Rozdział 12
„OMG!!!”
Poniedziałek, godzina 5.00
Beep. Beep. Beep.
Mój telefon zaczął
wydawać z siebie głośne dźwięki mające na celu wyrzucenie mnie z łóżka. Odgłos
był tak nieznośny dla uszu, że czym prędzej chciałam go wyłączyć, nie
wspominając już tego, że mógł spowodować pobudkę mojej siostry. Podniosłam się
z łóżka i zaczęłam szukać komórki. Omijając rzeczy leżące na ziemi, lub
potykając się o niektóre z nich dotarłam do biurka na którym leżał mój HTC.
Szybko wybrałam opcję „odrzuć” i wreszcie poczułam ciszę, niczym nie zmąconą
ciszę.
Na dworze dopiero co
zaczęło się rozjaśniać, a już można było poznać, że dzisiejsza pogoda do
najładniejszych należeć nie będzie. Chmury były ciężkie od deszczu, niebo
szare. Kilka minut i zacznie się prawdziwa burza z piorunami.
Spojrzałam na Sam.
Tak ślicznie wyglądała we śnie, tak mała i bezbronna, kochana. Nie chciałam jej
budzić, po wczorajszych wrażeniach, wiec tylko delikatnie pogłaskałam ją po tej
małej główce.
Skierowałam się do
łazienki, aby zażyć kąpieli. Chciałam się lekko ogrzać pod wodą, bo w pokoju
było dość chłodno. Odkręciłam wodę. Gorący strumień obmył moje ciało i
spowodował dreszcze. Byłam zaspana, zmęczona i niechętna do wyjścia z domu, ale
nie mogę pozwolić, aby ta część mnie, której nie chce się wyjść opanowała mnie
i wystawiła moją silną wolę na próbę. Nie tym razem…
Skończyłam
prysznicowe przemyślenia i czym prędzej przebrałam się w dzisiejsze ciuchy.
Czarny t-shirt, flanelowa koszula w granatowo czarną kratę i jeansy. Do tego
wygodne Nike na nogi i mogłam wychodzić. Po drodze złapałam jeszcze mój plecak,
do którego spakowałam strój na zmianę i wodę. Wyszłam.
Nieprzyjemny chłód
owiał mnie, gdy tylko przekroczyłam próg drzwi. Zimno nie zachęcało do wyjścia
z ciepłego pomieszczenia, przeciwnie: pchało mnie do środka. Tak bardzo
chciałam ulec, lecz wiedziałam, że nie mogę. Zrobiłam pierwszy krok, za nim
kolejny, potem jeszcze kilka, a dalej poszło jak z górki. Udało mi się dojść do
centrum.
Zmieniłam kierunek i
już po chwili ujrzałam mojego Starbucksa. Chłopak stał, czekając na mnie w wyznaczonym
miejscu.
-Dzień dobry- przywitał się grzecznie.
-Cześć- odparłam.
-Chodźmy- wskazał
głową kierunek, ku któremu mieliśmy ruszyć.
W odpowiedzi
uśmiechnęłam się nieznacznie i skierowaliśmy się w stronę miejsca treningów.
*
Widziałem ją
znikającą za zakrętem, ją- moją małą siostrzyczkę, którą zmusiłem do tego, aby
dorosła. Bałem się o nią, martwiłem, że coś jej się stanie. Może brzmi to zbyt
Dziecininie, książkowo, ale gdybym tylko mógł zamknąłbym ją pod kloszem i nigdy
nie wypuszczał. Kochałem ją, kocham, forever
and always…
*
Zastałem Louisa
zapatrzonego w okno. Dobrze wiedziałem za czym, a raczej za kim tam tak
wygląda.
-Poradzi sobie-
zapewniłem go kładąc rękę na jego ramieniu.
-A jak nie?- spojrzał
na mnie smutnymi oczami.
-Ona jest już prawie
dorosłą, piękną i mądrą kobietą. To już nie dziecko- zapewniałem go, choć
słowa, które padły z moich ust, moim zdaniem nie były prawdą. Tylko dlaczego
tak powiedziałem?
-Nie sądzisz tak- nie
dał się nabrać. -Ty ją ledwo tolerujesz, nie obchodzi cię to co się z nią
będzie działo.
-Ale ty mnie
obchodzisz. Jesteś moim najlepszym przyjacielem i troszczę się o sprawy, które
są dla ciebie ważne- zapewniłem go. Starałem się mówić prosto z serca, wiem co
chciał usłyszeć.
