We

We
Znalezione na deviantart//found on deviantart

sobota, 8 września 2012

Rozdział 2 „Co ma być to będzie, a tymczasem zrobiłem się głodny.”


Rozdział 2

„Co ma być to będzie, a tymczasem zrobiłem się głodny.”

3 dni po pogrzebie
Dopakowywałam ostatnie już drobiazgi do mojej walizki. Nie spieszyło mi się. Nie chciałam opuszczać tego miejsca, tego miasta. Dlaczego on to robi? Dlaczego nie da mi spokoju?
-Jeszcze w pidżamie? – zapytała Sasha wchodząc do mojego obecnego lokum.- Pospiesz się trochę, twój brat będzie za około godzinę.
- A nie może w ogóle nie przyjeżdżać? – burknęłam.
-Już o tym rozmawiałyśmy. To decyzja sądu, nie moją, chociaż ta pewnie by się w niczym nie różniła- opuściła pomieszczenie, zostawiając mnie tu samą. Samą z problemami.
Wzięłam komplet przygotowany wczoraj. Biała bokserka, na to ciemna bluza z kolorowym napisem ,czarne spodnie z opuszczonym lekko kroczem, czarne Nike. Aby moje włosy nie denerwowały podczas podróży do piekła, upięłam je w wysokiego, solidnego koka. Żeby nikt nie wiedział o moich wyskokach, na blizny po cięciach nałożyłam bransoletki i bandanę. Gotowe.
Usiadłam na łóżku. Zapięłam walizki.  Teraz już tylko czekać.
Poszłam jeszcze do Sammy, aby pomóc jej się wyszykować. Zastałam ją jeszcze śpiącą w swoim łóżeczku. Zebrałam jej wszyściutkie rzeczy i spakowałam do walizek. Na wierzchu zostawiłam tylko wygodne ubrania na drogę i  krzesełko do samochodu.
Potrząsnęłam siostrą, aby ją obudzić. Mała powoli otworzyła swoje zaspane szare oczka i uśmiechnęła się do mnie.
-Cieść- przytuliła się do mnie.
-Hej- powiedziałam mocno ją ściskając.- Mówi się „cześć” przez „cz”. Powtórz.
-Ceść- wysiliła się mała
-Jeszcze raz- rozkazałam, bo Sam nadal to nie wychodziło.
-Cześć- wyrzuciła z siebie w końcu.
-No i przecudnie- dałam małej buziaka w policzek.- Ubieraj się, niedługo wyjeżdżamy.
Uczyłam ją już od dłuższego czasu, aby sama sobie radziła z ubieraniem.  Szło jej to dość sprawnie, choć miała małe problemy z butami, ale trudno jej się dziwić- były sznurowane.
Zebrałyśmy wszystkie rzeczy Sammy i udałyśmy się z nimi do mojego pokoju. Tam postanowiłyśmy czekać na brata.
-Nina, bojem się- zasmuciła się Sam.
-Nie masz czego rybciu, wszystko będzie dobrze- zapewniłam siostrę, choć mnie również zżerał strach.
-A jak będzie tak jak ź mamom?- spojrzała na mnie tymi cudownymi oczętami.
-Nie będzie, a nawet gdyby było, to wiesz przecież, że nie pozwolę cię tknąć prawda?- próbowałam zrobić cokolwiek, aby pocieszyć małą.
-Kocham Cie sioscycko- wtuliła się we mnie chyba najmocniej jak umiała.
Usiadłyśmy na łóżku i po prostu czekałyśmy.
Po ok. pół godzinie do drzwi pokoju zapukał brat.
Louis, wieczny laluś z perfekcyjnie ułożoną fryzurą. Ulubieniec wszystkich. Pupilek nauczycieli, idealny synek mamusi, najgorszy brat na świecie. Za każdym razem gdy ktoś o nim wspomina, co przy tym kim obecnie jest, bywa częste, mdli mnie. Wiele razy próbowałam wyrzucić go ze swojego życia, jednak w dwóch miejscach pozostawał wciąż. Pierwszym była moja pamięć, która jak na złość nie potrafiła go zapomnieć. Drugim było serce, pragnące aby zdarzenia, które w moim wczesnym dzieciństwie wróciły, żeby on wrócił
-Cześć- przywitał się po dłuższej chwili ciszy.
