We

We
Znalezione na deviantart//found on deviantart

niedziela, 2 września 2012

Rozdział 1 „Zacznę moje życie od nowa, od samego początku”


Rozdział 1

„Zacznę moje życie od nowa, od samego początku”
4  lata wcześniej
-Nie wyjeżdżaj, nie zostawiaj mnie tu z nią!- błagam, żeby mnie zabrał, aby się mną zaopiekował.
-Będę dzwonić, poproszę tatę i też z nami zamieszkasz. Wrócę po ciebie, obiecuję- obejmuje mnie na pożegnanie, wsiada do taksówki i jedzie w nowe, lepsze życie.
„Będę czekać braciszku, wiem, że mnie zabierzesz, przecież jesteśmy rodzeństwem, przyjaciółmi.”
-Wracaj do domu gówniaro, już!- wrzasnęła i po raz pierwszy się na mnie zamachnęła.
3 lata wcześniej
Ostatni raz to zrobiła, ostatni raz pozwoliłam podnieść jej na mnie dłoń. Boli. Mam dość, dość tego życia, tego świata. Który to już raz, nie ma już dość? Dlaczego na swój cel postawiła zmienienie mojego życia w piekło, dlaczego nie może mnie pokochać? Po co tu jestem? Aby zarabiać na jej kolejne używki? Aby stwarzać pozory dobrego domu? Równie dobrze mogłaby mnie nie mieć, co by to zmieniało.
2 tygodnie temu
Biorę do ręki srebrne ostrze. Jego powierzchnia jak zawsze błyszczy chłodnym, metalicznym błyskiem, które tyle razy już mi towarzyszyło. Zawsze z tym samym skutkiem. Biorę zamach. Z rany sączy się ciepła, czerwona substancja, tak ważna w życiu człowieka. Podłoga przybiera odcień szkarłatu, przed oczami mam pierwsze mroczki. Ten stan, ile już go razy zaznałam, nie zliczę. Przecinam skórę po raz drugi, tym razem na drugim nadgarstku. Tryska  krew, nic już nie widzę. Żaden bodziec już do mnie nie dociera, nie czuję nic. Popadam w błogostan. Czy po raz pierwszy ma mi się udać? Czy naprawdę już nie powrócę?
Oślepia mnie łuna jasnego światła. Otwieram oczy widzę salę szpitalną, słyszę pikanie maszyn. Nadgarstki owinięte mam bandażem. Czyli znowu nie wyszło?
Obecnie
Szłam powoli ulicą, zastanawiając się co zastanę w mieszkaniu. Czy znajdę ją odurzoną do  nieprzytomności, czy może napadającą na mnie w ataku furii. Przy ludziach znana jako szanowana pani doktor, lecz ja jej tak nie widziałam. Była urzeczywistnieniem najprawdziwszych koszmarów, matki znanej z dramatów obyczajowych, puszczanych w telewizji tak często.  Może użyła jednak czegoś innego? Może tym razem zaprosiła znajomych i razem z nimi popijała napój, który tak strasznie wyniszczał jej organizm, zabijał wątrobę. Mogłam się spodziewać po niej wszystkiego, nawet kolejnego gacha w jej łóżku. Tak strasznie miałam jej dość.
Bałam się. Bałam się, ale nie o nią, nie o siebie. Bałam się o coś, a raczej kogoś cenniejszego. Bałam się o Sammy. Jest taka malutka, taka drobniutka, że wydawałoby się, że najmniejszy podmuch by mógł mi ją zabrać. To ona, moja malutka siostrzyczka jest jedynym powodem mojego prawdziwego uśmiechu, tylko ona się dla mnie liczy.
Weszłam do domu, domu, który powinnam kojarzyć z najmilszymi wspomnieniami, domu, do którego pragnęłam wracać, domu, w którym ktoś mnie chciał. Tego domem nazwać nie mogę, to jest tylko budynek, zwykłe okrycie. Bez atmosfery rodziny jest niczym.
