzie, nie ma bata. Dobra, raz się żyje.

Puk. Puk. Puk

Czekam, czekam, czekam i dopiero po chwili książę Harry raczył otworzyć. Wyjrzał przez szparę w drzwiach i nie powiem zdziwił się na mój widok. Miał rozszerzone oczy i na wpół otwarte usta, przy czym , mina ta wyglądała jakbym powodowała u niego zniesmaczenie. Nie było to za przyjemne, ale nie przejęłam się tym, nie chciałam dawać mu tej satysfakcji.

-A więc co cię do mnie sprowadza?- odparł z wyższością Harry opierając się o framugę.

Nie czekając na specjalne zaproszenie po prostu weszłam do jego pokoju. Niestety pożałowałam tego gdy tylko minęłam próg. W jego pokoju panował taki nieporządek, że aż przykro patrzeć. Odór brudnych ciuchów i resztek jedzenia był niemal widoczny. Unosił się nad nim niczym niewidzialna bariera, zamykając dostęp świeżego powietrza. Jakim cudem Harry może tu sypiać i nie gnić?

-Czy ty nigdy nie sprzątasz?- spytałam z obrzydzeniem.

-A co, przeszkadza ci to? Królewna na ziarnku grochu musi mieć zawsze wszystko pod kontrolą?-  bezczelnie się do mnie odezwał.

-Przyszłam ci tylko podziękować, za przekonanie Louis’ a do zmiany decyzji, a więc dzięki- powiedziałam szybko.

-Nie zrobiłem tego dla ciebie

-Po części niestety tak- uśmiechnęłam się do niego wrednie.

-Przynajmniej będziesz rzadziej tu przebywać. To był mój cel- pozbyć się ciebie, choćby na kilka godzin w ciągu dnia- wyjaśnił.

Po takich słowach zapewne wielu osobom zrobiło by się smutno. Nikt nie chciałby ich usłyszeć. Ludzie nie lubią mieć wrogów, wolą lubić wszystkich lub pozostawać niewidocznym. To dobra taktyka dla nieśmiałych, ewentualnie dla tych, którzy nie chcą nic w życiu osiągnąć. Nie chcą, aby ktokolwiek o nic usłyszał. Gdyby zależało im na wyższej pozycji społecznej, nie bali by się mieć wrogów. Nie przejmowali by się krytyką. Docinki, rozmowy za plecami, plotki to cena jaką się płaci za bycie kimś. Smutne, ale prawdziwe.

-Wiesz mimo to i tak jestem ci wdzięczne, bo chcąc nie chcąc sprawiłeś mi niemałą przyjemność i mogę spełniać swoje marzenie- chłopaka zamurowało. Stał w bezruchu i po prostu się na mnie patrzył.

niedziela, 21 października 2012

Rozdział 8 „Zgadzam się…”



Uwaga! Nota specjalna!

Rozdział dedykowany Majce i Aldonie

obchodzącym urodziny.    

Wszystkiego najlepszego!

 

Rozdział 8

„Zgadzam się…”

Wiem, podglądanie cudzych kłótni nie jest fair. To prawie tak straszne  jak rozmowa za czyimś plecami, jeśli nie gorsze. Może i jest to sposób na dowiedzenie się paru wiadomości, ale niewłaściwy. Niestety jest to także prosty przepis kłótnię. Nie chciałem tego, naprawdę nie chciałem, jednak , jakby to ująć, samo tak wyszło….

Słyszałem tylko fragmenty rozmowy, a już wiedziałem, że nie jest dobrze.  Naprawdę chciałem, aby Lou i Nina nareszcie znaleźli wspólny język. Martwię się, że wołając Louis’ a tylko wszystko pogorszyłem. Może gdyby nie wiedział, udawałoby się jej wymykać, a tak… nie da rady. Może gdybym z nim pogadał coś by się zmieniło… Jest tylko jeden problem, to ja namieszałem. Znam jedną osobę, która potrafi dojść do Louis’ a, która wysłuchuje go od początku i do której zawsze się zwraca. Harry.
*

Siedziałem na kanapie razem z Niall’ em oglądając jakiś denny serial. Śliczni aktorzy, typowe ludzkie problemy i ten naciągany humor. Do tego tak zafascynował mojego kompana, że przeżywał z bohaterami wszystkie momenty. Co więcej chcieć- iść się utopić…

-Wspaniały odcinek- zachwycał się Niall, gdy na ekranie pojawiły się napisy końcowe.- Najlepszy ze wszystkich.