-Dzięki- uśmiechnął
się do mnie.-Naprawdę bardzo ci dziękuję- skierował się do kuchni, zostawiając
mnie samego w salonie.
*
Salka mieściła się
jakieś pół godziny na piechotę od Starbucksa, więc na miejscu byliśmy równo o
8.00.
Jak wyglądała sala?
Nic specjalnego, zwykłe pomieszczenie do treningów, z błyszczącym jeszcze
parkietem i czystymi lustrami.
Było tu zgromadzonych
około 20 osób. Kobiety, mężczyźni, głównie w moim wieku lub trochę starsi.
Wszyscy się od siebie różnili, każdy miał swój własny, niepowtarzalny styl,
każdy się wyróżniał.
Dopiero teraz
poczułam prawdziwy strach, oni mogli być o niebo lepsi ode mnie, mogli znać więcej technik, więcej ruchów.
Może umieli robić triki tak niewyobrażalnie trudne, że nawet nie mogłabym sobie
wyobrazić. Josh mówił, że to najlepsi z najlepszych, więc dlaczego przyjął i
mnie?
Wiedziałam, że jestem
dobrą tancerką. Wiedziałam, że powinnam dać sobie radę, ale zawsze jest ten
głos, który mówi, że źle ci pójdzie, że cię ktoś wyśmieje. W tej chwili też go
słyszałam, był bardzo głośny, wręcz krzyczał. Chciałam jak najszybciej uciec z
tego miejsce i zamknąć się w pokoju. Tyle stresu to nie na moje siły, ale ja
przecież nie stchórzę, nigdy…
-Witajcie! Bardzo się
cieszę, że wszyscy zgodziliście się odpowiedzieć na moje zaproszenie- zaczął
Josh, wszyscy w ciszy zaczęli go słuchać.- Mam nadzieję, że wszyscy wiedzą po
co się tu zebraliśmy i teraz moje pytanie: kto ma zamiar zostać i przynależeć
do grupy?
Kilka rąk nie
wzniosło się ku górze, część ludzi jak widać nie chciała tu być.
-Dobrze, w takim
razie osoby, które nie mają w planach dołączenia do ekipy proszone są o
opuszczenie sali- ogłosił.
Po wyjściu tych osób
na sali zostało nas czternaścioro. Osiem dziewczyn i sześciu facetów.
-Wy, jak myślę macie
zamiar tu pozostać i dołączyć?- spojrzał na nas.
Wśród tłumu rozeszły
się zgody, niektórzy tylko skinęli głową przytakując.
-To na początek może się przedstawię- Josh lekko uśmiechnął
się do tancerzy.- Nazywam się Josh. Josh Lickerson. Mam 20 lat i studiuję
taniec. Praktykuję głównie Break Dance i Hip-Hop, ale inne style też są mi
znane- mówił to tak pewnie, jakby niczego się nie tremował. Był urodzonym
przywódcą. Wiedział jak zachęcić ludzi do słuchania go, wiedział co mówić.
Powodował, że ludzie szli za nim. To był mój Josh.- Dobrze to tyle o mnie co
powinniście na razie wiedzieć. Teraz wasza kolej, może zaczniesz?- zwrócił się
do jakiejś blondynki.
Dziewczyna była niska
i drobna, ale mięśnie wskazywały, że jednak dużo ćwiczy. Miała jasne oczy, mały,
prosty nos i była uśmiechnięta. Wyglądała na bardzo pozytywną osobę z
optymistycznym nastawieniem do życia.
-Hej- zaczęła.- Moje
imię Carly. Nazwisko Shayon. Mam 21 lat. Obecnie nie studiuję i pracuję w małej
restauracji „Migro” dwie przecznice stąd. Trenuję Hip-Hop.
Carly usiadła na
swoim starym miejscu, a do przedstawiania się zaczął wstawać jakiś chłopak.
Ciemnoskóry mężczyzna
podniósł się i uśmiechnął do nas. Był wysoki i muskularny, lecz nie, aż tak
mocno jak dwoje chłopaków siedzących pod lustrem. Oczy miał jasne, ciepłe,
mocno się uśmiechał. Jego włosy splecione były z tyłu jego głowy. Z daleka
uznałabym go za jakiegoś gangstera, złodzieja lecz z tej odległości nie wydawał
się specjalnie niebezpieczny, przeciwnie wyglądał na komika.
-Jestem Stolehouse.