-Dzień dobry- powiedziałam, dość wolno, aby wiedział, że nie mam o nim wysokiego mniemania.
-Cieść-powiedział cichutko Sam.
-Hej, możesz mnie nie kojarzyć- zwrócił się do siostry.-Jestem Louis i jestem twoim bratem.
-Samantha- podała mu rączkę mała.
Uśmiechnął się do niej pogodnie. Odwzajemniła gest.
- Gdzie wasze bagaże?- spytał sucho, jakby od niechcenia.
Wskazałam ręką w kierunku rzeczy. Trochę ich było. Złapał za dwie walizki, ubrał plecak i przez ramię przerzucił torbę. Resztę wzięłam ja.
Wychodząc z budynku pożegnałam się z Sashą. Bez zbędnych wylewności, czy wzruszeń.
Brat pakował właśnie nasze  walizki do dużego, czarnego Land Cruiser’ a, a mi kazał usadzić Sam w jej foteliku, a samej  zająć miejsce na przedzie. Wykonałam polecenie z niemałym ociąganiem, złośliwości nigdy dość.
Gdy tylko usiadłam na przednim miejscu pasażera, on zasiadł za kierownicą i tylko włączył silnik. Nie ruszał.
-Zapnij pasy- powiedział głośno.
-Bo co mi zrobisz? Zostawisz?- prychnęłam.
-Zapinaj się!- krzyknął czerwony ze złości.
-Już, nie bulwersuj się tak. Złość piękności szkodzi- miłe to może nie było, ale po dłuższym namyśle przekonałam się, że nawet takie nie miało być.
*
-O której mają przyjechać?- spytałem Harry ‘ego, gdyż to właśnie jemu zwierzył się Louis.
- Gdzieś koło 20.00- powiedział przyjaciel.
-Czy któryś z was jest głodny lub spragniony?- próbowaliśmy gadać normalnie, ale było to dla nas dość trudne w zaistniałej sytuacji.
-Jeśli możesz to zrób mi herbaty, proszę- powiedział Liam, wertując kolejne strony jakiejś gazety.
Spełniłem jego prośbę. Nalałem wody, włączyłem czajnik i czekałem na bulgotanie. W między czasie wyjąłem dwa kubki i wrzuciłem po torebce herbaty do każdego. Gdy woda wrzała, przelałem ją do naczyń i zaniosłem jeden z kubków Payne’ owi.
-Dziękuję- uśmiechnął się do mnie, wziął napój i odłożył czasopismo. – Chłopcy co się z nami dzieje?
-Co masz na myśli?- na kanapie usiadł Zayn.
-Tą zmianę humorów. Czemu snujemy się po domu niczym duchy, beż życia, bez śmiechu, bez zabawy?- Liam zadał pytanie, które także mi wywiercało dziurę w głowie.
-Jakbyś nie zauważył to Louis jest teraz pomiędzy  załamaniem nerwowym, a wściekłością na świat, bo właśnie wraz z siostrami zmierza do Londynu- powiedział Harry spoczywając na podłodze.
- To znaczy, że mamy być dla któregoś z Tomlinson’ ów nie mili?- zapytał Payne.- A może ta starsza nie jest taka zła?
- Czyli co mamy robić?- odezwałem się, po chwili ciszy.
-Będziemy w stosunku do niej, do niego  i do tej najmłodszej normalni, mili i zobaczymy co z tego wyjdzie- wyjaśnił.
-To nie głupi pomysł- poparł go Zayn, a ja pokiwałem głową na znak, że się zgadzam.
-A ty Harry?- skierował głowę w kierunku Styles’ a. – Może ta starsza jest sympatyczna?
Zero odpowiedzi.
-Może jest inteligentna?- kusił go Liam.
Nadal nic.
-A może jest bardzo łada?- tutaj wygrał.
-Skusiłeś mnie tym „ładna”- zaśmiał się cicho Styles.
Atmosfera się rozluźniła i wszystko działo się jak przed otwarciem koperty przez Lou. Co ma być to będzie, a tymczasem zrobiłem się głodny.
*
Do mojego nowego miejsca zamieszkania pozostało już tylko kilka kilometrów, czyli ok. 10 minut jazdy. Od momentu wyjazdu spod ośrodka nie odezwaliśmy się ani razu. Ani ja, ani on, tylko Sammy co jakiś czas pytała czy jeszcze daleko. Może to i dobrze? W sumie to o czym mieliśmy rozmawiać?