-Mówisz tak przy każdym- powiedziałem.

-Bo wszystkie są najlepsze.

-Ile jeszcze nam zostało do końca tego sezonu?

-Trzy odcinki- wyjaśnił włączając kolejny.

-Nie dam rady, to jest nudne- zacząłem marudzić.

-To ze mną nie oglądaj- zapatrzył się w telewizor.

-Ale nie mam co robić- burknąłem.

-Nie mój problem.
*
Po wyjściu brata z pokoju usiadłam na łóżku. Chciałam pozbierać myśli, ułożyć je sobie w głowie. Wszystkie buzowały. Niektóre kipiały z wściekłości, inne były załamane, kolejne chciały coś zrobić, lecz następne uniemożliwiały im to. Nie wiedziałam co zrobić. W jednej chwili zniszczył kolejne moje marzenie.

*
Chcąc naprawić to co zepsułem obmyśliłem plan działania.

Po pierwsze: Znaleźć Harry’ ego.
Po drugie: Wyjaśnić mu w czym narozrabiałem.
Po trzecie: Poprosić, aby przekonał Louisa do zmiany decyzji.
Po czwarte: Błagać na kolanach i naobiecywać wszystkiego byleby się zgodził.
Po piąte: Modlić się, aby mu się udało.
Po szóste: Marnować życie na spełnianiu głupich obietnic.
Po siódme: Być szczęśliwym, że Harry dokonał cudu. / Być zrozpaczonym, że Harry’ emu się nie udało.

Dwie opcje dla punktu siódmego: pozytywna i negatywna. W duchu modliłem się, aby jednak spełniła się pozytywna.

Skierowałem się ku salonowi, gdzie w obecnej chwili przebywali Harry i Niall. Stanąłem za oparciem kanapy.

-Harry, mam pewien problem i bardzo bym się cieszył gdybyś zechciał mi z nim pomóc- zacząłem.

Czekałem, aż zacznie się wykręcać: marudzić jaki to on zmęczony lub ile ma do roboty. Czekałem, czekałem, czekałem. Zero odpowiedzi.

-Harry- powiedziałem.- Nie ignoruj mnie.
Nic.

-Harry, proszę to dla mnie ważne- wszedłem w błagalny ton.

Było cicho jak przedtem.

-Harry, zlituj się.

-Nie widzisz, że śpi?- szepnął Niall uparcie śledząc losy bohaterów swojego serialu.

Obszedłem kanapę stając na wprost chłopaka. Spał jak zabity. To by wyjaśniał czemu nie odpowiadał.

Tak śmiesznie wyglądał gdy spał. Cały skulony na kanapie przytulał się do poduszki. Takiego to, aż żal budzić, jednak mus to mus.

Podszedłem bliżej kanapy, przykucnąłem i zacząłem delikatnie szturchać chłopaka. Wiedziałem, że jest to najlepsza metoda na obudzenie go , gdyż tylko dzięki niej miał później dobry humor.

Sposób powoli zaczynał go budzić. Chłopak poruszył się nieznacznie i oddech mu się zmienił. Obstawiałem, że za ok. minutę się obudzi. Nie myliłem się. Już po chwili miał otwarte oczy, wciąż nieobecne, ale to już i tak postęp.

-Hej- szepnął Harry głosem małego dziecka.

-Cześć przyjacielu.

*
Siedziałem sam w pokoju nie mając na nic ochoty.  Chciałem posiedzieć sam, ale nie wiedziałem co mogę ze sobą zrobić. Sprawdziłem już wszystkie newsy, przejrzałem gazety, trochę poczytałem, co więcej jest do zrobienia?

Niall i Harry oglądają w telewizji jakieś głupoty, Lou użera się z siostrą , a Liam…. Tak w zasadzie co Liam robi?
*
-To jak pomożesz mi?

-A co będę z tego miał?- zapytał Harry.

-Nina będzie rzadziej w domu- ledwo skończyłem, a ten już odpowiedział.