Frankie Stolehouse- wszyscy się zaśmiali. Czyli jednak miałam rację: klaun w
przebraniu. Czyżbym znała się na ludziach?- Co o mnie możecie wiedzieć…. Nie
wiem czy mogę wam w pełni zaufać więc na wszelki wypadek nie podam wam gdzie
mieszkam ani ile mam lat, tak dla bezpieczeństwa. Trenuję wszystko choć moje
ulubione style to Popping i New Style . To tyle, namiarów na siebie wam nie
podam ze względów wiadomych.
Chłopak usiadł, a
szkoda bo chciałam, żeby mówił dalej, był taki naturalny, zabawny, kurczę
myślę, że z niego może być fajny gość.
Po nim wstały dwie
dziewczyny, obie ciemnoskóre, jedna jaśniejsza.
Jedna jaśniejsza
miała fryzurę na kształt afro. Zabawnie to wyglądało, ale muszę przyznać-
pasowało jej. Nie widziałam koloru jej oczu z miejsca, w którym usiadłam,
jednak wyglądały na ciepłe oraz życzliwe i razem z uśmiechem na jej twarzy
dawały cudowny efekt, bo dziewczyna wyglądała naprawdę ładnie. Była średniej
budowy, ni to niska, ni to wysoka. Jak wszyscy tu zgromadzeni zgrabna.
Druga z nich była od
niej dużo wyższa. Miała pociągłą twarz i bardzo ciemne oczy. Jej czarne włosy upięte były w warkocz lekko schowane w
kapturze. W przeciwieństwie do jej przyjaciółki dawała wrażenie osoby wrednej,
zgorzkniałej i nie dającej sobą pomiatać. Przerażała mnie. To ona zaczęła
mówić:
-Jestem Justine
Tammin- przedstawiła się po czym wskazała na przyjaciółkę:- A to moja kumpela
Aimee Danstein. Obie mamy po 19 lat, zajmujemy się głównie Hip Hopem.
Powiedziała co
musiała i szybko usiadła i tylko jej znajoma się odezwała:
-Hej- zaśmiała się
machając ręką i zajęła miejsce koło koleżanki.
Już cztery osoby,
których nie znałam oraz Josh zdążyły się przedstawić, szło im to tak szybko, że
bałam się kiedy dojdzie do mnie. Chciałam żeby jak najpóźniej, abym mogła wymyślić
co powiem. Kurczę boję się.
Spojrzałam na lewo.
Nikt stamtąd nie był skory do przedstawienia się. Trzy dziewczyny w obcisłych
strojach siedziały cicho, być może po to, aby nie była teraz ich kolej.
-No śmiało, tu nie
jest tak strasznie jakby się wydawało- zaczął zachęcać nas Josh.- Ferency
powiedz im, że tu nie jest tak źle!
-Jestem oburzony
faktem, że nie zapamiętałeś mojego dostojnego imienia jakim jest Frankie. Mam
nadzieję, że takie błędy się nie powtórzą- spojrzał na niego morderczym wzrokiem
jednak po chwili zaczął się śmiać.- I tu na środku jakoś nić nie gryzie, ale
panna Justine ma morderczy wzrok… - powiedział udając, że trzęsie się ze
strachu.
-Buu- spojrzała na
niego dziewczyna.
-To może teraz my?-
do góry podniósł rękę jeden chłopak, drugą wskazał na siebie i kolegę obok.
-To zapraszamy- Josh
usunął się na bok.
Chłopak szybko wstał
i skierował się na środek ciągnąc za sobą kumpla. Obaj byli wysocy i bardzo
umięśnieni, jednak różnili się od siebie w praktycznie każdym innym detalu.
Jeden z nich był biały, drugi ciemnoskóry, jeden miał blond włosy, drugi
czarne, oczy pierwszego były niebieskie, drugiego brązowe. Jeden miał długi,
duży nos, drugi mały i krótki. Nie powiem, byli dość przystojni. Oboje
natomiast uśmiechali się niepewnie, jakby wstydząc się czegoś. Wyglądali nieco
na zarozumialcu, ale możliwe, że to tylko przez moją niechęć do ludzi.
-Cześć. Mam na imię
Thomas Ditch. Mam 23 lata i uczęszczam
do szkoły baletowej madame Rosanaile. – przez tłum przebiegł stłumiony chicho, wkrótce
przekonałam się z jakiego powodu.
