Od razu przepraszam za długość tego rozdziału, nie udało mi się więcej, a że obiecałam, wiec dodaję na wasze żądanie.
Rozdział 9
„Puk. Puk. Puk i nie ma
już odwrotu.’’
-Zadanie wykonane-
uśmiechnął się do mnie Harry wychodząc z pokoju.- Zgodził się, ale informujesz
ją o tym ty.
-Wielkie dzięki
Harry, jesteś wielki
-Się wie- wpadł w
fazę samo zachwytu.- A tak właściwie to po co to robisz?
Tym pytaniem mnie
zaskoczył. Po co to robię? W zasadzie to nie wiem… Może dlatego, że szkoda mi
Niny, a może, bo ciężko mi się patrzy na zdołowanego Louis’ a. Ja po prostu chcę dobrze, lubię gdy ludzie są
szczęśliwi, wtedy i ja się cieszę. Wiem, brzmi to jak słowa z kiepskiego, młodzieżowego serialu, ale taka
prawda…
To było głupie
pytanie ze strony Harry’ ego. Zadane tak oskarżycielskim tonem niejednego
człowieka by po prostu uraziło. Ten chłopak ma jeszcze kiełbie we łbie. To wciąż dzieciak. Obchodzi go tylko
ona sam. Lubi się bawić, chadzać n imprezy, napić się, zaszaleć… Nie liczy się
ze zdaniem innych, ludzie go nie obchodzą. On po prostu czuje się pępkiem
świata, kimś najważniejszym. Pociągają
go piękno, sława i kasa. Show biznes zmienił go w swoją marionetkę. Mówi, robi,
śpiewa to czego od niego wymagają.
Tańczy jak mu zagrają. Gdy go poznałem był zupełnie inny. Był normalnym
nastoletnim chłopakiem. Grzecznym, dobrze wychowanym, oryginalnym. Teraz to
tylko jego marna podróbka. Zmienił się w nadętą, rozkapryszoną gwiazdkę, która
świetnie wychodzi na zdjęciach. Czy każdy z nas taki się stanie….?
Ruszyłem w kierunku
pokoju dziewczyny dokładnie rozmyślając jak jej przedstawię ową sytuację. Bałem się trochę tego, jak zareaguje. Będzie
zła, a może szczęśliwa lub zdziwiona, że zareagowałem
Puk. Puk. Puk i nie
ma już odwrotu.
*
-Proszę- zawołałam,
odkładając laptop na podłogę.- Hej!
-Cześć- przywitał się
ze mną Liam, wchodząc do środka.
-A ty tu w jakimś
konkretnym celu? Nie żeby coś, ale chciałabym wiedzieć- bardzo chciałabym
wiedzieć.
-A w konkretnym,
konkretnym- uśmiechnął się tajemniczo.- Ta informacja zwali cię z nóg.
-To skoro zwali mnie
z nóg, to nie czekaj i mi ją przedstaw…
Wpatrywałam się w
chłopaka nieco bojąc się jego zamiarów. Mimo iż chłopak zawsze był dla mnie
miły to coś mnie w nim przerażało. Może to ten wzrok…. Nie wiem, myślę, że po
prostu za dużo sobie wyobrażam.
-A więc nie wiem moja
kochana czy wiesz, ale możesz już kupować nowe buty na te swoje treningi.
-Ale…
-Żadnego „ale”, Louis
się zgodził- uśmiechnął się do mnie szeroko.
Nie wiedziałam co
robić, byłam w szoku. Stałam tam nieruchomo zastanawiając się, jako to możliwe,
że moje największe marzenie może spełnić się w przynajmniej tej jednej części.
Zawsze sądziłam, że z moim talentem do pecha, nigdy nie będę mogła przynależeć
do żadnej ekipy, a tu taka niespodzianka.
Nie wiem co
powiedzieć- szepnęłam.- Dziękuję.
-To słowo nie do
mnie- zaśmiał się, lecz ja nie wiedziałam o co chodzi.
Zanim zdążyłam
zapytać, wyjaśnił, co miał na myśli.
-Wszystko dzięki
Harry’ emu
-Harry’ emu?-
zdziwiłam się na co on tylko pokiwał w głową.- W takim razie powinnam do niego
pójść.
-Powinnaś-
potwierdził, po czym wyszedł z pokoju.
Takiego obrotu sprawy
się nie spodziewałam. Rozumiem, że Liam mi pomaga, bo to… Liam, ale Harry? Nie
lubi mnie, nie toleruje mnie, nie szanuje… O co w tym chodzi?
Sama nie wiedząc jak,
nagle znalazłam się tuż pod drzwiami
pokoju chłopaka. W tym momencie
nie wiedziałam co zrobić…. Co ja mu
powiem? Może: „Hej, wiem, że mnie nie cierpisz i vice versa , ale dzięki za
pomoc”? To nie przejdzie, nie ma bata. Dobra, raz się żyje.
Puk. Puk. Puk
Czekam, czekam,
czekam i dopiero po chwili książę Harry raczył otworzyć. Wyjrzał przez szparę w
drzwiach i nie powiem zdziwił się na mój widok. Miał rozszerzone oczy i na wpół
otwarte usta, przy czym , mina ta wyglądała jakbym powodowała u niego
zniesmaczenie. Nie było to za przyjemne, ale nie przejęłam się tym, nie chciałam
dawać mu tej satysfakcji.
-A więc co cię do
mnie sprowadza?- odparł z wyższością Harry opierając się o framugę.
Nie czekając na specjalne
zaproszenie po prostu weszłam do jego pokoju. Niestety pożałowałam tego gdy
tylko minęłam próg. W jego pokoju panował taki nieporządek, że aż przykro
patrzeć. Odór brudnych ciuchów i resztek jedzenia był niemal widoczny. Unosił
się nad nim niczym niewidzialna bariera, zamykając dostęp świeżego powietrza.
Jakim cudem Harry może tu sypiać i nie gnić?
-Czy ty nigdy nie sprzątasz?-
spytałam z obrzydzeniem.
-A co, przeszkadza ci
to? Królewna na ziarnku grochu musi mieć zawsze wszystko pod kontrolą?- bezczelnie się do mnie odezwał.
-Przyszłam ci tylko
podziękować, za przekonanie Louis’ a do zmiany decyzji, a więc dzięki- powiedziałam
szybko.
-Nie zrobiłem tego
dla ciebie
-Po części niestety
tak- uśmiechnęłam się do niego wrednie.
-Przynajmniej
będziesz rzadziej tu przebywać. To był mój cel- pozbyć się ciebie, choćby na
kilka godzin w ciągu dnia- wyjaśnił.
Po takich słowach
zapewne wielu osobom zrobiło by się smutno. Nikt nie chciałby ich usłyszeć.
Ludzie nie lubią mieć wrogów, wolą lubić wszystkich lub pozostawać
niewidocznym. To dobra taktyka dla nieśmiałych, ewentualnie dla tych, którzy
nie chcą nic w życiu osiągnąć. Nie chcą, aby ktokolwiek o nic usłyszał. Gdyby
zależało im na wyższej pozycji społecznej, nie bali by się mieć wrogów. Nie
przejmowali by się krytyką. Docinki, rozmowy za plecami, plotki to cena jaką
się płaci za bycie kimś. Smutne, ale prawdziwe.
-Wiesz mimo to i tak
jestem ci wdzięczne, bo chcąc nie chcąc sprawiłeś mi niemałą przyjemność i mogę
spełniać swoje marzenie- chłopaka zamurowało. Stał w bezruchu i po prostu się
na mnie patrzył.