Rozdział 2
„Co ma być to będzie, a tymczasem zrobiłem się głodny.”
3
dni po pogrzebie
Dopakowywałam
ostatnie już drobiazgi do mojej walizki. Nie spieszyło mi się. Nie chciałam
opuszczać tego miejsca, tego miasta. Dlaczego on to robi? Dlaczego nie da mi
spokoju?
-Jeszcze
w pidżamie? – zapytała Sasha wchodząc do mojego obecnego lokum.- Pospiesz się
trochę, twój brat będzie za około godzinę.
-
A nie może w ogóle nie przyjeżdżać? – burknęłam.
-Już
o tym rozmawiałyśmy. To decyzja sądu, nie moją, chociaż ta pewnie by się w
niczym nie różniła- opuściła pomieszczenie, zostawiając mnie tu samą. Samą z
problemami.
Wzięłam
komplet przygotowany wczoraj. Biała bokserka, na to ciemna bluza z kolorowym
napisem ,czarne spodnie z opuszczonym lekko kroczem, czarne Nike. Aby moje
włosy nie denerwowały podczas podróży do piekła, upięłam je w wysokiego,
solidnego koka. Żeby nikt nie wiedział o moich wyskokach, na blizny po cięciach
nałożyłam bransoletki i bandanę. Gotowe.
Usiadłam
na łóżku. Zapięłam walizki. Teraz już
tylko czekać.
Poszłam
jeszcze do Sammy, aby pomóc jej się wyszykować. Zastałam ją jeszcze śpiącą w
swoim łóżeczku. Zebrałam jej wszyściutkie rzeczy i spakowałam do walizek. Na
wierzchu zostawiłam tylko wygodne ubrania na drogę i krzesełko do samochodu.
Potrząsnęłam
siostrą, aby ją obudzić. Mała powoli otworzyła swoje zaspane szare oczka i
uśmiechnęła się do mnie.
-Cieść-
przytuliła się do mnie.
-Hej-
powiedziałam mocno ją ściskając.- Mówi się „cześć” przez „cz”. Powtórz.
-Ceść-
wysiliła się mała
-Jeszcze
raz- rozkazałam, bo Sam nadal to nie wychodziło.
-Cześć-
wyrzuciła z siebie w końcu.
-No
i przecudnie- dałam małej buziaka w policzek.- Ubieraj się, niedługo
wyjeżdżamy.
Uczyłam
ją już od dłuższego czasu, aby sama sobie radziła z ubieraniem. Szło jej to dość sprawnie, choć miała małe
problemy z butami, ale trudno jej się dziwić- były sznurowane.
Zebrałyśmy
wszystkie rzeczy Sammy i udałyśmy się z nimi do mojego pokoju. Tam
postanowiłyśmy czekać na brata.
-Nina,
bojem się- zasmuciła się Sam.
-Nie
masz czego rybciu, wszystko będzie dobrze- zapewniłam siostrę, choć mnie
również zżerał strach.
-A
jak będzie tak jak ź mamom?- spojrzała na mnie tymi cudownymi oczętami.
-Nie
będzie, a nawet gdyby było, to wiesz przecież, że nie pozwolę cię tknąć
prawda?- próbowałam zrobić cokolwiek, aby pocieszyć małą.
-Kocham
Cie sioscycko- wtuliła się we mnie chyba najmocniej jak umiała.
Usiadłyśmy
na łóżku i po prostu czekałyśmy.
Po
ok. pół godzinie do drzwi pokoju zapukał brat.
Louis,
wieczny laluś z perfekcyjnie ułożoną fryzurą. Ulubieniec wszystkich. Pupilek
nauczycieli, idealny synek mamusi, najgorszy brat na świecie. Za każdym razem
gdy ktoś o nim wspomina, co przy tym kim obecnie jest, bywa częste, mdli mnie.
Wiele razy próbowałam wyrzucić go ze swojego życia, jednak w dwóch miejscach
pozostawał wciąż. Pierwszym była moja pamięć, która jak na złość nie potrafiła
go zapomnieć. Drugim było serce, pragnące aby zdarzenia, które w moim wczesnym
dzieciństwie wróciły, żeby on wrócił
-Cześć-
przywitał się po dłuższej chwili ciszy.
-Dzień
dobry- powiedziałam, dość wolno, aby wiedział, że nie mam o nim wysokiego
mniemania.
