Rozdział 4
„To jakiś paradoks.”
Czy
naprawdę tak trudno jest obdarzyć choćby
szacunkiem osobę, która zawsze była dla ciebie tak ważna, na którą tyle
czekałeś? W moim przypadku najtrudniej jest ponownie zaufać.
Siedziałam
sama w pokoju, rozmyślając o tym, że moje życie diametralnie się zmieniło. Inne
miasto, inni ludzie, inny świat. Czy dam sobie radę? Czy się tu zaaklimatyzuję?
*
To
już trzeci dzień, odkąd przyjechała do nas „ Panna Nina”. Od dnia, w którym
razem z siostrą przyjechała do nas, nie zamieniliśmy z nią ani słowa. Cały czas
siedzi u siebie w pokoju. Jak do niej zaglądam, a robię to co jakiś czas by
sprawdzić czy żyje, to albo czyta, albo korzysta z komputera, albo
najzwyczajniej w świecie słucha muzyki. Czasem zastanawia mnie czy jej się to,
aby przypadkiem nie nudzi.
Może
i z nią nie rozmawiamy, za to jej siostra to ma dopiero dobrze. Opiekuje się
nią czwórka sławnych chłopaków. Czemu czwórka, bo piąty, czyli Harry, zawsze
znajduje sobie jakąś wymówkę. To, że głowa go boli, to, że jest zmęczony, to,
że młoda lepiej bawi się z którymś z nas. Jemu najmniej spodobała się
perspektywa dzielenia domu z kimś z rodziny Lou.
Usiadłem
na podłodze, zgarnąłem z blatu stolika pilot od telewizora i włączyłem pierwszy
lepszy program. Z moim szczęściem trafiłem na wiadomości.
-Hej
Liam, masz pomysł co możemy dziś robić?- spytał ni z tego ni z owego Niall.
-Możemy
oprowadzić siostry Louis ’a po mieście- zaproponowałem i oberwałem morderczym
spojrzeniem od Harry’ ego.
-Zgoda-
odpowiedziała trójka.
-Pomysł
mi się podoba, ale czy to starsze możemy po drodze zgubić?- zażartował z pozoru
niewinnie Lou, ale kto go tam wie.
-Nie
Louis, nie możemy- powiedziałem tonem znudzonego rodzica.
-Niech
ci będzie- opadł na fotel krzyżując ręce na klacie.
*
Znudzony
ruszyłem schodami i zapukałem do pierwszych drzwi po prawej. Nie otrzymałem
przyzwolenia na wejście, ale nie przeszkodziło mi to w dostaniu się do pokoju.
Nina
siedziała na łóżku zapisując coś w jakimś zeszycie. Nie zwróciła na mnie
najmniejszej uwagi, nie przerywała pisania. Chciałem sprawdzić co kryje się w
notatniku, jednak chcąc nie chcąc, nie mogłem tego zrobić. To nie w moim stylu.
Choć w sumie? Ostatnimi czasy i tak
zachowuję się jak nie ja, więc co mi za różnica, kiedyś tam zajrzę.
-Hej
mała, co porabiasz?- zwróciłem się do Sammy.
-Bawiem
siem misiem- powiedziała dziewczynka, po czym się do mnie przytuliła.-
Dziekujem za te zabawki.
-Nie
ma sprawy kochana. Dla ciebie wszystko- cmoknąłem siostrzyczkę w czoło.
Maleńka
zaśmiała się i powróciła do zabawy z Przytulanką. To był taki rozkoszny widok.
Co jak co, ale lubię małe dzieci. Są cudownymi istotkami, które aż zarażają
pozytywną energią. Też bym tak chciał, móc robić co mi się chce śmiejąc z
głupich wymysłów dorosłych. Ach, gdyby Piotruś Pan istniał naprawdę. Zabrałby
mnie daleko, daleko do Nibylandii. Nie musiałbym się o nic martwić, o nikogo
troszczyć. Nie dorósłbym. Pozostałbym wiecznym dzieckiem.
-Zbierajcie
się, idziemy na wycieczkę- zapowiedziałem i nie czekając na reakcję z ich
strony, opuściłem pomieszczenie.