Drugi chłopak nie
pozostawał w tyle i od razu zaczął mówić o sobie:
-Witam, ja jestem
Gabe Winsor, mam tyle lat co kolega i uczęszczam do tej samej szkoły co on-
powiedział krótko i oboje wrócili na swoje miejsca.
-Będziemy tańczyć z
jakimiś gośćmi praktykującymi balet?!- oburzył się jakiś chłopak siedzący koło
Carly.
- Owszem Brooke, będą
również przynależeć do ekipy. Czy coś ci w tym nie pasuje?- powiedział takim
tonem, że chłopak tylko mruknął „ Okey, przepraszam” i już nie było go
słychać.- Jak mówiłem każdemu z was ekipa składa się z samych najlepszych tancerzy niezależnie od
stylu jaki ćwiczą i mam nadzieję, że będzie to szanowane panie Cannell-
spojrzał na niego wzrokiem zabraniającym sprzeciwu. – Ale skoro ma pan dużo do
powiedzenia to zapraszam na środek, może pan nam coś o sobie opowie?
Chłopak, niechętnie,
ale jednak wstał. Poczłapał na środek jakby od niechcenia i stanął na środku.
Nie był jakimś tam ogromnym i nie wiadomo jak muskularnym facetem. Był taki…..
hmmm… w sam raz. Jego długie ciemne włosy zaplecione były w cienkie warkocze i
opadały mu na plecy. Jego oczy były równie ciemne jak włosy. Brązowe, prawie
czarne diabolicznym błyskiem. Przerażającego wyglądu dodawał mu również ten
jego złośliwy uśmieszek, który okalał trzydniowy zarost. Całość wyglądała dość
mrocznie i przerażająco. Miłego wyglądu nie nadawała mu również postawa jaką
przyjmował, otóż szedł wolno, przygarbiony i jakby zmęczony, choć gotowy do
ataku. Spodobał mi się.
-Hello, What’s up?
Jestem Brooke Cannell, mam paręnaście lat. Pracuję w sklepie odzieżowym tuż za rogiem
„Mikey”. Lubię Locking, Popping, Break
Dance- to powiedziawszy usiadł na swoim miejscu zajmując niedbałą pozycję.
Zdawał się zachowywać jakby nic go nie obchodziło, ale jednak był przejęty
wszystkim co się dzieje. Bardzo tajemniczy. Jak…. Zayn.
-Okey, przyjemniaczek
z ciebie, nieprawdaż, że uroczy?- zażartował Josh.
-Dobra, moja kolej –
z naszego małego tłumu wyskoczyła jakaś murzynka.
-Hej, Me llamo Shawna Hart- zaczęła dziewczyna.- Mam 24 lata i
pracuję razem z Carly w “Migro”. Moje style to głównie New Style, Break Dance i
czasem Popping.
Była
wysoka i zgrabna, naprawdę zgrabna. Jej mięśnie brzuch były powalające co było
widać przez przykusy top. Jej tzw.” Kaloryfer” zawstydziłby niejednego faceta.
Miał na głowię perukę, to było widać od razu, jednak naprawdę dobrze w niej
wyglądała. Miał czekoladowe oczy i wielki uśmiech. Wyglądała na osobę, która
lubi szaleństwo i różnego typu używki. Lekko mnie do siebie zrażała, lecz
jednak chyba bardziej się jej bałam niż próbowałam trzymać się od niej z
daleka.
-Super,
dzięki laska, teraz może Mac?- spojrzał na niego podejrzliwym wzrokiem
Lickerson. Jego gest powtórzył Frankie, powodując u niektórych delikatny
śmiech.
Mac
był wysokim ciemnoskórym mężczyzną o naprawdę muskularnej budowie. Ubrany w
dres przypominał mi gangstera. Jednak jedna rzecz odwiodła mnie od tego
pomysłu, a mianowicie ten jego słodki uśmiech, no po prostu zakochać się można.
Naprawdę. Uśmiechał się niczym małe dziecko na widok nowej zabawki, ogromnej
nowej zabawki. Jego oczy też były wesołe. Jasno niebieskie lampki świeciły
przyjaznym blaskiem. Po prostu musiałam go poznać, musiałam.
-To
tak: jestem Mac- spowodował śmiech całej sali. -Wow super, nie czuję jak
rymuje. No cóż, zostawmy to w spokoju. Moje nazwisko to Sole. Mam 19 lat i studiuję architekturę wnętrz. Obecnie
nie pracuję. Ćwiczę Krump , Break Dance, New Style, ponadto od sześciu lat
trenuję pływanie, a od roku uczę się Parkour’ u .