-Cieść-powiedział
cichutko Sam.
-Hej,
możesz mnie nie kojarzyć- zwrócił się do siostry.-Jestem Louis i jestem twoim
bratem.
-Samantha-
podała mu rączkę mała.
Uśmiechnął
się do niej pogodnie. Odwzajemniła gest.
-
Gdzie wasze bagaże?- spytał sucho, jakby od niechcenia.
Wskazałam
ręką w kierunku rzeczy. Trochę ich było. Złapał za dwie walizki, ubrał plecak i
przez ramię przerzucił torbę. Resztę wzięłam ja.
Wychodząc
z budynku pożegnałam się z Sashą. Bez zbędnych wylewności, czy wzruszeń.
Brat
pakował właśnie nasze walizki do dużego,
czarnego Land Cruiser’ a, a mi kazał usadzić Sam w jej foteliku, a samej zająć miejsce na przedzie. Wykonałam polecenie
z niemałym ociąganiem, złośliwości nigdy dość.
Gdy
tylko usiadłam na przednim miejscu pasażera, on zasiadł za kierownicą i tylko
włączył silnik. Nie ruszał.
-Zapnij
pasy- powiedział głośno.
-Bo
co mi zrobisz? Zostawisz?- prychnęłam.
-Zapinaj
się!- krzyknął czerwony ze złości.
-Już,
nie bulwersuj się tak. Złość piękności szkodzi- miłe to może nie było, ale po
dłuższym namyśle przekonałam się, że nawet takie nie miało być.
*
-O
której mają przyjechać?- spytałem Harry ‘ego, gdyż to właśnie jemu zwierzył się
Louis.
-
Gdzieś koło 20.00- powiedział przyjaciel.
-Czy
któryś z was jest głodny lub spragniony?- próbowaliśmy gadać normalnie, ale
było to dla nas dość trudne w zaistniałej sytuacji.
-Jeśli
możesz to zrób mi herbaty, proszę- powiedział Liam, wertując kolejne strony
jakiejś gazety.
Spełniłem
jego prośbę. Nalałem wody, włączyłem czajnik i czekałem na bulgotanie. W między
czasie wyjąłem dwa kubki i wrzuciłem po torebce herbaty do każdego. Gdy woda
wrzała, przelałem ją do naczyń i zaniosłem jeden z kubków Payne’ owi.
-Dziękuję-
uśmiechnął się do mnie, wziął napój i odłożył czasopismo. – Chłopcy co się z
nami dzieje?
-Co
masz na myśli?- na kanapie usiadł Zayn.
-Tą
zmianę humorów. Czemu snujemy się po domu niczym duchy, beż życia, bez śmiechu,
bez zabawy?- Liam zadał pytanie, które także mi wywiercało dziurę w głowie.
-Jakbyś
nie zauważył to Louis jest teraz pomiędzy
załamaniem nerwowym, a wściekłością na świat, bo właśnie wraz z siostrami
zmierza do Londynu- powiedział Harry spoczywając na podłodze.
-
To znaczy, że mamy być dla któregoś z Tomlinson’ ów nie mili?- zapytał Payne.-
A może ta starsza nie jest taka zła?
-
Czyli co mamy robić?- odezwałem się, po chwili ciszy.
-Będziemy
w stosunku do niej, do niego i do tej
najmłodszej normalni, mili i zobaczymy co z tego wyjdzie- wyjaśnił.
-To
nie głupi pomysł- poparł go Zayn, a ja pokiwałem głową na znak, że się zgadzam.
-A
ty Harry?- skierował głowę w kierunku Styles’ a. – Może ta starsza jest
sympatyczna?
Zero
odpowiedzi.
-Może
jest inteligentna?- kusił go Liam.
Nadal
nic.
-A
może jest bardzo łada?- tutaj wygrał.
-Skusiłeś
mnie tym „ładna”- zaśmiał się cicho Styles.
Atmosfera
się rozluźniła i wszystko działo się jak przed otwarciem koperty przez Lou. Co
ma być to będzie, a tymczasem zrobiłem się głodny.
*
Do
mojego nowego miejsca zamieszkania pozostało już tylko kilka kilometrów, czyli
ok. 10 minut jazdy. Od momentu wyjazdu spod ośrodka nie odezwaliśmy się ani
razu. Ani ja, ani on, tylko Sammy co jakiś czas pytała czy jeszcze daleko. Może
to i dobrze? W sumie to o czym mieliśmy rozmawiać?