-Jak wiesz mieszkam w domu razem z czwórką moich przyjaciół- zwrócił się do mnie Louis, a ja nie zupełnie rozumiałam o co mu chodzi.
-Tak wiem- odparłam.
-Masz być dla nich miła- rozkazał i zamilknął.
-Postaram się- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Mieszka z nami również nasz ochroniarz, ale jego znasz- zapowiedział.
-John…- niemal wysyczałam to imię.
John Tomlinson, niegdyś doskonały ojciec, przykładny mąż, niedościgniony biznesmen, a teraz ochroniarz mojego brata i jego kumpli. Nie rozmawiałam z nim odkąd skończyłam sześć lat, czyli od momentu, w którym nas zostawił. Odezwał się później oczywiście, zabrał brata, spłodził Sam i nas zostawił. Matka odebrała mu potem prawa rodzicielskie i od tamtego czasu jest dla mnie nikim, zerem. Jeśli Louis myśli, że będę go traktować jak ojca, to się grubo myli.  John’ a już nie zaliczam do rodziny, jest co najwyżej osobą którą znam, albo raczej której znać nie chcę. W skrócie John Tomlinson, czyli już nie mój ojciec.
-To twój ojciec- powiedział stanowczo mój brat.
-Od dawna nim nie jest, może nigdy nie był- oparłam głowę o szybę i obserwowałam pośpiech tego miasta.
-Nawet tak nie mów- tak zakończyliśmy tą naszą jakże przyjemną konwersację.
Po ok. 5 minutach samochód zatrzymał się pod wielkim, białym domem, otoczonym przez ogród.
-Chodź, musisz wszystkich poznać- uśmiechnął się do mnie sztucznie brat, po czym wziął wszystkie walizki i ruszył w stronę drzwi. Mi pozostała do zabrania tylko podręczna torebka.
Powoli wysiadłam z pojazdu i udałam się wraz z Sam za bratem.
-Choć młoda, poznamy naszą nową rodzinkę- wzięłam siostrę na ręce i ruszyłam w kierunku budynku.
A więc Nino, witaj w Londynie!
*
Usłyszałem trzaskanie drzwi na ulicy. Prędko pobiegłem do okna. Ujrzałem tam znanego mi już Land Cruiser’ a. 
-Chłopcy,  pan marchewka wrócił- krzyknąłem uradowani i pobiegłem w stronę wejścia z zamiarem otworzenia drzwi.
Niestety Louis był szybszy i sam to zrobił, dlatego mi nie pozostało nic innego jak uwiesić mu się na szyi.
-Harry rozumiemy, że się stęskniłeś za Tommo, ale my też byśmy chcieli się z nim przywitać- uśmiechnął się do mnie Liam.
Po wymianie uścisków z Lou, nadszedł czas na poznanie jego siostrzyczek.
-A więc… Nina, Sam  to chłopcy, chłopcy to Nina- przedstawił nam dziewczynę, która właśnie wysunęła się zza jego pleców.
*
Zaparło mi dech w piersiach, ta dziewczyna była przepiękna. Długie ciemne włosy opadające na ramiona otaczały jej cudną twarz. Równie ciemne były jej brązowe oczy, w obecnym momencie tak spokojne z nutką zaciekawienia. Nos prosty, lekko zadarty w górę nadawał jej szalenie młodzieńczego wyglądu. Usta, piękne, pełne, malinowe usta obecnie bez żadnego wyrazu. Zgrabna i wysportowana sylwetka oznaczała, że lubi sport, choć nie jestem pewien jakiego rodzaju . Ubrana w ciemny zestaw, nieco w stylu tzw. „Gangsta”. Wyglądała trochę groźnie, dlatego myślę, że któryś z chłopaków , właściwie to myślę o Niallu, się jej przestraszył. Nie wygląda na grzeczną, miłą i delikatną dziewczynkę. O nie!
Jej siostra była równie cudowna. Mała, urocza czterolatka o prostych, brązowych włosach i szarych, olbrzymich oczkach. Na twarzy miała wypisany niepokój, który został zdradzony wyłącznie przez  grymas na jej małych, różowych usteczkach. Była drobniutka i niziutka, ale jakże prześliczna. Trzymała się kurczowo swojej siostry i tylko spoglądała na nas niepewnie. Mimo iż za dziećmi nie przepadam, to w niej było coś takiego, że nie sposób było się nie zakochać.