Czyli
już prawie wszyscy. Zostałam już tylko ja i trzy dziewczyny w fikuśnych
strojach. OMG!!!
-Jestem
Chloe Heartmess, to moje znajome Bex Kiriguma i Isabella Flores- zaczęła
najniższa z nich.- Ja mam 18 lat, a Bex i Isabella po 20. Obie studiujemy balet
w tej samej szkole co Thomas i Gabe. Małe ostrzeżenia: jeśli któreś z was
będzie się śmiało z tańca, który trenujemy- tu wskazała na nie wszystkie.- nie
popuszczę i przygotuję coś na kształt zemsty.
-Uuu,
groźna sztuka- zachichotał nie kto inny jak Frankie.- Zaklepuję.
Dziewczyna
zmroziła go za to okrutnym spojrzeniem mówiąc:
-Za
wysokie progi na twoje nogi.
Chloe była niską i bardzo szczupłą baletnicą o
nad wyraz olbrzymich, zielonych oczach. Uśmiechała się z pogardą i z wyższością
patrzyła na wszystkich. Włosy miała upięta w wysoki kok na czubku głowy, były
czarne. Ubrana w ciemne ubrania i z mocnym makijażem na oczach prezentowała się
naprawdę niesamowicie. Sprawiała wrażenie wrednej i zamkniętej w sobie bogaczki
z dobrego domu.
Isabella
była jej całkowitym przeciwieństwem. Była dużo wyższa od Chloe i była
blondynką. Miała bladą, prawie białą cerę i nogi sięgające sufitu. Zdawała się
być zrównoważona, może z lekka nieśmiała i zdyscyplinowana. Nie garbiła się,
siedziała prosto jak deska.
Bex
natomiast miał na 100% azjatyckie korzenie. Można to było poznać po jej innej
karnacji skóry, z lekka skośnych oczach i kruczoczarnych włosach spiętych
podobnie jak Chloe w koka. Była do niej podobna, choć odrobinę większa. Z całej
trójki najcichsza, nie odzywała się, ani razu się nie zaśmiała.
Moment.
Moment. Chwila. Skoro te trzy już się przedstawiły to przyszła kolej na
ostatnią osobę, czyli że .... mnie!
W tej
chwili moje serce stanęło. Może nigdy nie wyglądałam na osobę nieśmiałą, ale
prawda jest taka, że panicznie boję się
wystąpień (wszelkiego radzaju) przed większą ilością ludzi. Mogę tańczyć, mogę
grać, mogę coś recytować lub czytać, lecz nie umiem mówić czegoś wymyślonego an
poczekaniu, nie przygotowanego 5 dni wcześniej. To jest niemożliwe,
impossible... W tym jednym momencie strach sparaliżował moje ciało. Jak
chciałam teraz uciec do domu.
Jednak
wstałam wyszłam na środek i nawet się odezwałam, drżącym głosem, ale jednak:
-Cześć-
zaczęłam niepewnie.- Nazywam się Nina Tomlinson...- przerwano mi.
-Tomlinson
jak ten gościu z tego pedalskiego boysbandziku One cośtam cośtam?!- spojrzał na
mnie Brooke z niedowierzaniem i kpiną jednocześnie.
-Daj
spokój, sam nie jesteś lepszy- odszczekał mu Mac, kurczę, co do niego się nie
myliłam.
-Tak,
Louis Tomlinson z One Direction to mój starszy brat- odpowiedziałam pewnie,
lecz czekałam na kolejne docinki. Takowe się jednak nie pojawiły. Mówiłam
dalej- Mam niespełna siedemnaście lat, niedawno się tu przeprowadziłam i od
września zaczynam szkołę. Moje ulubione stule to House, Locking, Hip Hop i
Break Dance.
-Zapomniałaś
wspomnieć, że jesteś nieziemsko ładna...- powiedział Frankie.
-Żeby cię tak bardzo
nie dołować- te słowa padły z moich ust i ... byłam z nich dumna.
-Zadziorna, lubię
takie, będziemy Najlepszymi Przyjaciółkami na Świecie ,, Best Friends Forever”?
– zażartował chłopak.
-Musiałabym to
przemyśleć, bo kto wie czy nie jesteś jakimś gwałcicielem?- spowodowałam śmiech
na całej Sali. Matko kocham tę ekipę.
___________________________________________________________________
No i jest 12, z jednodniowym opóźnieniem, ale jest. Co jak co jestem z niego dość zadowolona, bo pisało się go naprawdę męcząco. Niedługo uzupełnię zakładkę "Postaci" i będziecie mogli zobaczyć jak wyglądają tancerze.
