We

We
Znalezione na deviantart//found on deviantart

sobota, 22 września 2012

Rozdział 4 „To jakiś paradoks.”



Rozdział 4

„To jakiś paradoks.”
Czy naprawdę  tak trudno jest obdarzyć choćby szacunkiem osobę, która zawsze była dla ciebie tak ważna, na którą tyle czekałeś? W moim przypadku najtrudniej jest ponownie zaufać.
Siedziałam sama w pokoju, rozmyślając o tym, że moje życie diametralnie się zmieniło. Inne miasto, inni ludzie, inny świat. Czy dam sobie radę? Czy się tu zaaklimatyzuję?
*
To już trzeci dzień, odkąd przyjechała do nas „ Panna Nina”. Od dnia, w którym razem z siostrą przyjechała do nas, nie zamieniliśmy z nią ani słowa. Cały czas siedzi u siebie w pokoju. Jak do niej zaglądam, a robię to co jakiś czas by sprawdzić czy żyje, to albo czyta, albo korzysta z komputera, albo najzwyczajniej w świecie słucha muzyki. Czasem zastanawia mnie czy jej się to, aby przypadkiem nie nudzi.
Może i z nią nie rozmawiamy, za to jej siostra to ma dopiero dobrze. Opiekuje się nią czwórka sławnych chłopaków. Czemu czwórka, bo piąty, czyli Harry, zawsze znajduje sobie jakąś wymówkę. To, że głowa go boli, to, że jest zmęczony, to, że młoda lepiej bawi się z którymś z nas. Jemu najmniej spodobała się perspektywa dzielenia domu z kimś z rodziny Lou.
Usiadłem na podłodze, zgarnąłem z blatu stolika pilot od telewizora i włączyłem pierwszy lepszy program. Z moim szczęściem trafiłem na wiadomości.
-Hej Liam, masz pomysł co możemy dziś robić?- spytał ni z tego ni z owego Niall.
-Możemy oprowadzić siostry Louis ’a po mieście- zaproponowałem i oberwałem morderczym spojrzeniem od Harry’ ego.
-Zgoda- odpowiedziała trójka.
-Pomysł mi się podoba, ale czy to starsze możemy po drodze zgubić?- zażartował z pozoru niewinnie Lou, ale kto go tam wie.
-Nie Louis, nie możemy- powiedziałem tonem znudzonego rodzica.
-Niech ci będzie- opadł na fotel krzyżując ręce na klacie.
*
Znudzony ruszyłem schodami i zapukałem do pierwszych drzwi po prawej. Nie otrzymałem przyzwolenia na wejście, ale nie przeszkodziło mi to w dostaniu się do pokoju.
Nina siedziała na łóżku zapisując coś w jakimś zeszycie. Nie zwróciła na mnie najmniejszej uwagi, nie przerywała pisania. Chciałem sprawdzić co kryje się w notatniku, jednak chcąc nie chcąc, nie mogłem tego zrobić. To nie w moim stylu.  Choć w sumie? Ostatnimi czasy i tak zachowuję się jak nie ja, więc co mi za różnica, kiedyś tam zajrzę.
-Hej mała, co porabiasz?- zwróciłem się do Sammy.
-Bawiem siem misiem- powiedziała dziewczynka, po czym się do mnie przytuliła.- Dziekujem za te zabawki.
-Nie ma sprawy kochana. Dla ciebie wszystko- cmoknąłem siostrzyczkę w czoło.
Maleńka zaśmiała się i powróciła do zabawy z Przytulanką. To był taki rozkoszny widok. Co jak co, ale lubię małe dzieci. Są cudownymi istotkami, które aż zarażają pozytywną energią. Też bym tak chciał, móc robić co mi się chce śmiejąc z głupich wymysłów dorosłych. Ach, gdyby Piotruś Pan istniał naprawdę. Zabrałby mnie daleko, daleko do Nibylandii. Nie musiałbym się o nic martwić, o nikogo troszczyć. Nie dorósłbym. Pozostałbym wiecznym dzieckiem. 