-To chodźmy do Louis’ a. Migiem- popchnął mnie w kierunku pokoju Tomlinsona.

Nie wiedziałem skąd u niego tyle zapału. No jasne, że nie lubił Niny, ale żeby, aż tak bardzo? Myślałem, że znam swojego przyjaciela…
*
Puk. Puk. Puk.

Zastukałem kilka razy w drzwi przyjaciela. Zwykle otwierałem je bez pukania, ale ostatnio, gdy chodzi cały podminowany, wolałem temu zaprzestać. Lepiej nie starać się go zdenerwować jeszcze bardziej. Martwię się o jego zdrowie, nie tyle fizyczne, jak psychiczne. Na takim stresie on zwariuje.

Czekam. Czekam. Czekam i nic.

Zapukałem jeszcze raz i  znowu nie otrzymałem odpowiedzi. Postanowiłem więcej nie czekać. Nakazałem Liam’ owi zostać w przedpokoju, a sam wszedłem.

W pokoju panował półmrok. Szczelnie zasłonięte żaluzje blokowały dostęp słońcu.  Wszystkie lampy były zgaszone. Nic nie było widać. Nie mogłem znaleźć przyjaciela, toteż spróbowałem zawołać :

-Louis, wiem, że tu jesteś- zacząłem.- Odezwij się!

Cisza.

-Lou, chcę tylko z tobą pogadać.

 Usłyszałem szelest upewniający mnie w przekonaniu, że przyjaciel gdzieś tu jest. Poruszył się kilkakrotnie, jakby zsuwając z siebie kołdrę, więc po omacku skierowałem się w stronę dobiegających dźwięków. Pech chciał, że podłodze nastąpiłem na jakiś duży, plastikowy przedmiot, straciłem równowagę i upadłem prosto na przyjaciela. Usłyszałem cichy jęk i ledwo słyszalny chichot. Oczywiście Harold Styles na błazna!

Zsunąłem się z ciał Lou i usiadłem tuż obok niego.

-Hej- położyłem mu rękę na ramieniu.- Jak tam?

-Okej- powiedział cicho, po czym wysunął rękę aby zapalić światło.- Wszystko gra.

Jak Lou potrafi świetnie kłamać, tak tym razem nie ma szans aby coś przede mną ukrył. Płakał.

-Chociaż nie Harry, wszystko jest źle- wybuchł i przytulił się do mnie najwyraźniej szukając pocieszenia.

-Cicho, cicho- uspokajałem go.- Będzie dobrze!

Serce się kraja, gdy widzisz na ogół wesołego chłopaka pełnego życia, wigoru, dziś cicho płaczącego w ciemnym pokoju. Najgorszym jest to, że mimo iż jest to twój przyjaciel i chcesz pomóc, to nie wiesz jak, nie umiesz. Możesz tylko patrzeć jak daje sobie radę lub wpada w coraz większy dół. Wiem, że tym razem musi sobie poradzić, bo nie krzywdzi tylko siebie. Wziął na swoje barki wychowanie dwóch młodszych sióstr i musi temu podołać. Takie jest jego zadanie. Kiedyś nawalił, teraz mu na to nie pozwolę.

-Lou- odezwałem się po chwili ciszy.- Wiesz po co przyszedłem.

-Ale ja nie chcę zmieniać decyzji- jęknął niczym małe dziecko.

-Powinieneś się zgodzić. Nina nie jest już małą dziewczynką- zacząłem moją wypowiedź. Ręce mi się pociły ze zdenerwowania. Jedno złe słowo i Louis mógł się wściec. Był bardzo niestabilny emocjonalnie ostatnio, więc nie chciałem narażać go na niepotrzebny  stres.- Wiem, ze dla ciebie wciąż jest dzieckiem, ale zrozum ma 16 lat, prawie 17, niedługo osiągnie pełnoletniość. Nie możesz jej zatrzymywać. Im gorzej w stosunku do niej będziesz się posuwał, tym gorsze środki ona zaweźmie. Wasza relacja nie jest łatwa, może nawet bolesna, ale niech jedno z was przystopuje, może to pomorze. Może i nie lubię Niny, ale wiem, że jeśli się zgodzić to może ona też trochę popuści. Znam cię Lou. Dobrze wiem, że chcesz się zgodzić, ale blokuje ci to duma osobista.