-Jak
wiesz mieszkam w domu razem z czwórką moich przyjaciół- zwrócił się do mnie Louis,
a ja nie zupełnie rozumiałam o co mu chodzi.
-Tak
wiem- odparłam.
-Masz
być dla nich miła- rozkazał i zamilknął.
-Postaram
się- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Mieszka
z nami również nasz ochroniarz, ale jego znasz- zapowiedział.
-John…-
niemal wysyczałam to imię.
John
Tomlinson, niegdyś doskonały ojciec, przykładny mąż, niedościgniony biznesmen,
a teraz ochroniarz mojego brata i jego kumpli. Nie rozmawiałam z nim odkąd
skończyłam sześć lat, czyli od momentu, w którym nas zostawił. Odezwał się
później oczywiście, zabrał brata, spłodził Sam i nas zostawił. Matka odebrała
mu potem prawa rodzicielskie i od tamtego czasu jest dla mnie nikim, zerem.
Jeśli Louis myśli, że będę go traktować jak ojca, to się grubo myli. John’ a już nie zaliczam do rodziny, jest co
najwyżej osobą którą znam, albo raczej której znać nie chcę. W skrócie John
Tomlinson, czyli już nie mój ojciec.
-To
twój ojciec- powiedział stanowczo mój brat.
-Od
dawna nim nie jest, może nigdy nie był- oparłam głowę o szybę i obserwowałam
pośpiech tego miasta.
-Nawet
tak nie mów- tak zakończyliśmy tą naszą jakże przyjemną konwersację.
Po
ok. 5 minutach samochód zatrzymał się pod wielkim, białym domem, otoczonym
przez ogród.
-Chodź,
musisz wszystkich poznać- uśmiechnął się do mnie sztucznie brat, po czym wziął
wszystkie walizki i ruszył w stronę drzwi. Mi pozostała do zabrania tylko
podręczna torebka.
Powoli
wysiadłam z pojazdu i udałam się wraz z Sam za bratem.
-Choć
młoda, poznamy naszą nową rodzinkę- wzięłam siostrę na ręce i ruszyłam w
kierunku budynku.
A
więc Nino, witaj w Londynie!
*
Usłyszałem
trzaskanie drzwi na ulicy. Prędko pobiegłem do okna. Ujrzałem tam znanego mi
już Land Cruiser’ a.
-Chłopcy,
pan marchewka wrócił- krzyknąłem
uradowani i pobiegłem w stronę wejścia z zamiarem otworzenia drzwi.
Niestety
Louis był szybszy i sam to zrobił, dlatego mi nie pozostało nic innego jak
uwiesić mu się na szyi.
-Harry
rozumiemy, że się stęskniłeś za Tommo, ale my też byśmy chcieli się z nim
przywitać- uśmiechnął się do mnie Liam.
Po
wymianie uścisków z Lou, nadszedł czas na poznanie jego siostrzyczek.
-A
więc… Nina, Sam to chłopcy, chłopcy to
Nina- przedstawił nam dziewczynę, która właśnie wysunęła się zza jego pleców.
*
Zaparło
mi dech w piersiach, ta dziewczyna była przepiękna. Długie ciemne włosy opadające
na ramiona otaczały jej cudną twarz. Równie ciemne były jej brązowe oczy, w
obecnym momencie tak spokojne z nutką zaciekawienia. Nos prosty, lekko zadarty
w górę nadawał jej szalenie młodzieńczego wyglądu. Usta, piękne, pełne,
malinowe usta obecnie bez żadnego wyrazu. Zgrabna i wysportowana sylwetka
oznaczała, że lubi sport, choć nie jestem pewien jakiego rodzaju . Ubrana w
ciemny zestaw, nieco w stylu tzw. „Gangsta”. Wyglądała trochę groźnie, dlatego
myślę, że któryś z chłopaków , właściwie to myślę o Niallu, się jej
przestraszył. Nie wygląda na grzeczną, miłą i delikatną dziewczynkę. O nie!
Jej
siostra była równie cudowna. Mała, urocza czterolatka o prostych, brązowych
włosach i szarych, olbrzymich oczkach. Na twarzy miała wypisany niepokój, który
został zdradzony wyłącznie przez grymas
na jej małych, różowych usteczkach. Była drobniutka i niziutka, ale jakże prześliczna.
