Rozdział 5
„Ten koleś jest naprawdę dziecinny.”
-Ekhm-
usłyszałem chrząknięcie i odwróciłem głowę w kierunku osoby, która je wydała.-
Czy mógłbyś przesunąć swoje nogi?
-Nie-
powiedziałem.- Czemu zależy ci aby usiąść ze mną?
-Bo
to ostatnie wolne miejsce- uśmiechnęła się sztucznie i sama odsunęła moje nogi.
Usiadła
opierając się o szybę. Była zwrócona twarzą do mnie, patrzyła na mnie.
Obserwowała moją twarz. Siedziałem w bezruchu. Odwróciła się.
Dlaczego
Louis nie mógł zostawić jej w tym domu dziecka. Ona tylko szkodzi. Atmosfera
między nami, a Louis’ em jest napięta. Chodzi ciągle wściekły i obrażony.
Praktycznie nigdzie nie wychodzimy, a przecież są wakacje. Na dodatek ona się
do żadnego z nas nie odzywa, tylko wiecznie przesiaduje w swoim pokoju. To bym
zniósł, ale Lou boi się zostawić ją samą
w domu, więc i my się z niego nie ruszamy. Wpakowała się z butami do naszego
życia i myśli, że wszystko jej wolno.
-Nie
pomyślałaś kiedyś, żeby ubrać się w damskie ciuchy?- spytałem, chcąc jej
dokuczyć.
-Nie
pomyślałeś kiedyś, że mógłbyś stać się facetem?- odgryzła się nawet na mnie nie
patrząc.
-Jestem
większym facetem, niż ty dziewczyną- odpowiedziałem.
-Nie
wiedziałam, że faceci się malują na co
dzień- uśmiechnęła się do mnie złośliwie.
-Przynajmniej
jakoś wyglądam w ……- chciałem coś dodać, ale mi niegrzecznie przerwała.
--„Jakoś”
to dobre stwierdzenie- przegięła.
-Miliard
dziewczyn zrobiłoby wszystko, aby ze mną porozmawiać- uśmiechnąłem się.
-Ja
do nich nie należę, jak sam zauważyłeś- wyjęła z torby komórkę.
-Na
twoim miejscu zastanowiłbym się, czy przypadkiem należysz w ogóle do grona
dziewczyn- drażniłem ją.
Tymi
słowami ją chyba zdenerwowałem. Nie odezwała się już do mnie, tylko czegoś
zawzięcie szukała w telefonie. Dobrze jej tak, z Harry’ m Styles’ em się nie
zadziera.
*
Ten
koleś jest naprawdę dziecinny. Upomina mnie za to jak wygląda, a sam nie
prezentuje się lepiej. Jest na faceta zbyt kobiecy, bo kto widział chłopaka,
który w normalny, biały dzień się maluje. Nawet niektóre kobiety nie korzystają
z makijażu codziennie, a co dopiero mężczyźni. Czy on się nie zdecydował jakiej
płci być?
*
Jedziemy
tak i jedziemy. Nasz podróż trwa co najmniej dwa razy dłużej niż w tamtą
stronę, a przecież droga jest taka sama. Co jest powodem wolniejszego powrotu
do domu? Korek. Tak, dokładnie, korek, ale mogliśmy pomyśleć, że szósta po
południu to najgorsza pora na jakąkolwiek jazdę samochodem. Czy wszyscy ludzie
w tym mieście kończą pracę właśnie w tej chwili?
-Louis,
daleko jeszcze?- jęczałem, na co moja sąsiadka przewróciła oczami.
-Nie-
powiedział szybko i powrócił do jakże fascynującej gry w łapki z siostrą.
-Liam,
jak daleko jeszcze?- wyjęczałem.
-Koło
dziesięciu minut- odpowiedział mi kolega i wdał się w rozmowę z kierowcą.
-Niall
daj coś do zjedzenia- poprosiłem lub raczej zażądałem.
-Nie-
krzyknął.
-Dlaczego?-
wrzasnąłem.
-Czy
mógłbyś się wreszcie uciszyć?- szepnęła Nina spoglądając na mnie złowrogo.
-Nie-
zaśmiałem się w odpowiedzi, po czym zwróciłem się do Horan’ a:-A więc Niall?
-Nie,
bo nie- wziął do ust ogromny kawałek bułki i zjadł go na moich oczach.