-Jestem Liam i jestem kimś w rodzaju niańki tej bandy- nasz gentelman oczywiście musiał przywitać się jak należy i grzecznie podał dziewczynie dłoń, po czym odsunął się do Louisa. – Chłopcy, raczycie się przedstawić damom?
-Nazywam się Niall i lubię dużo jeść- w myślach dodałem „bardzo, bardzo dużo jeść”.
Gdy blondyn się odsunął przyszła moja kolej na powitanie kolejnych Tomlinson’ ów w domu.
-Zayn- uśmiechnąłem się nieznacznie. – Będziecie mnie kojarzyć jako…
-Tego co siedzi w łazience ponad pół godziny…- dopowiedzieli Niall i Harry.
Myślałem, że spalę się tam ze wstydu. Pewnie wezmą mnie teraz za jakiegoś półidiotę co tylko by włosy poprawiał. Ale czy ja nim nie jestem?
Nadeszła kolej Harry’ ego. Chłopak wyglądał na niezbyt zadowolonego z przybycia do domu panien Tomlinson.
-Jestem Harry, wyróżniam się lokami- rzekł bez entuzjazmu Styles, po czym poczłapał do Louisa.
*
-Miło poznać- powiedziała moja siostra, gdy wszyscy już się przedstawili. Te dwa słowa, w uszach każdego zabrzmiały by mile, ale ja wyczułem ten cień sarkazmu, który je spowijał niczym mgła.
-Jestem Samantha- uśmiechnęła się młoda i podeszła do każdego z chłopaków, aby podać im dłoń.
-Pokażę wam wasz pokój- rzuciłem oschle i ruszyłem ku sypialniom na piętrze.
- Będziecie miały wspólny, o ile wam to nie przeszkadza. Zabrakło nam pomieszczeń- dopowiedział Payne. Czy on zawsze musi być taki grzeczny i uprzejmy?
*
-Co o niej sądzicie?- spytałem, gdy zniknęli za rogiem.
-Ładna jest- odezwał się Zayn.
-Potwierdzam i myślę też, że nie wygląda na taką złą do szpiku kości, jak to elokwentnie określił Lou- zaśmiał się Niall.
-Zgadzam się waszymi opiniami, zgadując, że mówicie o Ninie  A ty Harry, co o niej myślisz?- spytałem go, gdyż zdziwiło mnie to, że w ogóle się nie odezwał, a zwykle to on pierwszy oceniał kobiety.
-Wygląda na zarozumiałą i wredną- wyrzucił z siebie Styles.
-Jest zazdrosny o Louis’ a- szepnął mi na ucho Niall cicho chichocząc.
-Stwierdziłeś to po tych kilku słowach, które wypowiedziała?- zdziwił się Zayn.
-Po wyglądzie- w tej chwili wszyscy się roześmialiśmy, nasz przyjaciel się jej przestraszył.
*
Brat zaprowadził mnie do naszego nowego lokum. Był to niewielki pokoik z balkonem, łazienką, garderobą i masą mebli. Większą jego część zajmowało wielkie, dwuosobowe łóżko i jedno mniejsze stojące tuż  obok okna.  Po obu stronach łóżek stały małe szafki noce. Po lewej, tuż przy ścianie znajdowała się małe biurko i półka z książkami.  Przy ścianie między drzwiami do garderoby, a drzwiami do łazienki stał wielki fotel.  Zauważyłam jeszcze karton z zabawkami stojący tuż przy drzwiach. Pomieszczenie bardzo mi się spodobało.
-Ten pokój jest cały do waszej dyspozycji- powiedział Louis.- Gdybyś czegoś potrzebowała tuż naprzeciwko jest sypialnia Harry’ ego, a kilka metrów w prawo, czyli kolejne drzwi po prawej moja. Tu w pudełku są zabawki dla Sam. Nowiutkie i nieużywane. Na jej własność.
-Dobrze- powiedziałam i już miał wychodzić, po czym opamiętałam się i wyszeptałam- Dziękuję.