Dzięki za tyle komentarzy pod poprzednim, myślałam, że dostanę ich mniej, bo naprawdę mi sie niepodobał i dzięki za to, że byliście tak wyrozumiali co do opóźnienia. Jesteście najlepsi ( kurczę ale wazelinka :))
Jeśli maci do mnie jakieś pytania, nie tylko odnośnie jakiegoś rozdziału, ale i całej historii, albo jakiegoś zdjęcia, albo ogólnie w sprawie otaczającego nas świat to śmiało piszcie, zawsze postaram się odpowiedzieć :)
Jeśli zauważycie jakieś błędy to uprzedźcie mnie, ale nie miałam już siły sprawdzać.
No nic, to do zobaczenia czyli do następnego posta. Pozdrawiam!!!! :-*
oonareszczie rozdział jak zawsze superrr
OdpowiedzUsuń\-aldonaa
Jak zawsze świetnie :)
OdpowiedzUsuńCzekam na następny :D
I LOVE YOU!!! Kocham Ciebie i Twoje opowiadanie.! W końcu rozdział jest jakiejś normalnej długości... Świetna ta ekipa :) Jestem ciekawa jej dalszych losów.
OdpowiedzUsuńCzekam (i proszę pamiętaj o tym) na kolejny rozdział i plose... dodaj go szybko.! Nie czekaj do niedzieli tylko tak na przykład do piątku :) I tak wiem, że mnie nie posłuchasz, więc po co ja się wysilam...
Życzę weny i ściskam mocno.! <33
boskie ~!
OdpowiedzUsuńjezu nareszczieeee
OdpowiedzUsuńnareszczie tancerzee],nareszczie
jestem strasznie cikawa jak bedą wyglądac,a co do rozdziału to je po prostu swietny!!!
zwłaszcza ten frankie hahah,czuje ze będzie jakis may flircik i ze go nina zaprosi do domu i ze lou będzie to widział i zrobi sie zazdrosny i zacznie sie bac ,a harry to wugle to go do szału dopprowadzi hahah zanaczy jezeli by tak było
czekam na następna dawke tego tajemniczego opowiadania :)
-Ida
jeeee 12
OdpowiedzUsuńdoczekac sie nie mogłam
fajny nawet ten zespół zwłaszcza frankie,pewnie bedzie flirtrował z nina i harry bedzie zazdrosny bo cos czuje ze harry sie zakocha w ninie ^^
a louis bedzie sie ewnie martwił o swoja kochana siostrzyczke ,uuuuuu ale bedzie akcja :*
ROZDZIAŁ SUPER NA SERIO
OdpowiedzUsuńDAWNO NIE CZYTAŁAM TAKIEGO OPOWAIADNIA
W SĘSIE KAŻDE OPOWIADANIE JEST O TYM ZE JEST DZIEWCZYNA KTÓRA WYJEŻDZA DO LONDYNU Z RODZICAMI POZNAJE ONE DIRECTION I TAK DALEJ
JESZCZE NIE CZYTAŁAM TAKIEGO Z DOMEM DZIECKA ,HARRYM NIENAWIDZĄCEJ JAKIEJŚ DZIEWCZYNY I TAKI POWAZNY LOUIS :)
STRASZNIE MI SIE PODOBA
-ZUZA
Aww boski rozdział ;p
OdpowiedzUsuńPozdrawiam<3
http://and-little-things-1d.blogspot.com/
http://one-direction-opowiadanie-i-inne.blog.pl/
Nominowałam Cię do Liebster Award--> http://1dblogdlakazdego2.blogspot.com/ ;*
OdpowiedzUsuńzarombiste opowiadanie
OdpowiedzUsuńniecchh harry sie w niej wreszczie zakocha!!
jeju jak ja uwielbiam to opowaidanie
OdpowiedzUsuńfajny ten frankie,jezeeli przyjdzie z którymś z tancerzy do domu ,to harry pewnie będzie zazdrosny :)))))
a przynajmniej tak mi sie wydaje
-wikuś
()(*@(*()&*$%$&*%&^%&*(&^^&* po prostu idealne!!!
OdpowiedzUsuńszkoda ze tak żadko dodajesz nowe rozdział bo zuper ci to idzie naprawde,może dzis zamiast dodac rozdział w nocy dodasz po południu co?
OdpowiedzUsuń