*
Co
on znów wymyślił, wycieczkę?!
Ja
nigdzie wyjść nie mogę, siedzę zamknięta w pokoju jak więzień, a on sobie
wycieczki organizuje?! Ja protestuję, ale chyba mam prawo do jakiejkolwiek
wolności. Mam prawie siedemnaście lat, a nawet na chwilę z chaty się wyrwać nie
mogę. To jakiś paradoks.
*
Skierowaliśmy
się ku busowi stojącemu naprzeciwko naszego domu. Już mieliśmy wsiadać, gdy
nagle Nina wydała z siebie dźwięk zdziwienia. Nie było to zdziwienie typu: „O
matko, ale mnie zaskoczyliście”, tylko bardziej w stylu „I my naprawdę mamy tym
jechać?!”. Takie kpiarskie zdziwienie.
-O
co chodzi kochana siostrzyczko- odezwał się Louis słodkim tonem, który
przyprawiał mnie o dreszcze.- Coś ci nie pasuje?
-Skądże,
jest wspaniale- odpowiedziała mu pięknym za nadobne.
Wsiedliśmy
do busa. Niall długo prosił Ninę o to czy może usiąść z małą Sam. Dziewczyna
niechętnie, ale zgodziła się. Zaproponowałem jej aby przysiadła się do mnie, a
ta, co mnie zdziwiło, zgodziła się. Zajęła miejsce przy oknie i pogodnie się do
mnie uśmiechnęła. To coś nowego.
Gdy
tylko pojazd ruszył postanowiłem zagadać.
-To
Nina, jak ci się podoba Londyn?- zacząłem.
-Niewiele
widziałam, ale wydaje się być ciekawy- wyjrzała za szybę.
-Tak,
to wspaniałe miasto. Ma swój urok- rozmarzyłem się.-Twoja siostrzyczka jest
słodka.
-To
urocze dziecko- przytaknęła i zadała jedno pytanie:- opowiedz mi coś o sobie
Liamie Payne.
-Ale
co?- uniosła ramiona na znak, że cokolwiek.- To tak: Nazywam się Liam James
Payne i urodziłem się 29 sierpnia w Wolverhampton.* Lubię śpiewać i należę do
sławnego Boysband’ u One Direction.
-A
więc James, czym się interesujesz- spytała tonem funkcjonariusza policji, co
wywołało u mnie napad śmiechu.
-Lubię
lody, uwielbiam muzykę i kocham tą czwórkę wariatów- wskazałem na kumpli.- A
ciebie co kręci?
-Trenowałam
taniec- powiedziała szybko.
-Moja
dziewczyna Danielle jest tancerką. Jakieś konkretne style ćwiczyłaś?- zapytałem
drążąc temat.
-Tak,
głównie break-dance, house, hip- hop, popping , ale uczyłam się też locking’ u,
jazzu i kilku innych- odpowiedziała jakby od niechcenia.
-Dość
dużo, ale mimo iż wielu tych nazw nie kojarzę to jazz mi tam jakoś nie pasuje.
Wyjaśnisz mi proszę dlaczego jazz też?- uśmiechnąłem się.
-
W tym rodzaju tańca zakochałam się przypadkiem. Założyłam się kumplem z ekipy,
że nie da on rady zrobić salta, przegrałam i w ramach przegranej musiałam udać
się na warsztaty jazz’ owe. Spodobało mi się i zaczęłam chodzić na zajęcia-
wytłumaczyła.
-A
dobra jesteś?- spytałem.
-Czy
ja wiem- podrapała się po głowie.- Coś tam potrafię.
-Kiedyś
mi pokażesz- ustaliłem.
-Zgoda-
powiedziała.
Całkiem
miła ta Nina. Nieco zamknięta w sobie, lecz sympatyczna. Ciekawi mnie jednak
fakt dlaczego to właśnie do mnie się najwięcej odzywa? Chcąc znać odpowiedź po
prostu zapytałem.
-Czemu
akurat ze mną rozmawiasz?- spytałem prosto z mostu.
-Nie
rozumiem pytania- spojrzała na mnie.