-Wcale nie duma- szepnął.- Josh…

-Skąd wiesz, że akurat on jej to zaproponował?

-Wiem i już- warknął.- Nie chcę, aby się z nim zadawała.

-To jej jedyny prawdziwy przyjaciel, pozwól jej na niego- poprosiłem.

*
Przez twarz Louis’ a przetaczała się niezliczona ilość emocji. Starał się zrozumieć słowa przyjaciela, układał je w głowie i rozpatrywał wszelki możliwe rozwiązania. Wszystko podpowiadało mu właściwą odpowiedź. Jego usta już układały się w odpowiedź. Co go zatrzymywało? W zasadzie sam nie wiedział. Chyba bał się, że jego siostra dorosła i chce spełniać marzenia. Gdyby mógł zatrzymałby ją przy sobie na zawsze, lecz jako dziecko. Żałował czasu, którego jej nie poświecił. Żałował, że nie wypowiedział niektórych słów. Żałował, że ją zawiódł.

Harry nie robił tego by pomóc dziewczynie. Kierowały nim czyste egoistyczne pobudki. Gdyby zaczęła chodzić na treningi czy zawody, byłaby rzadziej w domu. Chciał się jej najzwyczajniej w świecie pozbyć. Nie lubił jej, był dla niego tylko problemem. Wystarczyło tylko wymusić na Louisie, aby wypowiedział te dwa słowa: zgadzam się. I jego problem zmniejszył by się do minimum. Tak przynajmniej uważał, ale czy nie starał się tak naprawdę pomóc przyjacielowi? Może podświadomie chciał naprawić ich relację?

-Zgadzam się…
                                                                                                                                                 
A więc dzisiaj specjalnie dodana ósemeczka. Dodana dzięki takiej ilości komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Nie powiem zdziwiła mnie ich ilość. Naprawdę dziękuję!!!! Pisałam ten rozdział niecałe 2 dni, więc przepraszam, ale go nie sprawdziłam, gdybyście zauważył jakieś błędy to napiszcie.

Kolejny gdzieś w tygodniu, ewentualnie w weekend.

piątek, 19 października 2012

Rozdział 7 „Drzwi się za nim zamknęły.”