Trzymała się kurczowo swojej siostry i tylko spoglądała na nas niepewnie. Mimo
iż za dziećmi nie przepadam, to w niej było coś takiego, że nie sposób było się
nie zakochać.
-Jestem
Liam i jestem kimś w rodzaju niańki tej bandy- nasz gentelman oczywiście musiał
przywitać się jak należy i grzecznie podał dziewczynie dłoń, po czym odsunął
się do Louisa. – Chłopcy, raczycie się przedstawić damom?
-Nazywam
się Niall i lubię dużo jeść- w myślach dodałem „bardzo, bardzo dużo jeść”.
Gdy
blondyn się odsunął przyszła moja kolej na powitanie kolejnych Tomlinson’ ów w
domu.
-Zayn-
uśmiechnąłem się nieznacznie. – Będziecie mnie kojarzyć jako…
-Tego
co siedzi w łazience ponad pół godziny…- dopowiedzieli Niall i Harry.
Myślałem,
że spalę się tam ze wstydu. Pewnie wezmą mnie teraz za jakiegoś półidiotę co
tylko by włosy poprawiał. Ale czy ja nim nie jestem?
Nadeszła
kolej Harry’ ego. Chłopak wyglądał na niezbyt zadowolonego z przybycia do domu
panien Tomlinson.
-Jestem
Harry, wyróżniam się lokami- rzekł bez entuzjazmu Styles, po czym poczłapał do
Louisa.
*
-Miło
poznać- powiedziała moja siostra, gdy wszyscy już się przedstawili. Te dwa
słowa, w uszach każdego zabrzmiały by mile, ale ja wyczułem ten cień sarkazmu,
który je spowijał niczym mgła.
-Jestem
Samantha- uśmiechnęła się młoda i podeszła do każdego z chłopaków, aby podać im
dłoń.
-Pokażę
wam wasz pokój- rzuciłem oschle i ruszyłem ku sypialniom na piętrze.
-
Będziecie miały wspólny, o ile wam to nie przeszkadza. Zabrakło nam pomieszczeń-
dopowiedział Payne. Czy on zawsze musi być taki grzeczny i uprzejmy?
*
-Co
o niej sądzicie?- spytałem, gdy zniknęli za rogiem.
-Ładna
jest- odezwał się Zayn.
-Potwierdzam
i myślę też, że nie wygląda na taką złą do szpiku kości, jak to elokwentnie
określił Lou- zaśmiał się Niall.
-Zgadzam
się waszymi opiniami, zgadując, że mówicie o Ninie A ty Harry, co o niej myślisz?- spytałem go,
gdyż zdziwiło mnie to, że w ogóle się nie odezwał, a zwykle to on pierwszy
oceniał kobiety.
-Wygląda
na zarozumiałą i wredną- wyrzucił z siebie Styles.
-Jest
zazdrosny o Louis’ a- szepnął mi na ucho Niall cicho chichocząc.
-Stwierdziłeś
to po tych kilku słowach, które wypowiedziała?- zdziwił się Zayn.
-Po
wyglądzie- w tej chwili wszyscy się roześmialiśmy, nasz przyjaciel się jej
przestraszył.
*
Brat
zaprowadził mnie do naszego nowego lokum. Był to niewielki pokoik z balkonem,
łazienką, garderobą i masą mebli. Większą jego część zajmowało wielkie,
dwuosobowe łóżko i jedno mniejsze stojące tuż
obok okna. Po obu stronach łóżek
stały małe szafki noce. Po lewej, tuż przy ścianie znajdowała się małe biurko i
półka z książkami. Przy ścianie między
drzwiami do garderoby, a drzwiami do łazienki stał wielki fotel. Zauważyłam jeszcze karton z zabawkami stojący
tuż przy drzwiach. Pomieszczenie bardzo mi się spodobało.
-Ten
pokój jest cały do waszej dyspozycji- powiedział Louis.- Gdybyś czegoś
potrzebowała tuż naprzeciwko jest sypialnia Harry’ ego, a kilka metrów w prawo,
czyli kolejne drzwi po prawej moja. Tu w pudełku są zabawki dla Sam. Nowiutkie
i nieużywane. Na jej własność.
-Dobrze-
powiedziałam i już miał wychodzić, po czym opamiętałam się i wyszeptałam-
Dziękuję.
