We

We
Znalezione na deviantart//found on deviantart

niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział 21



Rozdział 21

„8.57”
Wciąż Poniedziałek.  Wciąż Wieczór

Po tej kłótni między mną a Harrym byłam naprawdę wściekła. Jak on w ogóle śmiał wspomnieć o mojej matce, jak on mógł! Wie dobrze jaka była i może go nie znoszę, ale nie wiem czy nawet najgorszemu wrogowi powiedziałabym taką rzecz, jak on śmiał!!!

Zdenerwowana poszłam na  górę lekko się uspokoić, co jak co stres źle wpływa na zdrowie tak? Powiedzmy.

*
Przechodziłem koło salonu z lekka podsłuchując rozmowę Harry’ ego i Niny. Oczywiście słyszałem tylko urywki, takie jak: „pada jabłko”, „zadufana w sobie gwiazdka”, „Uspokój się chłopczyku” i tak dalej. Znowu się sprzeczali zapewne o te same rzeczy co zwykle. Ostatnio wpadają w takie dyskusje coraz częściej, nawet po kilka razy dziennie. Dla wszystkich z nas jest to bardzo męczące. Krzyki, wyzwiska- głowa mnie już od tego boli, a tak naprawdę nie wiem czemu się nie lubią… Może chodzi o to, że się tak od siebie różnią? Chociaż czy jest aż taki kontrast między nimi? No bo spójrzcie sami: oboje są tak samo uparci, oboje w kółko drążą ten sam temat, zależy im na wygranej, są wredni (czasami), każde z nich jest w czymś dobre no i oboje są z lekka narcystyczni. No prawdę wam mówię, nie kłamię ani trochę, nic nie jest nawet podkoloryzowane, a do tego mam skłonności. Czasem wydaje mi się że różni ich tylko płeć, no i imiona rzecz jasna, i więzy krwi, i upodobania żywieniowe, zresztą wiecie o co mi chodzi.

Zauważyłem jak Nina idzie na górę. Czerwona ze złości. Harry też nie lepszy, gdy tylko znikła za rogiem wściekły wyszedł na ogród. Mogliby się przestać kłócić, no wiecie :”Złość piękności szkodzi”, dobrze mówię? No a jak! Ma się ten wewnętrzny geniusz… Bardzo, bardzo wewnętrzny. Tam idziesz obok żołądka. A skoro już jesteśmy przy temacie brzucha to z chęcią zerknę to mojej ukochanej, najwspanialszej kobiety na świecie- lodóweczki.

Otworzyłem ją, jednak nie dane było mi się napatrzeć, co się znajduje w jej wnętrzu. Któryś, z jak mniemam domowników, zatrzasną drzwiczki mojego szczęścia.

-Czego?- warknąłem na tą osobę, która okazała się być, moim obecnie „jestem obrażony na cały świat” przyjacielem o imieniu Harry.

-Co ci? To ja tu jestem ten w złym humorze- odezwał się mój kolega, nie czuły na ból jaki mi sprawił trzymając mnie głodnym jak cholera.

-Jestem głodny. Zamknąłeś mi lodówkę przed nosem. Mam mówić dalej?- odpowiedziałem z lekka podniesionym głosem nienajedzonego człowieka.

-Ugh, już sobie poradzę- burknął na odchodne.- Tylko się nie udław jedząc jakieś świństwa.

No i nareszcie sobie poszedł, a ja miałem znowu czas spokoju. Tylko ja i moja kanapka. Tylko nas dwoje. Ten wspaniały chleb, pięknie żółty serek i soczyście czerwone pomidory. Mmmm… Pycha!


*
Po tej jakże niedojrzałej kłótni z jakże niedojrzałym Harrym szybko zamknęłam się w pokoju. Ten gościu nawet jak go nie ma w pobliżu mnie denerwuje- jakim cudem?! Nevermind. Czas na zwyczajny, spokojny relaks w moim przyjemnym wolnym od Stylesa pokoju. Tylko ja i moje myśli….

-Nina, pobawiś siem zie mnom?

No może jednak ja i moje myśli… i Sam.