-Zbierajcie się, idziemy na wycieczkę- zapowiedziałem i nie czekając na reakcję z ich strony, opuściłem pomieszczenie.
*
Co on znów wymyślił, wycieczkę?!
Ja nigdzie wyjść nie mogę, siedzę zamknięta w pokoju jak więzień, a on sobie wycieczki organizuje?! Ja protestuję, ale chyba mam prawo do jakiejkolwiek wolności. Mam prawie siedemnaście lat, a nawet na chwilę z chaty się wyrwać nie mogę. To jakiś paradoks.
*
Skierowaliśmy się ku busowi stojącemu naprzeciwko naszego domu. Już mieliśmy wsiadać, gdy nagle Nina wydała z siebie dźwięk zdziwienia. Nie było to zdziwienie typu: „O matko, ale mnie zaskoczyliście”, tylko bardziej w stylu „I my naprawdę mamy tym jechać?!”. Takie kpiarskie zdziwienie.
-O co chodzi kochana siostrzyczko- odezwał się Louis słodkim tonem, który przyprawiał mnie o dreszcze.- Coś ci nie pasuje?
-Skądże, jest wspaniale- odpowiedziała mu pięknym za nadobne.
Wsiedliśmy do busa. Niall długo prosił Ninę o to czy może usiąść z małą Sam. Dziewczyna niechętnie, ale zgodziła się. Zaproponowałem jej aby przysiadła się do mnie, a ta, co mnie zdziwiło, zgodziła się. Zajęła miejsce przy oknie i pogodnie się do mnie uśmiechnęła. To coś nowego.
Gdy tylko pojazd ruszył postanowiłem zagadać.
-To Nina, jak ci się podoba Londyn?- zacząłem.
-Niewiele widziałam, ale wydaje się być ciekawy- wyjrzała za szybę.
-Tak, to wspaniałe miasto. Ma swój urok- rozmarzyłem się.-Twoja siostrzyczka jest słodka.
-To urocze dziecko- przytaknęła i zadała jedno pytanie:- opowiedz mi coś o sobie Liamie Payne.
-Ale co?- uniosła ramiona na znak, że cokolwiek.- To tak: Nazywam się Liam James Payne i urodziłem się 29 sierpnia w Wolverhampton.* Lubię śpiewać i należę do sławnego Boysband’ u One Direction.
-A więc James, czym się interesujesz- spytała tonem funkcjonariusza policji, co wywołało u mnie napad śmiechu.
-Lubię lody, uwielbiam muzykę i kocham tą czwórkę wariatów- wskazałem na kumpli.- A ciebie co kręci?
-Trenowałam taniec- powiedziała szybko.
-Moja dziewczyna Danielle jest tancerką. Jakieś konkretne style ćwiczyłaś?- zapytałem drążąc temat.
-Tak, głównie break-dance, house, hip- hop, popping , ale uczyłam się też locking’ u, jazzu i kilku innych- odpowiedziała jakby od niechcenia.
-Dość dużo, ale mimo iż wielu tych nazw nie kojarzę to jazz mi tam jakoś nie pasuje. Wyjaśnisz mi proszę dlaczego jazz też?- uśmiechnąłem się.
- W tym rodzaju tańca zakochałam się przypadkiem. Założyłam się kumplem z ekipy, że nie da on rady zrobić salta, przegrałam i w ramach przegranej musiałam udać się na warsztaty jazz’ owe. Spodobało mi się i zaczęłam chodzić na zajęcia- wytłumaczyła.
-A dobra jesteś?- spytałem.
-Czy ja wiem- podrapała się po głowie.- Coś tam potrafię.
-Kiedyś mi pokażesz- ustaliłem.
-Zgoda- powiedziała.
Całkiem miła ta Nina. Nieco zamknięta w sobie, lecz sympatyczna. Ciekawi mnie jednak fakt dlaczego to właśnie do mnie się najwięcej odzywa? Chcąc znać odpowiedź po prostu zapytałem.
-Czemu akurat ze mną rozmawiasz?- spytałem prosto z mostu.
-Nie rozumiem pytania- spojrzała na mnie.