-Dlaczego
to ze mną akurat masz najlepszy kontakt?- wyjaśniłem o co mi chodziło.
-Dlatego,
że wydajesz się być najnormalniejszy z was wszystkich plus nie kreujesz się na
wielką gwiazdę- powiedziała od tak.
-Nie
kreuję na gwiazdę?- zaśmiałem się.
-No,
a przynajmniej tak sądzę- zajrzała w kierunku Sammy.
-Nie
martw się, jest pod dobrą opieką- zapewniłem dziewczynę.- kogo stawiasz na
drugim miejscu, zaraz po mnie?
-Chyba
Niall’ a- zamyśliła się.
-Czemu
akurat jego?- dręczyłem Ninę pytaniami.
-Bo
on zarówno jak i ty nie wydajecie się być tak bardzo zadufani w sobie, jak
pozostała trójka- zaśmiała się.
-Co
ma znaczyć: „tak bardzo” młoda damo?- powiedziałem iście szlacheckim tonem.
-Ależ
nic waszmość panie- zaczęła mnie naśladować.
Wiedziałem, od początku wiedziałem, że ta dziewczyna nie
jest taka zła, jak mówił Lou. To prawda, nie jest może typem słodkiej
dziewczynki, która kocha modę, pieski i makijaż, ale to właśnie czyni ją
wyjątkową.
-Mogę
spytać dlaczego ty i Louis, no wiesz, nie tolerujecie się?- wiem, że popsułem
jej tym humor, ale muszę wiedzieć.
-Złamał
obietnicę- rzekła szybko.
-Obietnicę?-
tylko tyle? To dziwne.- I już?
-Dla
ciebie to tylko obietnica, dla mnie to było całe moje życie- spojrzała na mnie.
W jej oczach coś zalśniło, ale płakać nie zaczęła.- Dla mnie i Sam.
-
Co miał zrobić?- ciekawiło mnie to i chociaż wiedziałem, że sprawia jej to ból, musiałem wiedzieć.
-Miał
po mnie, po nas wrócić. On i ojciec. Miał zrobić cokolwiek, byleby tylko ona
przestała to robić- spojrzała za okno.
-Jaka
ona?- dręczyłem ją.
-Matka-
wyszeptała.
Wtedy
zrozumiałem, zrozumiałem o co w tym wszystkim chodzi. Zostawili je z kobietą,
która z tego co widzę przysporzyła im wielu cierpień. Mógł przecież wrócić.
Dlaczego tego nie zrobił? Czy był aż takim draniem? Czy nie znałem własnego
przyjaciela?
Resztę
podróży spędzaliśmy w ciszy. Chłopcy śmiali się niemiłosiernie z Zayn’ a, który
w roli przewodnika czuł się wprost jak ryba w wodzie. Sam bawiła się z Niall’
em w zagadki. Nina obserwowała zza szyby
miasto, a ja zacząłem zastanawiać się nad tym jaki jest Louis.
*
Jechaliśmy
i jechaliśmy, a gdy bus się zatrzymywał i dawał nadzieję na koniec wycieczki,
ruszaliśmy znowu.
-Nuda-
powiedziała Sammy.- Choćmy na plać ziabaw.
-Dobrze
królewno- połaskotał ją Niall, po czym zwrócił się do kierowcy:- Proszę się
zatrzymać przy jakimś placu zabaw.
Podobało
mi się, że młoda znalazła sobie niańkę. Byłam już zmęczona tym ciągłym
matkowaniem. Nareszcie ktoś inny się nią zajął.
-Jesteśmy-
krzyknął kierowca.-Wysiadka.
Nasza
gromada powoli wytoczyła się ze środka pojazdu. Blondyn razem z moją siostrą od
razu ruszyli w kierunku zjeżdżalni, huśtawek, karuzel, czyli tak zwanego
„Dziecięcego Raju”. Ja razem z resztą ruszyłam na spacer po parku.
Co
jakiś czas moich towarzyszy zaczepiał dziewczyny będące fankami ich zespołu.
Prosiły o wspólne zdjęcia, autografy. Kilka z nich pytało o to kim jestem.
Odpowiadali zgodnie z prawdą.