Rozdział 7

„Drzwi się za nim zamknęły.”
-Z racji tego, że się tobą zajmuję, nie zabiję cię, ale wiec, że mam na to ochotę- miłe powitanie od brata- jest.
-Nie rozumiem o czym ty mówisz?
Zamknęłam laptopa i spojrzałam niewinnie na brata. Ciekawe o co mu chodzi?
-Co robiłaś cały dzień?- spytał podejrzliwie.
-Co cię to obchodzi?
Jaki on śliczny gdy się wścieka, po prostu model jak znalazł. Chyba będę go do tego stanu doprowadzać częściej. Po prostu kocham gdy tak wygląda. Nabrzmiałe policzki, wybałuszone oczy, czerwona twarz, ściśnięte w wąską kreskę usta- ubóstwiam.
-Czemu nie otwierałaś- spytał siadając na fotelu naprzeciw mnie.
-Otwierałam czego?-  udawałam idiotkę.- Nie rozumiem cię…
Zdenerwowany podniósł się do pozycji stojącej, stuknął krzesłem i ruszył ku drzwiom.
-Za jakie grzechy….?
- Pomyśl- pomachałam mu delikatnie samymi palcami i uśmiechnęłam się słodko niczym stereotypowa blondynka.
Drzwi się za nim zamknęły.
*
-Dobrze…. Dobrze… oczywiście… tak, tak spokojnie…. Będziemy na czas …..Pa- docierały do mnie urywki rozmowy Zayn' a.
-Kto dzwonił?- spytałem.
-Manager, jutro mamy stawić się na 8.000 w studiu, aby obgadać parę spraw przed koncertem- wyjaśnił mi chłopak.
-Ok., to dobrze- zamyśliłem się na moment.- Czekaj, jakim koncertem?
-Serio Niall, serio?- kpił ze mnie.
-Nie no, ale naprawdę jest koncert?- czyżbym zapomniał o czymś tak ważnym….
-Tak, naprawdę będziemy grać koncert- mówił powoli.
-Kiedy?
- Równo z tydzień, w sobotę- śmiał się ze mnie.
-Oh My God!
*
Puk. Puk. Puk.
-Proszę- zawołałam.
Klik.
Do pokoju wszedł Liam.
-Cześć- przywitał się głośno.
-Hej, ciszej- skarciłam go głową wskazując na Sam.- Śpi.
-O, przepraszam- szepnął.
W odpowiedzi uśmiechnęłam się i wskazałam mu fotel, zachęcając go tym do tego aby usiadł.  Chłopak skorzystał z mojego gestu i wygodnie rozsiadł się na siedzisku.
-I jak było?- od razu przeszedł do pytań.
-Dobrze, dał mi pewną propozycję, ale raczej z niej nie skorzystam- odparłam zgodnie z prawdą.
-Mogą wiedzieć co to była za propozycja?
-A taka tam, nieważna….- starłam się uniknąć odpowiedzi.
-Coś kręcisz- spojrzał na mnie badawczo.
-Wcale nie- wbiłam wzrok w podłogę.
-A tak- przesiadł się na miejsce koło mnie.- Gadaj, o co chodzi.
-Nieważne- odsunęłam się od niego jak najdalej.
Nie chciałam aby wiedział, już i tak za bardzo mi pomógł, a coś czuję, że i tej sprawy nie pozostawiłby samej sobie. Wiem, że mogę mu ufać, lecz nie wiem czy potrafię… To jest silniejsze ode mnie, chcę się otworzyć, lecz nie mogę.
-Nie wyjdę dopóki mi nie powiesz o co chodzi?
-Ale ja i tak nie przyjmę jego propozycji- wyjaśniałam.
Spojrzał na mnie spokojnie, wiedziałam już, że nie wymigam się od odpowiedzi.
-Zaproponował mi miejsce w swojej ekipie?- spuściłam wzrok.
-Ekipie?
-Tanecznej- uzupełniłam.
-Jakiejś dobrej?
-Nie wiem, dopiero zbiera ludzi, ale powiedział, że to sama elita- spojrzałam mu w oczy.
Chciało mi się płakać. Marzyłam tylko o tym, aby upaść na łóżko i wylać w nie całą moją złość, smutek i frustracją. Miałam wszystkiego dość.
Dlaczego? Dlaczego nie mogę? Wiadomo-brat. Tak bardzo bym chciała móc się w końcu wybić, zostać docenioną. Czy zawsze gdy mam szansę na choćby najmniejszą zmianę, Bóg jest temu przeciwny i moje marzenia legną w gruzach? Zawsze marzyłam o ty aby zostać prawdziwą tancerką, wygrywającą z ekipą zawody, lubianą, znaną. Nie, ni zależy mi na sławie, tak jak mojemu bratu, ja po prostu nie chce być kolejnym niezauważonym człowiekiem, którego zna maksymalnie 10 osób.  Niestety wiem, że nic i tak nie zmienię….
-To czemu nie chcesz dołączyć?- jakby nie rozumiał.
-Chcę…- szepnęłam.
-W takim razie nie rozumiem.
-Bo chodzi o to, że…- zaczęłam.-…. że owszem chciałabym do niej przynależeć, ale problem w tym, że nie mogę. To nie tylko bycie w grupie, ale uczestnictwo w zawodach, stawianie się na próbach, wspólna  harówa . Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że Louis nawet nie pozwala mi wyjść z domu do sklep, a co dopiero spotkać się z kimś, tym bardziej, że na imię mu Josh.