Brat
zamarł, ale zaraz oprzytomniał i wyszedł. Powiedziałam to słowo tylko i
wyłącznie z grzeczności. Ciekawe co sobie pomyślał?
*
Louis
zszedł do nas i od razu wyciągnął się na kanapie. Najgorsze było to, że na tej
kanapie byłem ja, więc wylądował na moich plecach.
-Louis,
nie za wygodnie ci?- spytałem, gdyż jego kolano mocno wbijało się w moje udo.
-Nie,
mógłbyś zejść?- chyba nie wyczuł tej jakże minimalnej nutki sarkazmu.
Mimo
swoich słów jednak się podniósł dając mi trochę przestrzeni osobistej. Usiadłem
opierając się o podłokietnik.
-Może
obejrzymy dziś jakiś film?- zawołał Niall, biegnąc z kuchni z całym wiadrem
popcornu.
-Zgoda-
odezwał się Zayn i już miał wcisnąć się pomiędzy mnie, a Louisa, lecz to
miejsce zajął Harry.
-Ej,
ja tu chciałem usiąść- powiedział z wyrzutem Malik i spojrzał na Harry’ ego
morderczym wzrokiem.
-Ty
chciałeś usiąść, ja usiadłem- odpyskował mu Styles.
Zayn
jeszcze coś sobie burczał pod nosem, ale zajął miejsce na fotelu po lewej. Gdy
wszyscy mieliśmy jakieś miejsce przyszła pora na dobór dzisiejszego seansu.
Były spory między rodzajem filmu. Niall wraz z Harrym głosowali na komedię,
Zayn na horror, a ja i Louis na sensację, jednak ostateczny wybór padł na
dramat obyczajowy pod tytułem „Bez mojej zgody”.
-Może
zaprosimy twoje siostry?- spytałem, gdyż niekulturalnie byłoby im tego nie
zaproponować.
Louis
wzruszył tylko ramionami, co uznałem za zgodę. Skierowałem się ku sypialni
dziewczyn. Szybko przebiegłem schody i delikatnie zapukałem do ich drzwi.
-Proszę-
usłyszałem ze środka pomieszczenia.
Wszedłem
do środka. Nina siedziała na łóżku czytając jakąś lekturę. Z tego co zauważyłem
była już mniej więcej w połowie książki. Sam bawiła się pluszowym misiem,
którego wypatrzyłem dla niej w sklepie.
-Pomyśleliśmy
czy może chciałybyście obejrzeć z nami na dole film. Będzie popcorn i cola-
zapytałem Ninę z uśmiechem, którego nie odwzajemniła.
-
Raczej odmówię. Jestem trochę zmęczona, a Sammy zaraz będzie musiała iść spać-
powiedziała głosem wypranym z emocji.
-Nie
ma sprawy. Dobranoc- pożegnałem się po czym wyszedłem z pokoju.
*
Przebrałam
Sammy w jej ulubioną pidżamę z jednorożcem, pomogłam umyć zęby i ułożyłam do
mniejszego łóżka, sama idąc w tym czasie do łazienki.
Przemyłam
chłodną wodą twarz, myśląc o dzisiejszym dniu. Tak wiele się wydarzyło. Brat,
mniejsze kłótnie z nim, nowy dom, One Direction. Czy sytuacja się wreszcie
ustabilizuje i będę mogła żyć normalnie? Czy kiedyś się do niego przekonam, czy
jednak zawsze odczuwalna będzie ta niewidzialna bariera pomiędzy nami? Trudno mi to przyznać, ale
trochę tęsknie za nim, tym prawdziwym „ nim”.
Przebrałam
się szybko w szarą bluzkę z krótkim rękawkiem i pomarańczowe, króciutkie,
dresowe spodenki. Ten komplet robił mi za pidżamę.
Wróciłam
cichutko do pokoju, będąc pewna, że Sam śpi. Ułożyłam się wygodnie na łóżku,
delikatnie okrywając kołdrą. Zatonęłam w przemyśleniach.
Chłopcy
wyglądają na osoby uprzejme i pomocne.
Liam
jest widocznie liderem całej grupy. Czuć bijący od niego autorytet. Wygląda na
dość władczego, ale wydaje się być wspaniałym facetem znającym zasady savoir
vivre’ u. Jest osobą naprawdę kulturalną i grzeczną, co według mnie, jak na
obecne czasy, jest postawą godną podziwu. Myślę też, że należy do osób bardzo
tolerancyjnych i myślących o dobru innych, choć może stwarza tylko takie
pozory? Wiem jedno: zamieniłam z nim może ze dwa zdania, a już wydaje mi się,
że go polubię. To do mnie nie podobne, ale tak jest.