Przeszłam przez drzwi, skierowałam się do jej sypialni, chcąc sprawdzić jej stan. Czy chociaż jest przytomna? Czy niczego nie zrobiła małej?
Weszłam do pokoju, leżała na łóżku, w dokładnie tej samej pozycji co rano. Podeszłam do niej, szarpnęłam za ramię, aby obudzić. Nie zareagowała. Dotknęłam jej dłoni, była zimna niczym lód. Jaj klatka się nie poruszała. Przyłożyłam  dwa palce do jej szyi. Sprawdziłam puls. Jej serce stanęło. Już nie żyła. Wzięłam telefon, zadzwoniłam po karetkę, ale w zasadzie to po co jej. Nikt i nic nie wróci jej życia. Wreszcie odetchnęłam z ulgą. Nareszcie koniec.
*
Siedziałem na fotelu, czytałem książkę. Lecz nie dane było mi jej skończyć. Na kanapie obok mnie usiadł Harry i wyrwał otwartą lekturę z mojej dłonie. Po tym jak wczoraj zaszalał nadal trzymał go w swoich objęciach, jego najczęściej spotykany przyjaciel –kac. Jest taki młody, a już niszczy swoje zdrowie. Czemu on to robi? Dla frajdy? Dla szpanu? Powinienem go mocniej pilnować, pilnować jak pilnuje się rodzeństwa.
-Louis, list do ciebie- do salonu wszedł Liam i podał mi kopertę.
Zaadresowana była do mnie i do ojca. Szybko zawołałem tatę,  po czym zacząłem rozdzierać papier. Na eleganckiej karcie widniały słowa: „ Najszczersze kondolencje z powodu straty Meredith Tomlinson…”.
-Tak mi przykro- otulił mnie swym ramieniem Liam i zebrał chłopaków.
Nie wiedziałem czy płakać. Nie wiedziałem czy się cieszyć. Nienawidziłem matki z całego serca. Tyle złego wyrządziła mi i mojej siostrze. Ale to w końcu matka.
Teraz, gdy jej jedyny opiekun prawny nie żyje, siostry trafiły pewnie do jakiegoś ośrodka, a później przeniosą je pewnie do domu dziecka. Jak one się musi czuć? Co ja im zrobiłem? Obiecywałem, obiecywałem, że je stamtąd zabiorę. Nie dotrzymałem słowa, oszukałem ją. Teraz jest za późno, aby to naprawić, i tak mi nie wybaczą, nie po tym wszystkim. Szczególnie Nina musi czuć się źle. To ona na pewno opiekowała się Sammy, gdy ich, to znaczy nasza matka zaliczała kolejne meliny.  Co mogę zrobić, nie rozmawiałem z nią od czasu wyjazdu, nienawidzi mnie. Ojciec nie może jej przygarnąć, musiałaby się zgodzić, a tego w życiu nie zrobi. Naszła mnie myśl: „ Jestem pełnoletni, dużo zarabiam, mogę zapewnić im opiekę. Adoptuję je, nie będą musiała dać zgody, bo sąd uzna, że to dla ich dobra.” Tylko co zrobię z faktem, ze nie umiemy ze sobą porozmawiać. Nina nadal ma mi za złe, że ją zostawiłem, to się nie zmieni. Jest na mnie wściekła. W sumie, nawet jak razem mieszkaliśmy, to za sobą nie przepadaliśmy. Życzyłem jej wtedy najgorszego. Była wredna, złośliwa i pyskata.  Jak ją adoptuję ten diabeł wcielony jeszcze wydrapie mi serce, gdy nie będę patrzeć. Co z nim zrobi nie wiem, ale poproszę kogoś, aby w momencie, gdy się na mnie zamachnie, wrzucił ją pod pociąg, to chyba najlepsze rozwiązanie. Takiego rodzeństwa nie życzę nikomu. Chociaż jednak to moja siostra… Największemu wrogowi nie kazałbym żyć  takim miejscu jak Dom Dziecka. To trudny orzech do zgryzienia, ale w końcu rodziców mamy wspólnych, a więc i pokrewieństwo. Jestem jej bratem, nie zrobię jej tej krzywdy ( choć nie mówię, że momentami bym nie chciał), aż tak okropny nie jestem. Chyba…