-Dlaczego go tak nie lubi?- pytał.
-A ja wiem, to coś na kształt zazdrości, lecz nie wiem o co…, choć może lepiej ich relację opisuje słowo rywalizacja.
-Louis i zazdrość oraz rywalizacja?- zdziwił się.
-Niespodzianka- zaśmiałam się sucho.
Dla niego to dziwne, ma inną perspektywę. Louis jest jego przyjacielem, a tylko dla mnie wrogiem. To oddzielne sytuacje, nigdy nie stanie do końca po mojej stronie, znając swoją wersje mojego brata. Nie mogę wymagać od niego, aby nagle znienawidził Louis ’a tak, jak ja go nie cierpię, to nie byłoby fair.
-To chodźmy z nim pogadać!!!- szybko wstał z miejsca i uśmiechnął się szeroko.
-Z nim pogadać?- zdziwiłam się.
-No z Louisem.
-Wiem to- wywróciłam oczami. Po co mam z nim gadać, znam odpowiedź.- Nie Liam, nie chcę.
-A czy ja się ciebie o zdanie pytam?- uśmiechnął się tajemniczo, po czym krzyknął na cały głoś:- LOUIS!!!
-Zwariowałeś- zasłoniłam mu usta ręką.
Spojrzałam na Sam, na szczęście wciąż spała.
-Co się dzieje?- do pokoju wpadł jak burza mój brat.
-Siostra ma ci coś do powiedzenia- krzyknął szybko, zabrał śpiącą sam i ruszył ku drzwiom.- Pa.
-Liam!
I wyszedł zostawiając mnie samą.
I co teraz?
-Czego chcesz?- rzekł sucho Louis.
-Może grzeczniej?
-Nie żartuj sobie ze mnie!!!- zagroził mi ten słodki chłoptaś.
*
Być może za maską złośliwości kryje się naprawdę delikatna, zdenerwowana dziewczynka. Może boi się wyjawić parę spraw swojemu bratu? Może się wstydzi? Może woli unikać kłopotów? Może, ale nie umie się poddawać, będzie dążyć do osiągnięcia wyznaczonego celu, nieważne jak byłoby trudno i ile musiałaby poświęcić. Postara się, choćby miała okłamywać wszystkie bliskie jej osoby, ranić tych, którzy chcą jej pomóc i wykorzystać tych, którzy życzą jej źle. Nie do końca to wszystko od niej zależy, czasem,  zresztą jak u każdego z nas, tak po prostu musi być i nie ma na to rady. Los jest podstępnym kochankiem, raz ci sprzyja, raz próbuje cię zniszczyć, nie ufaj mu  nigdy do końca, bo stracisz wszystko co masz.
-To co chciałaś?- chłopak wyraźnie zdenerwowany odezwał się do siostry.
Ona niepewnie spoglądała na niego, jakby bojąc się, że go zdenerwuje. Chciała powiedzieć o tym co ją dręczy, ale ciągle brakowało jej  odwagi. Martwiła się, że odmówi.
Zaczęła powoli zbierać się w sobie. Układała w głowie zdania, uzgadniała możliwe pytania, bądź odpowiedzi, które mogą paść z jego strony. Dobierała słowa, starając się je ułożyć w zwięzłą całość. Chciała poprosić, wiedziała, że w końcu poprosi, bała się…
-Chciałabym przynależeć do grupy tanecznej- szepnęła, jednak on nie dosłyszał.
W tej chwili przez jego głowę przetaczało się tysiące myśli. Każda na jej temat.
Wyglądała jak kiedyś, tylko, że starsza i ładniejsza, ale oczy jej się nie zmieniły. Wciąż były nad wyraz poważne, zafascynowane światem. Piękne.
Chciał widzieć w niej kogoś sprzed paru lat. Jego ukochaną małą dziewczynkę. Osobę, która tak wielkie uczucia żywiła do niego. To przez niego wszystko się zawaliło, dobrze o tym wiedział.
Wiedział, że powinien się zgodzić. Wiedział co chciał powiedzieć. Wiedział, że ją to uszczęśliwi.
-Nie- odpowiedział jednak.
-Ale, ale…- chciała coś powiedzieć, lecz zabrakło jej słów.
-Nie zmienię już mojej decyzji, przykro mi- odpowiedział chłodno, jakby wyuczonym surowym tonem.
W Ninie coś pękło od środka. Nie wiedziała co się stało.  Tych słów nigdy nie potrafiła powiedzieć, a teraz same z niej wypłynęły.
-Nienawidzę cię….
                                                                                                       
Hej, Tu ja (nareszcie) siódemka jest krótsza niż reszta, ale doszła nowa perspektywa (trzecioosobowa) co o niej sądzicie? 

I moje poprzednie pytanie: skasować playlistę?