-Dlaczego to ze mną akurat masz najlepszy kontakt?- wyjaśniłem o co mi chodziło.
-Dlatego, że wydajesz się być najnormalniejszy z was wszystkich plus nie kreujesz się na wielką gwiazdę- powiedziała od tak.
-Nie kreuję na gwiazdę?- zaśmiałem się.
-No, a przynajmniej tak sądzę- zajrzała w kierunku Sammy.
-Nie martw się, jest pod dobrą opieką- zapewniłem dziewczynę.- kogo stawiasz na drugim miejscu, zaraz po mnie?
-Chyba Niall’ a- zamyśliła się.
-Czemu akurat jego?- dręczyłem Ninę pytaniami.
-Bo on zarówno jak i ty nie wydajecie się być tak bardzo zadufani w sobie, jak pozostała trójka- zaśmiała się.
-Co ma znaczyć: „tak bardzo” młoda damo?- powiedziałem iście szlacheckim tonem.
-Ależ nic waszmość panie- zaczęła mnie naśladować.
Wiedziałem,  od początku wiedziałem, że ta dziewczyna nie jest taka zła, jak mówił Lou. To prawda, nie jest może typem słodkiej dziewczynki, która kocha modę, pieski i makijaż, ale to właśnie czyni ją wyjątkową.
-Mogę spytać dlaczego ty i Louis, no wiesz, nie tolerujecie się?- wiem, że popsułem jej tym humor, ale muszę wiedzieć.
-Złamał obietnicę- rzekła szybko.
-Obietnicę?- tylko tyle? To dziwne.- I już?
-Dla ciebie to tylko obietnica, dla mnie to było całe moje życie- spojrzała na mnie. W jej oczach coś zalśniło, ale płakać nie zaczęła.- Dla mnie i Sam.
- Co miał zrobić?- ciekawiło mnie to i chociaż wiedziałem,  że sprawia jej to ból, musiałem wiedzieć.
-Miał po mnie, po nas wrócić. On i ojciec. Miał zrobić cokolwiek, byleby tylko ona przestała to robić- spojrzała za okno.
-Jaka ona?- dręczyłem ją.
-Matka- wyszeptała.
Wtedy zrozumiałem, zrozumiałem o co w tym wszystkim chodzi. Zostawili je z kobietą, która z tego co widzę przysporzyła im wielu cierpień. Mógł przecież wrócić. Dlaczego tego nie zrobił? Czy był aż takim draniem? Czy nie znałem własnego przyjaciela?
Resztę podróży spędzaliśmy w ciszy. Chłopcy śmiali się niemiłosiernie z Zayn’ a, który w roli przewodnika czuł się wprost jak ryba w wodzie. Sam bawiła się z Niall’ em w  zagadki. Nina obserwowała zza szyby miasto, a ja zacząłem zastanawiać się nad tym jaki jest Louis.
*
Jechaliśmy i jechaliśmy, a gdy bus się zatrzymywał i dawał nadzieję na koniec wycieczki, ruszaliśmy znowu.
-Nuda- powiedziała Sammy.- Choćmy na plać ziabaw.
-Dobrze królewno- połaskotał ją Niall, po czym zwrócił się do kierowcy:- Proszę się zatrzymać przy jakimś placu zabaw.
Podobało mi się, że młoda znalazła sobie niańkę. Byłam już zmęczona tym ciągłym matkowaniem. Nareszcie ktoś inny się nią zajął.
-Jesteśmy- krzyknął kierowca.-Wysiadka.
Nasza gromada powoli wytoczyła się ze środka pojazdu. Blondyn razem z moją siostrą od razu ruszyli w kierunku zjeżdżalni, huśtawek, karuzel, czyli tak zwanego „Dziecięcego Raju”. Ja razem z resztą ruszyłam na spacer po parku.
Co jakiś czas moich towarzyszy zaczepiał dziewczyny będące fankami ich zespołu. Prosiły o wspólne zdjęcia, autografy. Kilka z nich pytało o to kim jestem. Odpowiadali zgodnie z prawdą.
Ciepłe promienie słońca, delikatny wietrzyk, zapach kwiatów rosnących wokoło, czego chcieć więcej…