Opadłem
zrezygnowany na fotel. Dziękuję Ci Boże za takich przyjaciół. Ignorujących
mnie, nieuprzejmych, chcących mojej
śmierci w męczarniach, próbujących mnie zagłodzić. Lepiej wybrać nie mogłeś.
Przecież czego nauczyłbym się w życiu mając za kumpli mądrych, kulturalnych
prawników rodem z amerykańskich seriali?
W
pewnym momencie oberwałem czymś w głowę. To coś spadło mi na kolana. Podniosłem
to i patrzyłem, a owe „coś” okazuje się być batonem mlecznym. Spojrzałem w
kierunku, z którego nadleciał i ujrzałem Zayn’ a puszczającego mi oko. Jeden
prawdziwy przyjaciel.
-Dlaczego
tu jesteś?
-Nie
zamierzam ci teraz tłumaczyć jak się robi dzieci?- burknęła, nawet się do mnie
nie odwracając.
-Nie
chodzi mi, że na świecie. Tu, u nas w domu- sprecyzowałem.
-On
mnie adoptował- wskazała głową na brata.
-Szkoda-
osunąłem się w fotelu.
-Też
żałuję- nie liczyłem na odpowiedź.
-To
poproś sąd o zmianę decyzji- zaproponowałem.
-Jakbym
o tym nie marzyła- powiedziała smutno i pospiesznie wysiadła z autobusu.
Nie
zauważyłem kiedy dojechaliśmy.
„Jakbym o tym nie marzyła”- co to znaczy?
Pomyślmy, dlaczego sąd nie może rozważyć po raz kolejny tej decyzji? Może miała
jakieś wykroczenia? Albo może to dlatego, że Louis jest sławny, bogaty i z jej
rodziny, co zapewnia warunki sprzyjające jej dorastaniu? Moim zdaniem oba te
powody przyczyniły się do tego, że musi zostać. Niestety.
*
Pip.
„Wpadłem na pewien pomysł. Będziesz mi
potrzebna. Josh”
Ciekawa
treść sms’ a lekko mnie zaniepokoiła. Josh często wpadał na różne pomysły, nie
zawsze miały one obiecujące skutki. Kilka razy prawie wylądowaliśmy na
komisariacie przez jego wybryki, ale jest porządnym facetem, gentelmanem. Za
każdym razem brał winę na siebie, dzięki czemu my byliśmy czyści. Nikt z naszej
paczki mu nigdy za to nie podziękował, a trzeba było.
„ Jak Ci się przydam? Nina”
Odesłałam
krótką odpowiedź chcąc wiedzieć o co mu chodzi.
„Spotkajmy się jutro o 10.00 przy
Starbuksie na 42 Rupert Street, wtedy ci wszystko wyjaśnię.”
„Postaram się być.”
Tylko
jak to zrobić? Louis nie pozwala mi wyjść nawet do sklepu, więc co tu gadać o
spotkaniu z kimś. Nie ma bata, odwołam
to. Chociaż nie, nie odwołam. W końcu Lou ma przyjaciół, z których jeden mnie
toleruje. Tak, Liam mi pomoże.
*
Siedziałem
u siebie w pokoju i czytałem po raz trzeci
czwartą część Harry’ ego Potter’ a. Mimo iż znam ją już prawie całą na
pamięć to chętnie do niej wracam.
Puk,
puk, puk.
-Proszę-
powiedziałem.
-Hej-
usłyszałem głos siostry Louis’ a.-Można?
-Śmiało-
zachęciłem ją do wejścia do środka.- Czego dusza potrzebuje?
-Pomocy-
usiadła koło mnie.
-W
czym?- zaciekawiłem się.
-Chcę
się spotkać jutro ze znajomym, a Lou nie pozwoli mi wyjść- spojrzała na mnie
błagalnym wzrokiem.- Mógłbyś go zająć tak między 9.00 a 13.00?
Patrzyła
na mnie i patrzyła. Dosłownie wywiercała mi tym spojrzeniem dziurę w głowie.
Chciałbym jej pomóc, naprawdę, ale Louis to mój przyjaciel i nie wiem czy
jestem w stanie to zrobić.
-Zgoda-
uśmiechnąłem się.
-Dzięki
i przepraszam, że cię wykorzystuję- zrobiła jedną jedyną rzecz, której w
stosunku do mnie Lou zrobić nie umiał-przeprosiła mnie za wykorzystywanie.-
Naprawdę przepraszam.
