Rozdział 15
Problemy, relacje i
zarobki.
15 lipca. Środa
Siedzieli wszyscy
razem. W salonie. O 5.00 rano. Zmartwieni do granic możliwości. Zmęczeni,
zdenerwowani, źli. Siedzieli cicho czekając na jakąkolwiek informację.
Atmosfera panująca w mieszkaniu była, delikatnie rzecz ujmując, przygnębiająca.
Żadne z nich nie wiedziało co się dzieje z ich przyjacielem.
*
W placówce panował
wielki zgiełk. Ofiary wypadków, zatrucia pokarmowe, poparzenia- nic nowego.
Przypadki takie jak dzisiaj to codzienność dla lekarzy. Głupota ludzka nie zna
granic, nie przejmują się tym co może się zdarzyć. Żyją chwilą, teraz i tu. Nie
martwią się czy na pewno nie robią źle, a zwykle robią. Chorują najczęściej
przez swoje własne zaniedbanie. Zasady są po to by je łamać? Może i tak, ale
ustalono je też w jakimś celu i to nie celu zniszczenia nam życia. Przeciwnie,
są po to by nas chronić. Lecz, czy wszyscy myślą w ten sposób, czy wszyscy
zdają sobie sprawę, że łamanie zakazów to jeden krok bliżej do wypadku?
- Doktorze,
znaleźliśmy numer do znajomego tego pacjenta z dwójki.
*
-Halo- powiedział
Louis do telefonu.
Była godzina 8.00
rano a Harry’ ego jak nie było tak nie ma. Wyszedł gdzieś wczoraj wieczorem i
nie wrócił. Obdzwoniliśmy wszystkie znane nam kluby, knajpy, bary i dyskoteki w
mieście, popytaliśmy jego znajomych, ale nikt nic nie wiedział. Nawet plotki na
Internecie nie mówiły nam gdzie jest i co się z nim stało. Było źle.
-Tak… ale… ale proszę
pana… proszę poczekać…. gdzie…. dobrze… rozumiem…. Niedługo będziemy. Do
widzenia- słyszałem niektóre urywki rozmowy Tomlinsona.
-Harry jest w
szpitalu. Zanim zaczniecie zasypywać mnie lawiną pytań: nie wiem co się stało.
Proszą, abym przyjechał, ale wiem, że zapewne jedziecie też- zwrócił się do
wszystkich.
W szpitalu? Co się
tym razem stało? Wpadł w bójkę?
Zdezorientowany i tak
ruszyłem do drzwi, nie mogłem czekać, musiałem wiedzieć co się dzieje. To mój
przyjaciel nie mogę bezczynnie siedzieć i mieć nadziei, że nic mu nie jest. Nie
mogłem.
Szybko zobaczyłem, że Louis mówi coś jeszcze przelotnie do Niny, a potem wyszliśmy, jednak bez niej.
*
-Zostań- nakazał mi
brat.- Nie jestem pewien czy ucieszyłby się z twojej obecności tam.
Skinęłam tylko głową
i zamknęłam za nimi drzwi.
To prawda,
najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi by nie był, ale mi to nie przeszkadza,
też nie pałam do niego jakimś szczególnie gorącym uczuciem. To nie tak, że go
nienawidzę. To… w sumie nie jest takie łatwe do określenia, ta nasza relacja.
Nie powiem, że jest łatwa, jest naprawdę skomplikowana, bo w zasadzie nie wiem
skąd u nas to wrogie nastawienie, lecz wiem kto je zaczął- Harry. Ja nie
przyszłam do ich domu mówiąc: „Hej, jestem osobą, która musi zatruwać życia
Louisa i nienawidzę cię Harry”. Taka sytuacja nie miała miejsca. To on zaczął
naszą „wojnę”, nie ja. Tak już zostało i pewnie tak będzie do czasu, gdy nie
ukończę 18 lat i się nie wyprowadzę. Tylko najpierw przydałoby się zdobyć pracę…
Poszłam na górę
prowadząc Samanthę ze sobą. Zaspana, z na wpół otwartymi oczkami nie do końca
wiedziała co się wokół niej dzieje. Jedyne co jej przekazaliśmy to to, że coś
niedobrego dzieje się z Harrym, ale na tym się skończyło. Nie będziemy przecież
dręczyli czterolatki niepotrzebnymi dla jej umysłu przemyśleniami, odczuciami
czy prawdopodobnymi zdarzeniami, to nawet nie wchodziło w grę. Mogła by mieć
później koszmary, czy nawet popaść w depresję.
Weszłyśmy do pokoju.
Posadziłam małą na dywanie, a sam usiadłam naprzeciw niej. Wyjęłyśmy wczorajsze
puzzle i zaczęłyśmy składać od nowa. Układanki należały do jednych z jej
ulubionych zajęć, potrafiła składać je godzinami i się przy tym nie nudzić. Ja
w przeciwieństwie do niej zwykle od razu się nudziłam i szukałam ciekawszej
rozrywki, a że od dziecka kochałam wszelkiego rodzaju sporty to najczęściej
wychodziłam po prostu na świeże powietrze.
-Cio jest Harry’ emu?-
spytała mnie w pewnym momencie siostra.
Nie wiedziałam co jej
odpowiedzieć, nie chciałam jej niczym martwić, zresztą sama nie wiele
wiedziałam. Jedyna informacja jaka do mnie dotarła jest taka, że Styles jest w
szpitalu.