Zayn.
Zayn wydaje się być próżny i zadufany w sobie. Pokazuje to swoją postawą,
nienagannym strojem i fryzurą tworzoną przez co najmniej pół godziny. Wygląda
mi na osobę pustą i egoistyczną, ale tak myślę, że może być po prostu
nieśmiały, nieufny. Widać, że jest skryty i tajemniczy. W porównaniu do reszty
jest inny. Chodzi mi o to, że nie wydaje
się być miłymi słodkim chłopczykiem, marzącym w zamku ze swoją królewną. Myślę,
że chce od życia zabawy, adrenaliny i przygód, że póki co nie martwi się o
przyszłość, nie myśli o kolejnych dniach jakby jego życiowym mottem było „Vivere Momento – Żyj chwilą”. Jeszcze nie wiem co o nim myśleć, nie mam
zdania. Sądzę, że w najbliższych dniach poznam go na tyle, abym mogła go
ocenić.
Z
całego towarzystwa do gustu najbardziej przypadł mi Niall. Ten pogodny, wesoły
chłopak po prostu zaraża swoją radością życia bijącą od niego na kilometr.
Wygląda na takiego, któremu uśmiech nie schodzi z twarzy, a smutek odczuwa
tylko wtedy, gdy nie może się śmiać. Mimo tego, że jest już pełnoletni to
właśnie on najbardziej przypomina mi małe dziecko. Rzadko spotkałam w swoim
życiu osoby, które potrafią być szczęśliwe cały czas, bez powodów, a u niego
właśnie te cechy widać na pierwszy rzut oka. Ten chłopak to po prostu chodząca
zabawa, kończąca się dopiero wtedy gdy zaśnie.
No
i Harry. Ten chłopak nie wydaje się należeć do najmilszych. Zastanawia mnie
jedna rzecz: co mu takiego zrobiłam, że już na wejściu na mnie burczy? Jeszcze
ten jego wyraz twarzy. Patrzył na mnie jakbym była jakimś obrzydliwym, żałosnym
potworem. Widać, że ten facet nie ma za grosz szacunku do kobiet. Tylko czy ja
jestem lepsza? Może i nie, ale on nie miał powodu aby mnie tak traktować.
Odezwał się do mnie zdaniem, a ja już twierdzę, że go nie lubię. To nie za
szybko?
Zdania
o chłopakach sobie jeszcze do końca nie
wyrobiłam, no bo cóż, bo po kilku słowach wymienionych między nami, ciężko jest
zdecydować jacy są. Bądź co bądź, już wiem kogo nie lubię, a kto wydaje mi się
być ciekawym przypadkiem.
Moje
przemyślenia przerwało delikatne szturchanie. Otworzyłam oczy i wytężyłam
wzrok, aby zobaczyć osobę kryjącą się w ciemnościach. Ten ktoś miał szare oczy,
a wzrostem przypominał krasnoludka. Dobrze wiedziałam kto w tej chwili zakłóca
mój spokój.
-Co
się dzieje kruszynko?- spytałam siostrzyczkę jednocześnie podnosząc się do
pozycji siedzącej.
-Ne
mogę spac. Cy mogę te noc spędzić z tobą?- zapytała Sammy patrząc na mnie tym
swoim błagalnym spojrzeniem.
-Wskakuj-
odsunęłam kołdrę z wolnej strony łóżka i pomogłam siostrze się ułożyć.
-Dobranoc-
powiedziała.
-Pchły
na noc- pożegnałam ją.
-Kalaluchy
do poduchy- chichotała.
-A
szczypawki do zabawki- zakończyłam.
Po
chwili odpłynęłam w moją krainę snów.
jeju jakie dłuugie ;D
OdpowiedzUsuńale świetne ;D
fajnie piszesz ;P
Znowu super.!
OdpowiedzUsuńDlaczego Ty tak fajnie piszesz.? Przecież to jest talent. Ja już mogę stwierdzić, że to opowiadanie zasługuje na wersję kinową. I nie mówię tego tak sobie tylko na serio tak uważam. Mam nadzieję, że dziewczyny odnajdą się w nowym domu, w nowej sytuacji...
Czekam na kolejny rozdział.!