*
5 lipca 2012, przełomowa data w moim życiu. To dziś po raz ostatni ją zobaczę, po raz ostatni, będę musiała udawać, że mi na niej zależy, ostatni raz. W dzień jej trzydziestych dziewiątych urodzin.
 Zjawiło się tyle ludzi. Współpracownicy, sąsiedzi, rodzina. Wszyscy tu są. Nawet ON i ojciec przyszli. Teraz, gdy ona już nie żyje, nagle sobie przypomnieli.
Mała trzyma mnie za rękę przerażona nową sytuacją. Nie była z matką jakoś szczególnie związana, ale w końcu to jeszcze dziecko i przeraża ją zjawisko śmierci. Nie do końca chyba je rozumie. Myśli zapewne, że matka zaraz wstanie i na nią na krzyczy, za to, że nie pozwala jej spać.
Przychodzi ksiądz, prowadzi mszę. Opowiada o niej tak piękne rzeczy, które miały miejsce, ale tylko i wyłącznie w przychodni. Mówił, że była cudowną matką, kochającą żoną i wspaniałą przyjaciółką. Chciałabym, aby to było prawdą. Chciałabym mieć kiedyś normalną rodzinę, chciałabym dom, dom, do którego mogłabym wrócić bez obaw,  że ktoś mnie uderzy. Dlaczego nikt  mi nigdy nie pomógł, czemu pozwalają by ksiądz kłamał. Gdyby tylko znał prawdę…
Obserwuję trumnę. Obserwuję kobietę leżącą w niej. Obserwuję osobę, która dopiero teraz uwolniła się od uzależnień. Obserwuję powód moich największych cierpień, koszmarów, trosk. Opiekowała się mną tylko przy ludziach, aby nikt nie zauważył kim się stała. Potrzebowała mnie, aby stwarzać pozory normalności. Ojciec tego nie wytrzymał i gdy miałam 5 lat zostawił nas. Osiem lat później zabrał mi moje jedyne oparcie- brata. Przez kolejne lata musiałam sama sobie z nią radzić, wytrzymywać, żyć. Czy to było proste? Nie. Czy bolesne? Potwornie. Czy moja praca została jakoś nagrodzona? Nie! Więc dlaczego to robiłam? Dlaczego nie uciekłam i nie spróbowałam żyć na własną rękę? Dlaczego? Bo mam niepełne siedemnaście lat. Tylko dwie rzeczy mnie przy niej trzymały- wiek, gdyż jako osoba niepełnoletnia, posiadająca jednego opiekuna prawnego nie mogłam się jeszcze wyprowadzić oraz Sammy, mała, słodka Sammy. Ucieleśnienie prawdziwej radości i pogody ducha. Moja mała siostrzyczka.
Spojrzałam na Louis’ a jeszcze raz. Wyglądał na przygnębionego, tylko czym? No tak przecież synek idealny musi ukazać choćby pozory smutku. Zawsze był lepszy, zawsze ważniejszy. Tylko co ja takiego zrobiłam, że nie zasłużyłam na takie życie jak on? Zawsze słuchałam rodziców? Byłam grzeczną uczennicą? Zarabiałam na siebie?
Kazali mi podejść do grobu i wrzucić na wieko jej trumny różę, jedyny i ostatni prezent jaki dostała na urodziny. Msza  żałobna skończyła się, musimy wracać do ośrodka.  Odczekać tam niecałe dwa lata i jestem wolna, naprawdę wolna. Wywalczę prawa nad Samanthą i razem damy sobie radę.  Zacznę moje życie od nowa, od samego początku.