Chciałam, szczerze chciałam się z nią pobawić, tyle, że … jakby to sensownie powiedzieć… umierałam ze zmęczenia. I mówiąc (w sumie to myśląc, ale ćśśśś…..
) umierałam, miałam na myśli UMIERAŁAM.  I tak, dobrze wiem, że sens tamtego zdania był nie za wielki, jednak na swoje usprawiedliwienie dodam, że mój organizm po prostu przestał pakować potrzebną energię do mojego mózgu i w ten sposób wyszły oto te bzdury. Jednak odchodząc od tematu mojego zmęczenia (choć w sumie to nie), przykro mi było, że nie mogę poświęcić swojego czasu młodszej siostrze tylko dlatego, że na treningu wylały się ze mnie siódme poty, a później ktoś wredny ( nie wymienię z imienia) jeszcze podniósł moje ciśnienie. To nie było fair w stosunku do niej. No dobra, zbieram moje siostrzane siły ( niech żadna starsza siostra, która ma młodsze rodzeństwo, co jest chyba oczywiste, nie próbuje mi wmówić, że czegoś takiego nie ma. Wszystkie starsze siostry mają pokłady magicznej energii potrzebnej do zabawy ze swoimi braćmi i siostrami) i idę do tego małego robaka. No cóż, ostatnio nie miałam na nią dużo czasu. Próby, szkoła, kłótnie z Harrym i w jednym dniu przydałoby się więcej niż 24h.

-No dobra mała. Nina jest dzisiaj dobrą siostrą, więc zapodaj jakąś fajną zabawę i wio- zaśmiałam się do dziecka, na którego twarzy pojawił się przeogromny uśmiech. Właśnie dlatego tak się poświęcam tak?


*

Po tej jakże mądrej rozmowie z Niallem ruszyłem do siebie do pokoju. Chciałem sobie na czymś wyładować emocje. W ostatnich dniach byłem chyba bardziej sfrustrowany niż kobieta która ma okres. Naprawdę. Gosh jak one znoszą takie rzeczy co miesiąc? Dlatego chyba podziwiam ród kobiet, ja bym tak nie umiał. A jeszcze żeby tego było mało to one jeszcze rodzą dzieci, zawsze muszą świetnie wyglądać, zwykle to one harują przy dzieciach i zwykle to one gotują w domach. Jejku, chyba muszę pogratulować mojej mamie, jako przykładowej przedstawicielce rodu kobiecego, że jeszcze nie wykitowała. No mówię serio, już zaraz chyba do niej dzwonię… Nie no dobra jest już trochę za późno na tego typu telefony, zadzwonię rano.  Tak rano. Rano koło pierwszej po południu. To chyba nie będzie za wcześnie, może już będzie na nogach?

Uznając, że godzina jest już późna, postanowiłem pójść do łóżka i już się niczym dziś nie denerwować. Mnie też potrzebny jest relaks, trzeba przecież dobrze spać, by wyglądać jak młody Harry… to jest młody bóg, rzecz jasna.

                                                                           *

Poranek zapowiadał się burzliwie. Pogoda na dworze nie sprzyjała również niczemu dobremu. Grzmiała, wiało, a z nieba spadały hektolitry wody. Doskonały dzień by umrzeć…

Nina zaspała i gdy tylko otworzyła oczy, zerwała się na równe nogi i zaczęła zbierać swoje drobiazgi. Nie było szans żeby na nogach dała jeszcze radę dobiec do szkoły i zdążyć na drugą lekcję. Była godzina 8.30…

Dziewczyna zbiegła na dół by dostać choć minimalne śniadanie. Ku jej niezadowoleniu jedynymi osobami które były w okolicach kuchni byli jej brat i Harry. Zignorowała obecność wroga posyłając bratu jedynie powitalne spojrzenie i zaczęła robić śniadanie.

-Nie powinnaś być przypadkiem w szkole?- zapytał Louis.- Jest już po 8.00

-Zaspałam- wysapała tylko pomiędzy gryzami kanapki.

- Pospiesz się to Harry cię odwiezie i może nie opuścisz kolejnych lekcji..

-Czemu ja? Sam nie możesz?- oburzył się Styles.

-Za chwilę muszę być w studiu nagraniowym. Proszę odwieź ją- poprosił go Louis.

Harry tylko głośno westchnął i poszedł do pokoju po kluczyki. Nie miał ochoty odwozić Tomlinsonowej do szkoły. Co on jej kamerdyner?

Gdy wrócił na dół Lou już nie było. Zabrał kurtkę i już miał wychodzić, gdy przypomniał sobie jedną rzecz.

-Czy Sam nie trzeba zabrać do przedszkola?- zapytał Ninę, która czekała przy drzwiach.

-Tseba- odpowiedziała dziewczynka która wyrosła jakby z nikąd.

-To wychodźcie- zażądał chłopak.

Gdy tylko wszyscy znaleźli się poza domem, rozpoczął się pierwszy spór.

-Nie mogłabyś się nieco uniezależnić? Nie jesteś małym dzieckiem, które trzeba wszędzie wozić. Zrób sobie prawo jazdy, albo coś- marudził Harry idąc w stronę auta zaparkowanego przy ulicy.

-Och przepraszam, że nie jesteś jedyną zajętą osobą w tym domu- odpowiedziała Nina.

-No wiesz, jestem członkiem jednego z najbardziej znanych boysbandów ostatnich lat, więc przynajmniej mam powód by być zapracowanym. A ty? Ty jesteś tylko głupią dziewczynką, która wpakowała się z butami do cudzego życia i myśli, że wszystko jej wolno – wychrypiał Styles.