-Nina?!- ktoś wykrzyknął moje imię.- To naprawdę ty?
Rozejrzałam się wokół i ujrzałam osobę wołającą mnie. Ruszyłam w jej kierunku.
-Josh, co ty tu robisz?- spojrzałam na kolegę z dawnej ekipy.
-Mieszkam- zaśmiał się.- A ty?
-Niestety też- powiedziałam.
-Niestety?- uniósł jedną brew ku górze.
-Braciszek- szepnęłam słodko.
-Aha. Jak ja się za tobą stęskniłem- rozczulił się.
*
-Dla…? – spytałem jakiejś blondynki wystawiającej karteczkę do mnie.
-Megan- odpowiedziała.
-Proszę bardzo- wręczyłem ostatni autograf tej grupce dziewczyn.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu Niny.  Nie mogła odejść daleko. Ten postój mógł trwać najwyżej pięć minut.
W pewnym momencie na nią natrafiłem. Rozmawiała z jakimś chłopakiem w jej wieku. Nie widziałem jego twarzy, gdyż stał do mnie tyłem, ale jednak wydał mi się dziwnie znajomy. Ruszyłem w ich kierunku.
-Louis?!Hej stary- podszedł do mnie chłopak.
-Josh- wymówiłem to imię z lekką odrazą.- Co ty tu robisz?
-Przeprowadziłem się wraz z rodzicami, mieszkamy niedaleko- wyjaśnił.
Jeszcze jego tu brakowało. Znam tego chłopaka i to aż za dobrze. Gdy jeszcze mieszkałem z mamą byliśmy sąsiadami. Najpierw się przyjaźniliśmy, lecz później przyjaźń uleciała i ustąpiła miejsca chorej rywalizacji. Starałem się go pokonać w każdej dyscyplinie, którą wymyśliłem, zawsze z opłakanym skutkiem. Zawsze był ode mnie lepszy i to pewnie to sprawiało, że Nina traktowała go z większym szacunkiem niż mnie. Gdy tylko mogła poniżała mnie porównaniem z  nim. Własna siostra, własna siostra… Własna siostra wolała spędzać czas z tym facetem zamiast z własnym bratem. On był jednak zawsze dobrym chłopakiem, za każdym razem gdy przegrywałem znajdował jakiś czynnik, pogodowy, środowiskowy, który mógł wpłynąć na jego wygraną. Po każdej konkurencji mówił, że tylko o włos przegrałem. To ja nigdy nie umiałem pogodzić się z tym, że jest ode mnie po prostu lepszy oraz z tym, że moja siostra wolała przebywać z nim niż ze mną. To bolało.
-Siostro musimy wracać, już późno- powiedziałem, chcąc aby ten facet sobie poszedł.
-Dopiero co tu przyszliśmy- przeciwstawiła się mi Nina.
-Spoko, skoro czas was goni to daj mi swój numer telefonu, ja ci dam mój i się zdzwonimy- uśmiechnął się niczym grecki Adonis.
-No zgoda- wymienili się numerami i pociągnąłem dziewczynę w kierunku placu zabaw.
-Szybciej- pospieszyłem siostrę i odetchnąłem, gdy znaleźliśmy się wśród sześciolatków.
-Co to miało być?- powiedziała ostro Nina.
-Nic- burknąłem w odpowiedzi.
Usiadłem na ławce znajdującej się naprzeciwko zjeżdżalni. Obserwowałem jak Niall bawi moją malutką siostrzyczkę. Jak podnosi ją z wielkim szacunkiem. Jak pilnuje by nic jej się nie stało. Jak pilnuje, by cały czasy była szczęśliwa. Jak ona śmieje się domagając kolejnej porcji rozrywki. Jak pilnuje by przypadkiem nikt inny nie znalazł się w centrum jego zainteresowania.  Niegdyś to ja tak pilnowałem Niny. Mimo tylko dwuletniej różnicy zawsze dbałem o to by być najlepszym starszym bratem. By nigdy nie płakała z mojego powody, głupoty, zaniedbania. By wiecznie się śmiała. By nie zaprzątała sobie głowy sprawami, które ją przerastały. Co się zmieniło? Moja mała siostrzyczka dorosła, ja dorosłem. Ona się zmieniła, ja się zmieniłem. Nasze relacje się zmieniły, pogorszyły. Cała przyjaźń, więź z dzieciństwa prysnęła niczym mydlana bańka zastąpiona duszącymi oparami nienawiści.