Jechaliśmy obszerną drogą, okrążającą stary, dębowy las znajdujący się tuż przy moim starym domu. Uwielbiałam uciekać w to miejsce. Po każdej sprzeczce trafiałam właśnie tu. Jak poszło się głęboko w las, można było dotrzeć do małego jeziorka. Nad jego taflą zawszę unosiła się mgła, ukazywała jego tajemniczą stronę. Wokoło zarośnięte było mchami, liliami i tatarakami. Nieuważny mógłby zrobić krok za dużo i zniknąć pod jego powierzchnią. Nieraz zanurzałam się w nim na całe godziny. Schodziłam pod wodę i wsłuchiwałam się w jej szum. Działało to na mnie jak środki uspokajające. Od zawsze lubiłam pływać, to pomagało mi się relaksować.
-Nino, Sam mamy wam do przekazania ważną wiadomość- usłyszałam głos mojej opiekunki Sashy.
-Słucham- burknęłam w odpowiedzi.
-Otóż za kilka dni przenosicie się do Londynu…- mówiła, a ja nie rozumiałam o co jej chodzi. Dopiero co zamieszkałyśmy w ośrodku.
-Po co?- przerwałam jej niezbyt grzecznie.
Wzięła głęboki wdech, aby na mnie nie krzyknąć.
-Zostałyście adoptowane, sąd wyraził zgodę, macie nowy dom- wyjaśniła.
Nowy dom. Tak prawdziwy dom? Ktoś zechciał nas zabrać, kto?
-Teraz spokojnie- powiedziała cicho.- Waszym nowym opiekunem prawnym jest niejaki Louis Tomlinson, czyli wasz brat.
Samantha pisnęła na wieść, że nie będzie musiała zostać w ośrodku, ale gdy dowiedziała się kto ją stamtąd uwalnia, nieco zrzedła jej mina. Czyżby też żywiła niechęć do niego?
Teraz nagle przypomniał sobie, że ma siostry? Zostawił mnie cztery lat temu, gdy mała była jeszcze w brzuchu matki.. Ojciec zabrał jego, nie mnie. Teraz chce to naprawić? Czy jest aż takim idiotą? Nie chcę go znać. Czekałam cały czas, aż wróci, przeliczyłam się. Nigdy mnie nawet nie odwiedził, jakby zapomniał, że żyję, że istnieję. To, że zyskał sławę nie znaczy, że zyska też mnie. Skazał mnie na życie z matką, nie wybaczę mu tego nigdy. Chciałam, zawsze chciałam, aby wrócił. Godzinami stałam przed drzwiami marząc, by nagle wybiegł zza zakrętu, przytulił mnie, jak zawsze i zabrał od tej kobiety. Przeliczyłam się…
Moje marzenia o domu legły w gruzach.
*
Louis wrócił z pogrzebu całkowicie przybity. Nic do niego nie docierało, był załamany. Nie wiem czemu, ale nie sądzę żeby chodziło tu o śmierć matki. To było coś znacznie trudniejszego. To wymagało od niego podjęcia decyzji.
-Mam dla was wiadomość chłopcy- po raz pierwszy się odezwał. Położyłem mu rękę na ramieniu, aby mu pomóc, wesprzeć go. Był strasznie spięty, nigdy go takiego nie widziałem.- Za kilka dni wprowadzą się tu moje siostry.
-To mamy się cieszyć, czy rozpaczać?- zażartował Niall. Liam posłał mu wymowne spojrzenie, wiedział że Louis nie jest w nastroju do żartów.
Tomlinson ruszył w stronę kuchni, pobiegłem za nim.
-Ona mnie nienawidzi- rozpłakał się Louis.- Złamałem obietnicę.
-Lou,  cicho, na pewno nie jest tak źle.- Przytuliłem chłopaka, a ten rozpłakał się mocniej.
-Harry jest, jest aż tak źle- co się pomiędzy tą dwójką wydarzyło?

                                                                                            
Rozdział pierwszy- najnudniejszy. Zapraszam do komentowania 

1 komentarz:

  1. Dlaczego najnudniejszy?! Mnie się bardzo podoba, chyba aż za bardzo, bo się popłakałam. Jestem zbyt wrażliwa na takie rzeczy, ale i tak będę czytać Twoje opowiadanie z wielką chęcią. Będę komentować regularnie :P
    Pozdrawiam.!

    OdpowiedzUsuń