Ciepłe
promienie słońca, delikatny wietrzyk, zapach kwiatów rosnących wokoło, czego
chcieć więcej…
-Nina?!-
ktoś wykrzyknął moje imię.- To naprawdę ty?
Rozejrzałam
się wokół i ujrzałam osobę wołającą mnie. Ruszyłam w jej kierunku.
-Josh,
co ty tu robisz?- spojrzałam na kolegę z dawnej ekipy.
-Mieszkam-
zaśmiał się.- A ty?
-Niestety
też- powiedziałam.
-Niestety?-
uniósł jedną brew ku górze.
-Braciszek-
szepnęłam słodko.
-Aha.
Jak ja się za tobą stęskniłem- rozczulił się.
*
-Dla…?
– spytałem jakiejś blondynki wystawiającej karteczkę do mnie.
-Megan-
odpowiedziała.
-Proszę
bardzo- wręczyłem ostatni autograf tej grupce dziewczyn.
Rozejrzałem
się w poszukiwaniu Niny. Nie mogła
odejść daleko. Ten postój mógł trwać najwyżej pięć minut.
W
pewnym momencie na nią natrafiłem. Rozmawiała z jakimś chłopakiem w jej wieku.
Nie widziałem jego twarzy, gdyż stał do mnie tyłem, ale jednak wydał mi się
dziwnie znajomy. Ruszyłem w ich kierunku.
-Louis?!Hej
stary- podszedł do mnie chłopak.
-Josh-
wymówiłem to imię z lekką odrazą.- Co ty tu robisz?
-Przeprowadziłem
się wraz z rodzicami, mieszkamy niedaleko- wyjaśnił.
Jeszcze
jego tu brakowało. Znam tego chłopaka i to aż za dobrze. Gdy jeszcze mieszkałem
z mamą byliśmy sąsiadami. Najpierw się przyjaźniliśmy, lecz później przyjaźń
uleciała i ustąpiła miejsca chorej rywalizacji. Starałem się go pokonać w
każdej dyscyplinie, którą wymyśliłem, zawsze z opłakanym skutkiem. Zawsze był
ode mnie lepszy i to pewnie to sprawiało, że Nina traktowała go z większym
szacunkiem niż mnie. Gdy tylko mogła poniżała mnie porównaniem z nim. Własna siostra, własna siostra… Własna
siostra wolała spędzać czas z tym facetem zamiast z własnym bratem. On był
jednak zawsze dobrym chłopakiem, za każdym razem gdy przegrywałem znajdował
jakiś czynnik, pogodowy, środowiskowy, który mógł wpłynąć na jego wygraną. Po
każdej konkurencji mówił, że tylko o włos przegrałem. To ja nigdy nie umiałem
pogodzić się z tym, że jest ode mnie po prostu lepszy oraz z tym, że moja
siostra wolała przebywać z nim niż ze mną. To bolało.
-Siostro
musimy wracać, już późno- powiedziałem, chcąc aby ten facet sobie poszedł.
-Dopiero
co tu przyszliśmy- przeciwstawiła się mi Nina.
-Spoko,
skoro czas was goni to daj mi swój numer telefonu, ja ci dam mój i się
zdzwonimy- uśmiechnął się niczym grecki Adonis.
-No
zgoda- wymienili się numerami i pociągnąłem dziewczynę w kierunku placu zabaw.
-Szybciej-
pospieszyłem siostrę i odetchnąłem, gdy znaleźliśmy się wśród sześciolatków.
-Co
to miało być?- powiedziała ostro Nina.
-Nic-
burknąłem w odpowiedzi.