-Nic skarbie-
powiedziałam starając się brzmieć szczerze.
-Nina nie jestem głupia-
zaskoczyła mnie tymi słowami.- Śjepa zjeśtą teź nie!
No nie. Moja siostra
stawia pierwsze kroki w stronę pyskowania, tylko skąd ona zna te wyrażenia? Ja
się tak nigdy nie odzywałam w jej obecności. Chyba, że oglądała kiedyś z
chłopakami któryś, z tych ich durnych seriali. To bardzo prawdopodobne….
-Mała…- zaczęłam, ale
mi przerwała.
-Nie jestem mała tylko
kjótka i to tylko tymciasiowo- wzburzyła się, rozczulając mnie nieco.
-Dobrze Sammy-
poprawiłam się lekko.- Nie wiem co się
dzieje z Harrym. Przekazano mi póki co tylko tyle, że jest w szpitalu, ale poza
tym nic.
-Oh- wymsknęło jej
się, lecz powróciła do zabawy puzzlami.
Myślę, że po prostu
chciała to przemyśleć. Jest naprawdę dojrzała i taktowna jak na swój wiek,
zawsze wie gdy zakończyć rozmowę, skończyć dyskusję. Za to ją kochałam, za to,
że była inna niż wszystkie dzieci- dorosła.
Włączyłam komputer.
Przydało by się poszperać i znaleźć jakieś oferty pracy. Może i Louis ma
pieniądze na wychowanie mnie, ale mimo iż za sobą nie przepadamy, nie chcę być
dla niego pasożytem żerującym na pieniądzach. Szukałam i szukałam, aż w końcu oprzytomniałam,
że jeżeli chcę dostać gdzieś zatrudnienie muszę przygotować CV. Włączyłam
program do pisania tego typu notatek i zaczęłam. Poszło mi to dość sprawnie i
po godzinie cały dokument był gotowy. Znowu zaczęłam szukanie miejsc możliwości
zarobku. W oczy wpadło mi parę ofert, więc szybko je spisałam po czym schowałam
do mojego notatnika.
Jasne, będę otrzymywała
jakąś tam część z nagród, które może uda nam się pozdobywać w konkursach, ale
my dopiero zaczynamy, a wiadomo, że „świeżaki” mają najgorzej, gdyż są mniej
zgrani od pozostałych grup. Tak więc, staram się o pracę.
Usłyszałam telefon,
który oznajmiał mi, że ktoś dzwoni. Zbiegłam na dół, do salonu do miejsca, w
którym powinien się znajdować i odebrałam.
-Halo- odezwałam się
do urządzenia.
-Z tej strony Liam,
jesteśmy w szpitalu- oznajmił mi głos ze słuchawki.
-Co z nim?
___________________________________________________________________________
Przepraszam, ze tak późno, ale miałam mnóstwo problemów na głowie poczynając od szkoły, kończąc w domu. Ale mniejsza o to.
Wiem, ze rozdział jest krótki i prawie nic się w nim nie dzieje, ale nawet mi się podoba .
Pod poprzednim były pytania: czy Harry przeżyje itp. Otóż tak i to nie jest żadną wielką tajemnicą, to nie będzie jakiś najsmutniejszy moment opowiadania. Tragiczny będzie ostatni rozdział tej części ( który tak by the way ma już kilka fragmentów), ale o tym na razie nic nie mówię.
Sytuacje szpitalne w rozdzile 16.
Buziaki
Kooooooooooooooooocham Cię.!
OdpowiedzUsuńBosz... Ta Sam jest świetna.! Uwielbiam ją.!
Dziś tylko tyle, bo więcej nie dam rady... Przepraszam ;(
wiesz co nic sie nie dzieje ale rozdział boski :DDDD to sie nazywa miec talent
OdpowiedzUsuńi dobrze tak harremu może sie troche zmieni
-Aldona
idealny ten rozdział , i dobrze tak harremu
OdpowiedzUsuń-ciastko
omg!! boje sie o harego ale z jednaj strony to mu tak dobrzze.może przemyśli swoje dziecinne zachwowanie do ninyrozdział mi sie podoba
OdpowiedzUsuńociekasz zajebistocia <3
OdpowiedzUsuńCZY JA WIEM.... rozdział ładnie napisany ale .....NO KURDE JA SIE O HARREGO ZAMARTWIAM :D
OdpowiedzUsuńczekam na następny!!
-anka
czekam czekam na 16!!!!
OdpowiedzUsuńale króciutki ,ale zarazam dobry , czekam na 16 i mam andziejej ze alcja sie rozwinie a harry mmoz erusz łbem i przemysli swoje zchowanie , a mogła bys go dodaac naprawde dzisiaj ??
OdpowiedzUsuńszkoda ze jestes chroa , noa lae zdrowie ważniejsze od bloga :) zdrowiej
OdpowiedzUsuń-karo
zarombiste
OdpowiedzUsuńjezu biedaku szkoda ze jestes chora!!
OdpowiedzUsuńwracaj do zdrowia
-aldona
Czekam na następny ;)
OdpowiedzUsuńI zapraszam do mnie http://try-enjoy-your-life-every-day.blogspot.com/
kiedy nexxtttttt czekam i czekam i nie moge się doczekaccc
OdpowiedzUsuńtęsknieeeee!!
piękne
OdpowiedzUsuń