Brat zamarł, ale zaraz oprzytomniał i wyszedł. Powiedziałam to słowo tylko i wyłącznie z grzeczności. Ciekawe co sobie pomyślał?
*
Louis zszedł do nas i od razu wyciągnął się na kanapie. Najgorsze było to, że na tej kanapie byłem ja, więc wylądował na moich plecach.
-Louis, nie za wygodnie ci?- spytałem, gdyż jego kolano mocno wbijało się w moje udo.
-Nie, mógłbyś zejść?- chyba nie wyczuł tej jakże minimalnej nutki sarkazmu.
Mimo swoich słów jednak się podniósł dając mi trochę przestrzeni osobistej. Usiadłem opierając się o podłokietnik.
-Może obejrzymy dziś jakiś film?- zawołał Niall, biegnąc z kuchni z całym wiadrem popcornu.
-Zgoda- odezwał się Zayn i już miał wcisnąć się pomiędzy mnie, a Louisa, lecz to miejsce zajął Harry.
-Ej, ja tu chciałem usiąść- powiedział z wyrzutem Malik i spojrzał na Harry’ ego morderczym wzrokiem.
-Ty chciałeś usiąść, ja usiadłem- odpyskował mu Styles.
Zayn jeszcze coś sobie burczał pod nosem, ale zajął miejsce na fotelu po lewej. Gdy wszyscy mieliśmy jakieś miejsce przyszła pora na dobór dzisiejszego seansu. Były spory między rodzajem filmu. Niall wraz z Harrym głosowali na komedię, Zayn na horror, a ja i Louis na sensację, jednak ostateczny wybór padł na dramat obyczajowy pod tytułem „Bez mojej zgody”.
-Może zaprosimy twoje siostry?- spytałem, gdyż niekulturalnie byłoby im tego nie zaproponować.
Louis wzruszył tylko ramionami, co uznałem za zgodę. Skierowałem się ku sypialni dziewczyn. Szybko przebiegłem schody i delikatnie zapukałem do ich drzwi.
-Proszę- usłyszałem ze środka pomieszczenia.
Wszedłem do środka. Nina siedziała na łóżku czytając jakąś lekturę. Z tego co zauważyłem była już mniej więcej w połowie książki. Sam bawiła się pluszowym misiem, którego wypatrzyłem dla niej w sklepie.
-Pomyśleliśmy czy może chciałybyście obejrzeć z nami na dole film. Będzie popcorn i cola- zapytałem Ninę z uśmiechem, którego nie odwzajemniła.
- Raczej odmówię. Jestem trochę zmęczona, a Sammy zaraz będzie musiała iść spać- powiedziała głosem wypranym z emocji.
-Nie ma sprawy. Dobranoc- pożegnałem się po czym wyszedłem z pokoju.
*
Przebrałam Sammy w jej ulubioną pidżamę z jednorożcem, pomogłam umyć zęby i ułożyłam do mniejszego łóżka, sama idąc w tym czasie do łazienki.
Przemyłam chłodną wodą twarz, myśląc o dzisiejszym dniu. Tak wiele się wydarzyło. Brat, mniejsze kłótnie z nim, nowy dom, One Direction. Czy sytuacja się wreszcie ustabilizuje i będę mogła żyć normalnie? Czy kiedyś się do niego przekonam, czy jednak zawsze odczuwalna będzie ta niewidzialna bariera  pomiędzy nami? Trudno mi to przyznać, ale trochę tęsknie za nim, tym prawdziwym „ nim”.
Przebrałam się szybko w szarą bluzkę z krótkim rękawkiem i pomarańczowe, króciutkie, dresowe spodenki. Ten komplet robił mi za pidżamę.
Wróciłam cichutko do pokoju, będąc pewna, że Sam śpi. Ułożyłam się wygodnie na łóżku, delikatnie okrywając kołdrą. Zatonęłam w przemyśleniach.
Chłopcy wyglądają na osoby uprzejme i pomocne.
Liam jest widocznie liderem całej grupy. Czuć bijący od niego autorytet. Wygląda na dość władczego, ale wydaje się być wspaniałym facetem znającym zasady savoir vivre’ u. Jest osobą naprawdę kulturalną i grzeczną, co według mnie, jak na obecne czasy, jest postawą godną podziwu. Myślę też, że należy do osób bardzo tolerancyjnych i myślących o dobru innych, choć może stwarza tylko takie pozory? Wiem jedno: zamieniłam z nim może ze dwa zdania, a już wydaje mi się, że go polubię. To do mnie nie podobne, ale tak jest.