Usiadłem
na ławce znajdującej się naprzeciwko zjeżdżalni. Obserwowałem jak Niall bawi
moją malutką siostrzyczkę. Jak podnosi ją z wielkim szacunkiem. Jak pilnuje by
nic jej się nie stało. Jak pilnuje, by cały czasy była szczęśliwa. Jak ona
śmieje się domagając kolejnej porcji rozrywki. Jak pilnuje by przypadkiem nikt
inny nie znalazł się w centrum jego zainteresowania. Niegdyś to ja tak pilnowałem Niny. Mimo tylko
dwuletniej różnicy zawsze dbałem o to by być najlepszym starszym bratem. By
nigdy nie płakała z mojego powody, głupoty, zaniedbania. By wiecznie się
śmiała. By nie zaprzątała sobie głowy sprawami, które ją przerastały. Co się
zmieniło? Moja mała siostrzyczka dorosła, ja dorosłem. Ona się zmieniła, ja się
zmieniłem. Nasze relacje się zmieniły, pogorszyły. Cała przyjaźń, więź z
dzieciństwa prysnęła niczym mydlana bańka zastąpiona duszącymi oparami
nienawiści.
-Louis,
Louis chodz do nas- zawołała Sam ukazując swój przesłodki uśmieszek.
-
Dla ciebie królewno wszystko- ukłoniłem się jej niczym prawdziwy książę.
Zjeżdżalnia,
huśtawki, karuzela, drabinki. Zjeżdżalnia, huśtawki, karuzela, drabinki.
Zjeżdżalnia, huśtawki, karuzela, drabinki. Zjeżdżalnia, huśtawki, karuzela,
drabinki i tak przez całe trzy godziny. Nawet nie wiedziałem, że praca brata
może być tak męcząca. Owszem, nie sądziłem, że będzie łatwo, ale dzisiaj
schudłem co najmniej 10kg. Podnieść, posadzić, pobawić, zdjąć. Podnieść,
posadzić, pobawić, zdjąć. Podnieść, posadzić, pobawić, zdjąć. Podnieść,
posadzić, pobawić, zdjąć. Dużo pracy, za dużo. Kto by pomyślał, że takie małe
dziecko ma w sobie tyle energii i chęci do zabawy. Gdyby mogła to zostałaby na
placyku cały czas, ale nie mogłem na to pozwolić. Powoli zaczęło się ściemniać i
, co za tym idzie, temperatura malała, więc chcąc nie chcąc, musieliśmy wracać.
-Jedziemy-
zakomenderowałem.
Słyszałem
jęki oburzenia ze strony dzieci, ale zarówno Sam jak i Niall nie mieli nic do
gadania.
*
Na
skraju parku czekał na nas nasz bus. Gdy tylko do niego doszliśmy zaczęły się
problemy. Każdy chciał siedzieć inaczej, niż ustalił Liam. Ja stałem i
obserwowałem jak chłopcy się kłócą. Największy spór toczył się między Louis’
em, a Niall’ em, gdyż obaj chcieli podczas podróży zabawiać Sam.
-To
moja siostra i ja będę z nią siedział- krzyczał Lou.- Masz Zayn’ a, to prawie
dziecko.
-Co
to ma znaczyć?- podszedł do niego Malik wszczynając kolejny spór.
Krzyczeli,
kłócili się, obrażali, lecz w końcu walkę wygrał Louis, zresztą jak zwykle.
Niall, choć niechętnie, zgodził się usiąść z Malikiem. Liam powiedział tylko,
że siedzi obok Mark’ a- naszego kierowcy, po czym zniknął wewnątrz pojazdu.
Czyli wszystko jasne i wszyscy są szczęśliwi. Ale zaraz, zaraz… Skoro Liam
siedzi z przodu, Niall z Zayn’ em, a Lou z Sam, to wychodzi na to, że moją
sąsiadką będzie nikt inny jak Nina. Zapowiada się ciekawa droga do domu.
Jak pewnie ktoś z was zauważył pojawiły się ankiety dwie oraz reakcje. Bardzo proszę: klikajcie...
Hey, hey.! To znowu ja.! Tak, wiem, spodziewałaś się zapewne kogoś innego, ale niestety kolejny raz Cię nachodzę.!
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz, ile ja się naczekałam na ten rozdział... Czekałam i czekałam, a teraz, kiedy jestem już po przeczytaniu Twego kolejnego dzieła muszę czekać znowu... Musisz koniecznie dodawać rozdziały częściej, bo Twoi czytelnicy(w tym ja) uschną z tęsknoty za Niną, Sam i 1D.! Dlatego pamiętaj, że teraz odpowiadasz za moje "podlewanie" :)
Życzę weny!
Pozdro.!