-Przeginasz. Myślisz, że chciałam tu być? Mylisz się- wolałam zgnić w domu dziecka, niż zamieszkać z własnym bratem. Nienawidziłam go, jednak zrobiłam coś co pomogło, ruszyłam dalej… Tobie też to radzę – stała teraz na wprost niego wpatrując się prosto w jego oczy.


Stało się to w jednej sekundzie, jednej chwili. Zawiał delikatny wietrzyk, ktoś się zaśmiał i stało się. Jeden ruch, jeden krok, jedno spuszczenie wzroku. Tak nagle, jak gdyby tylko w wyobraźni. A to wszystko przez nich. Przez kłótnie, odzywki, docinki. Przez to, że nie umieli się dogadać, że otoczyli się barierą wygłuszającą cały otaczający ich świat. Nie przejmowali się, nic ich nie obchodziło. Do teraz. Do godziny 8.57 rano. Do tragedii. Zdążyli usłyszeć nadchodzący wypadek, zdążyli go zobaczyć, nie zdążyli zaradzić. Świst kół na drodze, blask świateł i krew. Wszędzie krew. W jednej sekundzie, starczającej ledwie na jeden oddech. Krew.
Gdy umiera osoba z zewnątrz nie czujesz bólu, cierpienia. Te uczucia nie mogą się w tobie narodzić, gdyż związek jaki dzieliłeś z daną osobą nie dał rady wykształcić odpowiednich do tego relacji. Miłość- nie możesz jej zaznać nie rozmawiając z osobą, która rzekomo ujęła twoje serce. Nienawiść- tak sprzeczne uczucie od poprzedniego, a zarazem podobne. Nie poczujesz jej bez choćby jednego słowa od strony przeciwnej. Tak samo jest ze zjawiskiem śmierci, lecz gdy nie dotyczy ona nikogo bliskiego, praktycznie nie rozumiemy bólu jaki spotyka rodzinę czy przyjaciół zmarłego. Nie możemy pojąć ile radości i dlaczego uleciało z ciał zebranych na pogrzebie. Nie umiemy, dopóki takie coś nie trafi się nam. Wtedy cała sytuacja odwraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Widzieć Śmierć osoby ci drogiej, w pierwszej kolejności nie pomyślisz o tym co się z nią dzieję, a o tym jak jej pomóc. Chcesz ją przy sobie zachować, jak najmocniej tuląc w sercu. Lecz nie możesz, nie dasz rady. Nie dasz rady oprzeć się czemuś takiemu jak Śmierć. Skoro życie bywa zagadką, to czym wobec tego jest Śmierć… nieskończonym labiryntem z niewiadomą na końcu? „Łatwiej jest umrzeć niż patrzeć jak ktoś umiera”, zdecydowanie łatwiej. Nie musisz się martwić co czeka kochaną osobę, czy da sobie radę, bo teoretycznie już cię nie ma. Jesteś ciałem. Lecz czy takiego podejścia nie ukazują tylko zadufani w sobie egoiści? Nie. Gdy umierasz myślisz o tym co będzie dalej, jaka przygoda cię czeka. Chcesz wiedzieć co czeka za tęczowym mostem. Bardzo często jesteś szczęśliwy. Ale co jeśli sytuacja się zmienia: nie umierasz, jesteś osobą bliską umierającego. Co czujesz? Czy się boisz? Tak. Czy jest na to wyjaśnienie? Owszem. Gdy umiera ktoś bliski sercu zabiera ze sobą znaczną cząstkę nas, cząstkę za którą będziemy tęsknić. Brakuje nam tej osoby, brakuje chwil wspólnie spędzanych z nią. Czujemy jeden z najsilniejszych cierpień świata, ból, którego nie ukoją żadne środki przeciwbólowe. Zapadamy się. Zanikamy w ciemnej przepaści żalu, smutku. Często się tam zagrzebujemy, bezpowrotnie. W ciemnym dole rozpaczy.

 
Rozpędzony samochód poślizgnął się na jezdni i uderzył prosto w młodszą siostrę. Była to sekunda, zginęła na miejscu o godzinie 8.57…



_____________________________________________________________________
Wiem, że długo mnie nie było i za to przepraszam. Mam nadzieję, że teraz uda mi się oddawać coś, ale nie obiecuję- jestem w 3 gimnazjum i w mojej szkole naprawdę nas męczą... Po prostu mam mało czasu.

Rozdział nie wyszedł taki jak planowałam, ale mam nadzieję, że najgorszy nie jest.... Piszcie co myślicie.

1 komentarz:

  1. Świetny rozdział na koniec się popłakałam :)

    OdpowiedzUsuń