-Louis, Louis chodz do nas- zawołała Sam ukazując swój przesłodki uśmieszek.
- Dla ciebie królewno wszystko- ukłoniłem się jej niczym prawdziwy książę.
Zjeżdżalnia, huśtawki, karuzela, drabinki. Zjeżdżalnia, huśtawki, karuzela, drabinki. Zjeżdżalnia, huśtawki, karuzela, drabinki. Zjeżdżalnia, huśtawki, karuzela, drabinki i tak przez całe trzy godziny. Nawet nie wiedziałem, że praca brata może być tak męcząca. Owszem, nie sądziłem, że będzie łatwo, ale dzisiaj schudłem co najmniej 10kg. Podnieść, posadzić, pobawić, zdjąć. Podnieść, posadzić, pobawić, zdjąć. Podnieść, posadzić, pobawić, zdjąć. Podnieść, posadzić, pobawić, zdjąć. Dużo pracy, za dużo. Kto by pomyślał, że takie małe dziecko ma w sobie tyle energii i chęci do zabawy. Gdyby mogła to zostałaby na placyku cały czas, ale nie mogłem na to pozwolić. Powoli zaczęło się ściemniać i , co za tym idzie, temperatura malała, więc chcąc nie chcąc, musieliśmy wracać.
-Jedziemy- zakomenderowałem.
Słyszałem jęki oburzenia ze strony dzieci, ale zarówno Sam jak i Niall nie mieli nic do gadania.
*
Na skraju parku czekał na nas nasz bus. Gdy tylko do niego doszliśmy zaczęły się problemy. Każdy chciał siedzieć inaczej, niż ustalił Liam. Ja stałem i obserwowałem jak chłopcy się kłócą. Największy spór toczył się między Louis’ em, a Niall’ em, gdyż obaj chcieli podczas podróży zabawiać Sam.
-To moja siostra i ja będę z nią siedział- krzyczał Lou.- Masz Zayn’ a, to prawie dziecko.
-Co to ma znaczyć?- podszedł do niego Malik wszczynając kolejny spór.
Krzyczeli, kłócili się, obrażali, lecz w końcu walkę wygrał Louis, zresztą jak zwykle. Niall, choć niechętnie, zgodził się usiąść z Malikiem. Liam powiedział tylko, że siedzi obok Mark’ a- naszego kierowcy, po czym zniknął wewnątrz pojazdu. Czyli wszystko jasne i wszyscy są szczęśliwi. Ale zaraz, zaraz… Skoro Liam siedzi z przodu, Niall z Zayn’ em, a Lou z Sam, to wychodzi na to, że moją sąsiadką będzie nikt inny jak Nina. Zapowiada się ciekawa droga do domu.
                                                                                                             
Jak pewnie ktoś z was zauważył pojawiły się ankiety dwie oraz reakcje. Bardzo proszę: klikajcie...  

1 komentarz:

  1. Hey, hey.! To znowu ja.! Tak, wiem, spodziewałaś się zapewne kogoś innego, ale niestety kolejny raz Cię nachodzę.!
    Nawet nie wiesz, ile ja się naczekałam na ten rozdział... Czekałam i czekałam, a teraz, kiedy jestem już po przeczytaniu Twego kolejnego dzieła muszę czekać znowu... Musisz koniecznie dodawać rozdziały częściej, bo Twoi czytelnicy(w tym ja) uschną z tęsknoty za Niną, Sam i 1D.! Dlatego pamiętaj, że teraz odpowiadasz za moje "podlewanie" :)
    Życzę weny!
    Pozdro.!

    OdpowiedzUsuń