Zayn. Zayn wydaje się być próżny i zadufany w sobie. Pokazuje to swoją postawą, nienagannym strojem i fryzurą tworzoną przez co najmniej pół godziny. Wygląda mi na osobę pustą i egoistyczną, ale tak myślę, że może być po prostu nieśmiały, nieufny. Widać, że jest skryty i tajemniczy. W porównaniu do reszty jest inny. Chodzi mi o to, że  nie wydaje się być miłymi słodkim chłopczykiem, marzącym w zamku ze swoją królewną. Myślę, że chce od życia zabawy, adrenaliny i przygód, że póki co nie martwi się o przyszłość, nie myśli o kolejnych dniach jakby jego życiowym mottem było „Vivere Momento – Żyj chwilą”. Jeszcze nie wiem co o nim myśleć, nie mam zdania. Sądzę, że w najbliższych dniach poznam go na tyle, abym mogła go ocenić.
Z całego towarzystwa do gustu najbardziej przypadł mi Niall. Ten pogodny, wesoły chłopak po prostu zaraża swoją radością życia bijącą od niego na kilometr. Wygląda na takiego, któremu uśmiech nie schodzi z twarzy, a smutek odczuwa tylko wtedy, gdy nie może się śmiać. Mimo tego, że jest już pełnoletni to właśnie on najbardziej przypomina mi małe dziecko. Rzadko spotkałam w swoim życiu osoby, które potrafią być szczęśliwe cały czas, bez powodów, a u niego właśnie te cechy widać na pierwszy rzut oka. Ten chłopak to po prostu chodząca zabawa, kończąca się dopiero wtedy gdy zaśnie.
No i Harry. Ten chłopak nie wydaje się należeć do najmilszych. Zastanawia mnie jedna rzecz: co mu takiego zrobiłam, że już na wejściu na mnie burczy? Jeszcze ten jego wyraz twarzy. Patrzył na mnie jakbym była jakimś obrzydliwym, żałosnym potworem. Widać, że ten facet nie ma za grosz szacunku do kobiet. Tylko czy ja jestem lepsza? Może i nie, ale on nie miał powodu aby mnie tak traktować. Odezwał się do mnie zdaniem, a ja już twierdzę, że go nie lubię. To nie za szybko?
Zdania o chłopakach sobie jeszcze do końca  nie wyrobiłam, no bo cóż, bo po kilku słowach wymienionych między nami, ciężko jest zdecydować jacy są. Bądź co bądź, już wiem kogo nie lubię, a kto wydaje mi się być ciekawym przypadkiem.
Moje przemyślenia przerwało delikatne szturchanie. Otworzyłam oczy i wytężyłam wzrok, aby zobaczyć osobę kryjącą się w ciemnościach. Ten ktoś miał szare oczy, a wzrostem przypominał krasnoludka. Dobrze wiedziałam kto w tej chwili zakłóca mój spokój.
-Co się dzieje kruszynko?- spytałam siostrzyczkę jednocześnie podnosząc się do pozycji siedzącej.
-Ne mogę spac. Cy mogę te noc spędzić z tobą?- zapytała Sammy patrząc na mnie tym swoim błagalnym spojrzeniem.
-Wskakuj- odsunęłam kołdrę z wolnej strony łóżka i pomogłam siostrze się ułożyć.
-Dobranoc- powiedziała.
-Pchły na noc- pożegnałam ją.
-Kalaluchy do poduchy- chichotała.
-A szczypawki do zabawki- zakończyłam.
Po chwili odpłynęłam w moją krainę snów.

2 komentarze:

  1. jeju jakie dłuugie ;D
    ale świetne ;D
    fajnie piszesz ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Znowu super.!
    Dlaczego Ty tak fajnie piszesz.? Przecież to jest talent. Ja już mogę stwierdzić, że to opowiadanie zasługuje na wersję kinową. I nie mówię tego tak sobie tylko na serio tak uważam. Mam nadzieję, że dziewczyny odnajdą się w nowym domu, w nowej sytuacji...
    Czekam na kolejny rozdział.!

    OdpowiedzUsuń