-Nie
masz za co. Rozumiem twoją sytuację- nie chciałem by się zamartwiała.
-Dzięki,
to ja lecę- wstała.
-Cześć.
*
-Nina,
Nina ziobać- podbiegła do mnie Sam, gdy tylko otworzyłam drzwi.- Siama to
narysowałam.
Spojrzałam
na rysunek. Było na nim pięciu mężczyzn obok nich stała kobieta, na rękach
miała dziecko.
-Co
on przedstawia?- uśmiechnęłam się do siostrzyczki
-Nasią
lodzinkę.
-Rodzinkę?
-Tu
jest Louis, tu Liam, tu Harry, tu Niall, tu Zayn, a tu Ty ze mną- wyjaśniła
powoli wskazując na dane postaci.
Uśmiechnęłam
się do siebie samej.
-Jest
prześliczny- pocałowałam małą w główkę.
Nie mogę się wprost doczekać jutrzejszego dnia. Muszę wiedzieć o co
chodziło Josh’ owi. Żeby tylko niebyło to coś złego….
-Mogę isc na dól?- spojrzała na mnie Sammy wyrywając mnie tym samym z
zamyślenia.
-Oczywiście- odparłam bez zastanowienia.
Wyszła.
Wyjęłam z mojej torby komórkę. Weszłam w odtwarzać muzyczny i włączyłam
piosenkę Rockstar śpiewaną przez Dappy’
iego i Brian’ a May’ a. dawno nie ćwiczyłam, więc chciałam trochę
potrenować.
*
-Chodźmy
jutro do kina. O 9.00 grają „Szepty”, a wiecie jak chciałem na to iść-
skłamałem.
-Pójdę
spytać o to siostrę- powiedział Lou.
-Nie-
krzyknąłem tylko.- To ma być taki męski wypad.
-Dobra.
Udało
się i póki co chyba nikt nic nie podejrzewa. Niech na razie tak zostanie…
-Pójdę
do pokoju i zarezerwuję nam miejsca – skierowałem się ku schodom.
Głupio
mi oszukiwać przyjaciół. Jeśli się dowiedzą stracą do mnie kompletnie zaufanie,
z którego odzyskaniem tak łatwo sobie nie poradzę. Nie chcę kłamać, ale nie
potrafię patrzeć jak siostra Louis’ a się męczy. Nie chciałbym być tak
uwięziony jak ona, zresztą czy ktoś by chciał? Lou powinien dać jej odrobinę
wolności, jak ma prowadzić normalne życie będąc zamkniętą we własnym pokoju?
Gdy
tylko postawiłem nogę na piętrze, ktoś pociągnął mnie jakiegoś pokoju i
zasłonił moje usta dłonią. Wydałem z
siebie stłumiony jęk.
-
I….?
-O
mój Boże, Nina. Wiesz jak mnie przestraszyłaś?- na szczęście to tylko ona.
-Przepraszam-
chyba nie zbyt wiedziała, co mogłoby wywołać mój strach.- Jak poszło?
-Zabieram
ich jutro do kina- oświadczyłem uśmiechając się ciepło.
-Nawet
nie wiem jak ci dziękować- spojrzała na mnie nieco zmieszana.
-
Znajdź sobie przyjaciół, zabaw się, to mi wystarczy- zapewniłem ją.
Uśmiechnęła
się i zaczęła powoli wychodzić z pomieszczenia, ale musiałem jej jeszcze coś
przekazać.
-Załatwię
też opiekę Sam, abyś nie musiała ciągać jej ze sobą- otworzyła usta ze
zdziwienia.
-
Ale, ale…- zaczęła się jąkać.
-Nie
martw się, chcę ci pomóc-poklepałem ją po ramieniu.
-Mam
u ciebie taki dług, nawet nie wiem jak go spłacę- widziałem, że jest jej
głupio, choć według mnie nie powinno.
-
Tym się nie przejmuj ja coś wymyślę, a teraz sio, bo jeszcze nas podsłuchają-
zaśmiałem się i wypchnąłem ją za drzwi.
Posłała
mi jeszcze bezgłośne dziękuję i poszła.
I tak oto moje zapasy się wyczerpały. Jestem już mniej więcej w 3/4 pisania 6 rozdziału, ale póki co, bardzo proszę- oceńcie ten....